17 obserwujących
112 notek
55k odsłon
  441   0

POWSTANIE LISTOPADOWE BYŁO ZBRODNIĄ

W 1821 roku, Polacy się tak wspaniale samo rządzili, że Królestwo Polskie stanęło na skraju bankructwa. Car Aleksander zapytał wtedy czy Polacy na pewno sami chcą zarządzać swoim państwem. Przypadki łamania konstytucji miały raczej nikłe znaczenie dla codziennego życia większości mieszkańców Królestwa. Słusznie papież Grzegorz XVI potępił powstanie, co nie mieści się w głowach wielu łże-katolikom.

W 1821 roku, Polacy się tak wspaniale samo rządzili, że Królestwo Polskie stanęło na skraju bankructwa. Car Aleksander zapytał wtedy czy Polacy na pewno sami chcą zarządzać swoim państwem. Także w 1821 powstało tajne Towarzystwo Patriotyczne dążące do zbrojnego przewrotu. Po kilku latach władze rosyjskie rozbiły Towarzystwo i oddały jego członków polskiemu senatowi do osądzenia (Sąd Sejmowy). Wobec nacisków opinii publicznej i pomimo oczywistych dowodów, Sejm nie znalazł znamion zdrady stanu w działalności Towarzystwa Patriotycznego i skazał jego członków jedynie na krótkie kary więzienia. Tylko Wincenty Krasiński zachował się uczciwie i złożył votum separatum . Przed wybuchem powstania nie było właściwie prób wynaradawiania Polaków.
Oficjalne powody powstanie według hurra-patriotycznej narracji, to „łamanie konstytucji” przez Cara i znęcanie się przez Mikołaja na polskich oficerach. Pierwsze jest półprawdą, drugie jest zwykłym kłamstwem. Zazwyczaj łże-patrioci za przykłady tego łamania konstytucji podają:
-Powoływanie Rosjan na stanowiska rządowe, gdy na te mieli być wyznaczani tylko Polacy (obywatele królestwa)
-cenzura
-Prześladowanie organizacji wolnościowych/Zakaz działalności tajnych organizacji
-Zwoływanie sejmu co 5 lat zamiast co 2
Do tego dochodzi jeszcze rzekome złamanie obietnicy przyłączenia Litwy i niektórych ziem Ukraińskich do Królestwa Polskiego
Prawdziwe powody powstania to:
- Chęć bezkarności dla elit
-Zagwarantowanie urzędów tylko swoim
-Oficerowie chcieli więcej awansów i mniej dyscypliny
-Chęć bezkarności dla członków polskiej elity
- Kilkunastu podoficerów przestraszyło się że ich wywrotowa organizacja może wpaść, więc podpalili kraj
Dlaczego oficjalne powody powstania to bzdura:
Łamanie konstytucji
1. Gdy okazało się że na polakach nie można polegać, car powierzył kilka funkcji w Królestwie nie-polakom. M.in. Pełnomocnikiem cesarskim został senator Mikołaj Nowosilcow. Wzburzyło to polskich senatorów, gdyż konstytucja gwarantowała wszystkie stanowiska w administracji Polakom. Nie jest to zbyt merytoryczna zasada, a przywiązanie do niej wskazuje raczej na miłość i przywiązanie do posad, niż do dobra wspólnego.
2. Cenzura nie jest dobra, ale większość państw nie toleruje nawoływań do obalenia władzy, więc trudno mieć o to pretensje.
3. Prześladowanie organizacji wolnościowych to gra słowna. Jeżeli tajna organizacja próbuje obalić władzę to musi się liczyć z tym że władza będzie próbowała je zdławić. Nazywanie ich wolnościowymi i pomijanie kontekstu to propagandowy kit.

Ale to i inne przypadki łamania konstytucji miały raczej nikłe znaczenie dla codziennego życia większości mieszkańców Królestwa. Z kolej polska szlachta nigdy nie przejmowała się przestrzeganiem prawa (chyba że było na jej korzyść). Nawet wprowadzenie konstytucji 3-maja stało się z pogwałceniem prawa. I ta szlachecka brać z tradycjami anarchistycznymi  wywołała powstanie, bo znaleźli nagle w sobie niezwykłe pokłady praworządności?
Car nigdy nie obiecał przyłączenia ziem wschodnich do Polski. To tylko Polacy sobie to dopowiedzieli. Też wielu aktywistom i wywrotowcom nie spodobało się że w 1820 zakazano działalności masonerii.
