Oczywistym jest że cała historia z odznaczeniem prezydenta Ukrainy jest kompromitująca dla Rzeczypospolitej, nadano go przecież kilka miesięcy po zabiciu dwóch Polaków przez Siły Zbrojne Ukrainy w Przewodowie a jego odebranie nosiło znamiona typowej pisowskiej hucpy. Niestety klasa polityczna nie zachowała w tej sprawie jedności i mieliśmy do czynienia z żenującym odcięciem się od tej decyzji premiera i szefa MSZ w sytuacji kiedy mogli po prostu milczeć. Nadawanie i odbieranie w ciągu kilku lat medalu głowie obcego państwa nie świadczy dobrze o powadze państwa polskiego ale wybrano niewątpliwie mniejsze zło.
Nie da się ukryć że zamiłowanie do Ukrainy w polskich elitach przypomina nieco stosunek elit amerykańskich do Izraela. Istnieje podobny poziom braku racjonalności i sprzeczności z interesem narodowym.
Paradygmatem istnienia Rzeczpospolitej nie jest zniszczenie Rosji czy pomoc Ukrainie ale silne zasobne państwo gwarantujące dobrobyt obywateli. Jeśli według Ukraińców ścisły sojusz z Polską ma polegać na likwidacji wszelkich barier dla ich produktów rolnych i przemysłowych, usług transportowych, braku potępiania ludobójstwa banderowskiego na narodzie polskim, darmowym przekazywaniu sprzętu i wysłaniu wojsk na Ukrainę to nie leży to w naszym interesie.
Zwrot medali przez byłych prezydentów Ukrainy pomoże zakończyć fałszywy mit braterstwa i pojednania, uzdrowi nasze relacje w kierunku normalnej transakcyjnej polityki z obcym przecież państwem.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)