„Znęcanie się przez Wielkiego Księcia Konstantego nad polskimi oficerami”
Polska elyta nie lubiła Konstantego, tocząc narrację że jest brutalny, upośledzony umysłowo i brzydki.
Konstantyna żołnierze frontowi służący pod jego dowództwem lub nadzorem (we Włoszech 1799, Polsce i Prusach Wsch. w 1807 i potem) wspominają w zapiskach dobrze. Kiedy odpowiadał za Gwardię jako całość, wychodziła ona niemal bez uszczerbku nawet z porażek (Austerlitz), zaś poniosła spore straty pod Frydlandem, kiedy Konstanty był nieobecny. Czyli był kompetentnym dowódcą.
W 1822r. Konstanty podpisał abdykację wyznając, „że niema ani rozumu, ani zdolności, ani sił do sprawowania najwyższej władzy.” Ponownie w 1825r. Konstanty zrezygnował z praw do sukcesji świadomy własnych ograniczeń ("nie nadaję się"). Książę który zrezygnował z Carskiego tronu, bo uznawał że się na niego nie będzie nadawał – czyż nie jest to postawa pełna odpowiedzialności i stawianie dobra wspólnego ponad własnym? Wprowadził w polskim wojsku surową dyscyplinę i rzekomo znęcał się nad polskimi oficerami. Po prostu ich beształ, jak czegoś nie dopatrzyli i ci nadwrażliwi chłoptasiowi nie byli tego w stanie znieść co było „przyczyną wielu samobójstw unoszących się honorem polskich oficerów.” Polska historiografia zazwyczaj mówi o znęcaniu się, czy „sadyzmie”, ale zazwyczaj na tym poprzestaje i nie doprecyzowuje co to dokładnie miało być, ale znalazłem o tym fragment: Polski Historyk Joachim Lelewel, w swojej książce z 1836 „Polska odradzająca się, czyli dzieje polskie od roku 1795 potocznie opowiedziane”, pisze „Prawdziwe zwierze drapieżne, dogadzające swym chuciom z obrazą ludzkości. Niektórzy oficerowie nie mogąc znieść zniewag, jakie jim wyrządzał, życie swoje odjeli … Wystawcie sobie człowieka, dobrego wzrostu, pleczystego, zawsze w mundurze opiętego, głos chrapliwy jak ropuchy, nos zadarty jak u mopsa, na głowie skośno wsadzony kapelusz stosowany  kogutkiem, zawsze na front, aby nie zawadzał bystremu oku, które z pod najeżonych białych brwi i rzęsów, szukały pastwy, ofiary, coby jego tygrysiemu usposobieniu przypadły. U żołnierza postrzegł guzik krzywo przyszyty, żołnierza i oficera jego pakował do kozy; przechodzący nie postrzegł go i nie zdjął kapelusza, do kozy; ujrzał podróżnych młodzieńców w kapeluszach nie zwyczajnej formy, dalejże sam obstrzygł je, obrzynał, nożyczkami, scyzorykiem, gładko, w gzygzak; wpadło mu w oko dziecko z długimi włosami, rozkazuje porwać go z rąk matki i obstrzyc mu je, dziecko przelęknione, dostaje konwulsji, ale mu bez pardonu włosy obcięto…”. Fantazja propagandowa na poziomie Krld. Słabej jakości pamflet o znamionach insynuacji moim zdaniem, ale ja nie jestem patronem tylu szkół co pan Lelewel, ale nawet jeśli to wszystko co napisał byłoby prawdą, to i tak to trochę mało, żeby wołać tyran, iść go mordować i wywoływać powstanie.
Wiele razy spotkałem się też z wyśmiewaniem go, gdyż musiał uciekać przed powstańcami przebrany za kobietę. Ale to tylko świadczy, że był to sprytny człowiek. Uciec z miasta opanowanego przez wroga, gdy tyle osób cię szuka i próbuje ukatrupić. To powód do prawdziwej (może nie wielkiej) dumy. W końcu mógł się unieść dumą, powiedzieć „nie będę nosił kobiecych ubrań”, ale to by była postawa mocno niedojrzała.
Do tego Konstanty był niepoprawnym polonofilem i miał żonę polkę. Pewną anegdotę przytacza marszałek Carl Gustaf Mannerheim w swych „Wspomnieniach”: Adiutant wicekróla, wielkiego księcia Konstantego, poprosił po wybuchu powstania o zwolnienie ze swych obowiązków u boku księcia, gdyż chciał się przyłączyć do zbuntowanych oddziałów. Wielki książę, który lubił Polaków, po chwili milczenia miał odrzec: – Masz rację, twoje miejsce jest tam! – pobłogosławił młodzieńca znakiem krzyża i pozwolił mu odejść. Także w trakcie bitwy pod Grochowem kibicował polskim oddziałom, gdyż tak był do nich przywiązany. Dobry stan uzbrojenia i wyszkolenia polskiej armii to była jego zasługa. Z prywatnej kasy wspierał finansowo oficerów mających problemy i zabraniał przypominać im o zwrocie pożyczek. Niestety gdy wybuchło powstanie powiedział że „Ja się do niczego nie mieszam, niech to Polacy załatwią, to ich sprawa „ i zamiast zgnieść stu sześćdziesięciu kilku podchorążych idiotów, oraz pijaną tłuszczę, odjechał i zamiast tego zginęło lub zostało rannymi ponad 60 tysięcy ludzi.
„To były polskie rządy, polskich ministrów rządzących w imieniu polskiego króla, będącego jednocześnie cesarzem rosyjskim, ukoronowanego przez polskiego prymasa, z całkowicie polską administracją, z polskim Sejmem i Senatem, z polskim wojskiem (zapewne najlepszym w ówczesnej Europie, czego zresztą dowiódł przebieg wojny polsko-rosyjskiej 1831 r.), z polskim uniwersytetem, polskim teatrem narodowym, z kwitnącą polską kulturą i gospodarką.
Ustrojowo i faktycznie nie było ono "despotyczne", tylko aż za bardzo liberalne, dając asumpt z jednej strony niewolniczym naśladowcom francuskich "doktrynerów" do jałowych zmagań z własnym rządem o kontrolę parlamentarną, z drugiej strony zaś do spiskowania i konspirowania zjakobinizowanym rewolucjonistom (notorycznie zresztą uniewinnianym). „ - Bartyzel
Słusznie papież Grzegorz XVI potępił powstanie, co nie mieści się w głowach wielu łże-katolikom. „Gdy tylko doszła do nas wieść o strasznych klęskach, które w roku ubiegłym kwitnące wasze Królestwo nawiedziły, zaraz obudziło się w nas przypuszczenie, że one nie skądinąd pochodzą, jak od niektórych podstępu i kłamstwa sprawców, którzy pod pozorem religii w czasach naszych smutnych przeciwko legalnej książąt władzy głowę podnosząc, ojczyznę swoją, spod należnego posłuszeństwa się wyłamującą, bardzo ciężką żałobą okryli”. Później papież rzekomo żałował wydania encykliki, ale jest to wiadome tylko z relacji Władysława Zamoyskiego powstańca listopadowego. Po pierwsze polscy niepodległościowcy to straszne kłamczuszki. Po drugie nie ma żadnego oficjalnego,czy choćby pochodzącego ze strony papiestwa śladu że takie coś miało miejsce. Dodatkowo powstanie listopadowe nie spełniało katolickich warunków wojny sprawiedliwej. „Zbrojny opór przeciw uciskowi stosowanemu przez władzę polityczną jest uzasadniony jedynie wtedy, gdy występują równocześnie następujące warunki: 1 – w przypadku pewnych, poważnych i długotrwałych naruszeń podstawowych praw; 2 – po wyczerpaniu wszystkich innych środków; 3 – jeśli nie spowoduje to większego zamętu; 4 – jeśli istnieje uzasadniona nadzieja powodzenia; 5 – jeśli nie można rozumnie przewidzieć lepszych rozwiązań” (KKK 2243) To powstanie nie spełniało żadnego z tych warunków.
Z kolej postawę romantycznych patriotów rewolucjonistów ładnie prezentuje Mickiewicz: Ten tchórz nawoływał wszystkich do powstania, a jak już ono wybuchło, to zamiast walczyć zajął się uwodzeniem mężatek z dala od frontu. Czy ta nieszczęsna historia z Ordonem, z którego już zrobiono bohatera rewolucji, a ten mit ten popsuł tym że jednak się nie wysadził. Sam przykład Ordona też pokazuje jakiego ideowego autoramentu byli to ludzie. Po powstaniu wstąpił do wolnomularstwa angielskiego, potem do polskiej loży narodowej, potem do Towarzystwo Demokratyczne Polskie i na koniec jeszcze wstąpił do rewolucjonistów Garibaldiego.
Chodziło o to żeby było tak jak za I RP, żeby można było robić kariery w wojsku bez dyscypliny, żeby można było robić spiski przeciwko władzy bez odpowiedzialności za to. Niepodległość? Zwykłym ludziom żyło się dobrze, jakaś tam niepodległość niczego im nie oferowała. Za to tak po ludzku i przyziemnie niepodległość znaczy również i to, że tylko dzięki temu przedstawiciele tej elity mogli w pełni i bez żadnej obcej ingerencji - korzystać z przywilejów bycia elitą.
Powstanie nie miało żadnych szans na sukces – nawet gdyby banda powstańców wygrała z jednym z największych ówczesnego mocarstw świata, to obok czekały jeszcze dwa mocarstwa gotowe wkroczyć, a na granicy już czekał korpus pruski von Gneisenaua. Kilkanaście lat wcześniej Rosjanie pokonali jednego z największych generałów w historii świata - Napoleona, który dysponował siłami połowy Europy, ale polskie elity to egotyczne dzieci, które swoje chciejstwo poczytują za rzeczywistość.
Do tego te powstańcze szumowiny pomordowały zasłużonych polskich generałów. Nie mogli mieć innego zdania od powstańców? To jest ciągle powtarzający motyw, że jak masz inne zdanie niż polscy powstańcy to jesteś zdrajcą i można cię zamordować. Gdy bieg wydarzeń przyznał rację zamordowanym generałom, to polskie głupie społeczeństwo nie przyznało się do błędu, tylko zaczęło lać na ich groby i smarować po ich pomniku (Pomnik oficerów-lojalistów poległych w Noc Listopadową).
Polskie środowiska konserwatywne też dały dupy, zamiast zwalczyć powstanie, czy choćby unikać udziału w nim, oni masowo poddawali się presji towarzyskiej, że już ich nie będą zapraszać, że panienki z towarzystwa będą ich ostracyzmować. Ha tłu. Dobrze że krytykują powstania, ale potrzeba konsekwencji, a nie bycie taką mięką, uległą cuntom.
Wielka emigracja – uciekli w obawie przed ostrymi represjami ze strony carskiej, ale represje okazały się zadziwiająco lekkie. Ale to tak głupio uciec przed lekkimi represjami, więc emigranci stworzyli historyjki o strasznej tyrani i okrucieństwach.
Też trudno zarzucić stronie rosyjskiej jakieś specjalne zbrodnie przy zwalczaniu powstania. Natknąłem się na zarzut, że rozstrzelanie majora Karola Szona i jego dwóch oficerów po wzięciu ich w niewolę, było zbrodnią. Ale Rosjanie rozstrzelanie uzasadniali mordami i grabieżami ludności żydowskiej przez oddziały Szona. Z kolej A. Szcześniak to samo opisuje jako "surowość wobec Żydów za szpiegostwo".
Powstanie oczywiście upadło. Królestwo utraciło de facto autonomię i przywileje gospodarcze. Ale indywidualnych osób jakieś srogie represje nie dosięgły. Generałowie pojechali na parę lat do Wołogdy (najdłużej tam tkwił Krukowiecki z Radziwiłłem), po powrocie z zesłania przyznawano im często nawet jakiś zasiłek, o ile 29 listopada byli w wojsku. Niektórzy wykręcili się od zsyłki (ze znaczniejszych Tomasz Łubieński i Ignacy Prądzyński). O oficerach mniej wiadomo, ale zdaje się, że wracali do swych majątków. Jeszcze mniej wiadomo o szeregowych - ci pamiętników nie pisali. O żadnych "pacyfikacjach" na ternie Królestwa nie czytałem. Co innego Litwa. W sensie prawnym jednoznacznie był to bunt i właściwie wszystkich powstańców można było lege artis powywieszać. Aż tak drastyczni Rosjanie nie byli. Nawet Wysockiemu, który wywołał powstanie (za co spokojnie można go było powiesić) w końcu pozwolono wrócić do polski.
Wysocki ze swoją bandą kretynów byli brutalnymi mordercami. Motywacje szerokiego grona powstańców były niskie. Polskie matrylologiczne opowiastki o represjach są zakłamane. Noc Paszkiewiczowska była bardzo łagodna jak na to co się wydarzyło i ogólnie była dość łagodna. Tak jak pan profesor Bartyzel powiedział „owe spiski i ruchawki były częścią antychrześcijańskiej, antymonarchicznej i antytradycjonalistycznej rewolucji.” Każdy zdolny do tego dobry człowiek, każdy z Bogiem w sercu, każdy przyzwoity powinien wówczas zarzynać rządną władzy tłuszczę niepodległościową, zdzierać pasy z „bojowników o wolność ojczyzny”. image

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale