9 obserwujących
67 notek
29k odsłon
6330 odsłon

Problemy polskiej edukacji

Wykop Skomentuj22

Problemy polskiej edukacji

3/4 czasu jaki dzieci spędzają w szkole jest zmarnowane. 1/3 nauczycielek powinna mieć zakaz pracy z dziećmi. Ludzie z polskiej szkoły wychodzą nie wiedząc choćby jak mają rozliczać się z podatków (za co mają odpowiedzialność karną), ale znając całą masę bezużytecznych pierdół.  Ponadto polska szkoła wręcz ogłupia i upośledza umysły i charakter swoich uczniów.

Według raportu resortu przedsiębiorczości na temat polskiej edukacji („Szkoła dla innowatora”) polska szkoła nie przygotowuje uczniów do wejścia na rynek pracy, zabija spontaniczność i kreatywność, „uczniowie boją się myśleć kreatywnie, nie umieją współpracować”, problemem jest też nauczanie nieaktualnych treści.

Mam 23 lata, więc jeśli ktoś ma świeższe spojrzenie, to będzie miło jak się nim podzieli, chociaż z tego co słyszałem, to niewiele się tam zmienia.  Nie byłem we wszystkich polskich szkołach, ale podstawówki mają mniej więcej ten sam program (poza specjalnymi), gimnazja też (wtedy kiedy akurat istnieją), a zarzuty różnych osób z różnych miejsc zazwyczaj się powtarzają. Licea są bardzo zróżnicowane, a do tego dochodzą technika i zawodówki, więc w to nie będziemy za bardzo wchodzić, a szkoły wyższe to cały oddzielny temat. 

Z własnego doświadczenia  powiem w pewnym uproszczeniu, że 1/3 nauczycieli/ek jest wspaniała, kolejna 1/3 jest przeciętna, a ostatnia  1/3 powinna mieć zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą. Zespół szkół do którego uczęszczałem, to był „ten lepszy” w okolicy. Co do zarobków, to z tego co widziałem nauczyciele języków obcych, matematycy, fizycy, chemicy (chyba dzięki korepetycjom) zdawali się radzić sobie lepiej niż średnia krajowa, a wśród reszty różnie – w najgorszych przypadkach bieda aż piszczała. Ale to tyle odniesień do ostatniego strajku nauczycieli w tym tekście.

Pokazywanie dzieciom do czego potrzebują, albo będą mogły zastosować daną wiedzę, której się uczą jest kluczowym elementem budowania ich zdrowej motywacji do nauki.  Gdy pytałem nauczycielek do czego będzie nam potrzebne to czego każą nam się uczyć, prawie nigdy nie potrafiły na to sensownie odpowiedzieć, zamiast tego reagowały agresją, jakby to był osobisty atak na nie.

Zacznijmy od tej jaśniejszej strony. Oczywiście polska szkoła uczy też przydatnych rzeczy. Matematyka tak do trygonometrii wyłącznie przyda się w życiu każdemu, podstawy fizyki też. Wiedzieć jak napisać list, czy email jest  potrzebne, ale tego można nauczyć w 15 minut; Podstawowe informacje przyrodnicze i biologiczne; Podstawy prawa jakie są w malutkim stopniu na WOS-ie też są potrzebne, wręcz przydałoby się to rozszerzyć. Język angielski będzie koniecznie potrzebny dla większości uczniów w ich przyszłej karierze, a przyda się każdemu  - ale to można zmieścić w ¼ czasu jaki jest poświęcany obecnie na szkołę, a obecnie mnóstwo czasu jest marnowane na:

Pana Tadeusza,  Chłopców z Placu Broni, fraszki, Świtezianka, Dziady, Reduta Ordona, Balladyna, Latarnik, Stepy akermańskie, Syzyfowe prace, Kamienie na szaniec, Opium w rosole, Krzyżacy, Stary człowiek i morze, szczegółową znajomość przypadków w języku polskim (mianownik, dopełniacz, celowik, biernik, narzędnik, miejscownik, wołacz – ludzie naprawdę nie muszą tego znać, żeby normalnie mówić po polsku), podział środków stylistycznych, procesy erozji gleby, prądy morskie, Kenozoik, Mezozoik, Prekambr, procesy glebotwórcze, „charakterystyczne krajobrazy Polski od Tatr po Pobrzeże Słowińskie”, położenie płyt litosfery, „poznanie dziedzictwa kultury regionalnej”, katowanie uczniów mnóstwem różnych przestarzałych, szczegółowych danych na temat powierzchni, PKB, Ludności, itd. różnych krajów kiedy są one łatwo dostępne w Internecie, wymaganie znajomości nazw stolic jakiś afrykańskich bieda-państw. Systematyka zwierząt i roślin, bo każdy musi wiedzieć, że ropucha jest płazem, a nie gadem, jak rozmnażają się pantofelki, znać warstwową budowę lasów, strefy klimatyczno-roślinno-glebowe, krajobrazy polski (znowu), rysowanie modelu pagórka za pomocą poziomic, wykuwanie na pamięć różnych dat z historii, nawet takich których historycy nie wykuwają na pamięć, bo po co (przydatny jest kontekst i mniej więcej umiejscowienie w czasie, a nie konkretna data np. zjazdu gnieźnieńskiego), itd. Zajęcia z matematyki nie są prowadzone tak efektywnie i dobrze jak by można je prowadzić, jakby najważniejsze było zaplanowane wyrobienie programu, a uczniowie byli tutaj przeszkodą.

Z boleśnie przeciążonymi plecakami (oj tam dzieci, ważne że wydawnictwo zarobi), dzieci chodzą na lekcję, gdzie siedzą na najtańszych twardych krzesłach przy niedopasowanych do wzrostu ławkach, przez 8 godzin dziennie pogłębiając sobie wadę postawy. Ciągle ciągani na nudne, wypełnione patosem apele, których nikt nie słucha. Gdy na to wszystko narzeka to słyszy najczęściej że „wszyscy musieliśmy przez to przejść”.

„Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (…) Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!”Na lekcjach języka polskiego samodzielne myślenie i własne zdanie jest karane. Rzeczą konieczną do życia jest oczywiście znajomość dzieł grafomanów takich jak Mickiewicz, Sienkiewicz, Słowacki, Prus, czy Żeromski, oraz zachwyt nad nimi. Syf, syf i syf. Lektury szkolne są beznadziejne, w najlepszych przypadkach przeciętne - Znajomość ich przydaje się głównie do tego, że można się z nich śmiać. Interpretacja utworów i wierszy, z tym że jest tylko jedna właściwa ich interpretacja. Zadania w rodzaju – co autor miał na myśli. Nadgorliwe skupianie się na autorach romantycznych promuje wśród młodzieży pewne wzorce, ale trudno uznać żeby były dobre, czy pożyteczne dla dzieci i społeczeństwa. Katować tym dzieci przez ponad 10 lat, czasem i przez 5 dni w tygodniu?  

Kiedy na zajęciach z „Redakcji tekstu” na uniwersytecie starsza wykładowczyni z instytutu filologii klasycznej dostała eseje które zadała na temat „Ten polski smak”, z żalem skonstatowała, że polska szkoła strasznie biednych studentów skrzywdziła, zabijając ich inwencję, kreatywność, oryginalność i samodzielne myślenie.

Polonistki wasza praca jest nie tylko bezużyteczna, ale i szkodliwa.

Lekcje religii na których każe się dzieciom kolorować rysunki z świecami i wieńcami, a nie uczy się tak naprawdę niczego wartościowego. Jeśli to miało zachęcać do wiary, to działa to dokładnie odwrotnie.  Może miałyby to sens gdyby uczono tam bezstronnie o podstawowych zasadach i zwyczajach największych otaczających nas Religi, ale to wyraźnie przekracza wiedzę i zdolności intelektualne większości katechetek.

WDŻS, co nauczycielki uparcie rozwijały jako wychowanie do życia w rodzinie (trochę robienie z dzieci idiotów, bo litery w tym skrócie nie pasują do takiego rozwinięcia), co jeszcze było zabawne jak dali nam przekrój penisa. Potem przestałem na to uczęszczać więc nie mi oceniać. 

WoS na którym uczono mnie, że trzeba płacić ZUS, bo inaczej umrze się z głodu na starość, nasz system polityczny jest wspaniały, a gdyby zniesiono obowiązek szkolny, to nadopiekuńcze mamuśki trzymałyby swoje dzieci w domciu i nigdzie by ich nie wysyłały, niszcząc tym im życie, a poza tym MUSISZ być tolerancyjny.

Chemia – Zasada zachowania masy – wkuwana do głowy, jak najwyższy dogmat – na studiach wypożyczyłem 600 stronnicowy podręcznik do chemii, gdzie było napisane, że zasada zachowania masy jest nieprawdziwa, gdyż masa może zamieniać się w energię i dla przykładu masa połączonych neutronów i protonów jest mniejsza niż oddzielonych, bo w atomie część masy tych nukleonów zamienia się w energię wiązań silnych łączących jądro atomu razem.

Zajęcia techniczne na których nauczyłem się robić ramkę na zdjęcia z papieru, ale to tyle.

Muzyka – przez kilka lat nauki -nauczenie kilku durnych piosenek

J. Niemiecki – bardzo trudny język z całkowicie beznadziejnymi podręcznikami, tak że ktoś się musiał postarać, żeby to zrobić aż tak źle. Większość nauczycielek nieumiejąca zapanować na grupą, ani przekazać wiedzy. 10 z 12 lat nauki języka było całkowicie bezwartościowe.

Jestem jak najbardziej za dyscypliną, ale rozumianą jako jasne przedstawianie zasad i konsekwentne trzymanie się ich – wrzeszczenie na dzieci, karani ich za posiadanie innego zdania, wzywanie rodziców kiedy nie chcą go zmienić nie jest dyscypliną. Rygorystyczne, zimne i twarde traktowanie kilkulatków jakby byli w jakimś obozie koncentracyjnym   tak że boją się mówić, kiedy stoją pod tablicą nie jest normalne, ani właściwe. Zarzucanie dzieci dziesiątkami nudnych, powtarzalnych, pracochłonnych zadań w formie pracy domowej, których zrobienie zajmowało nawet kilka godzin po szkole, a następnie rygorystyczne sprawdzanie ich wykonania, tak jakby zależało od tego czyjeś życie, połączone z nauczycielską minutą nienawiści dla każdego kto tego nie odrobił przyczyniało się do tego, że wielu uczniów zaczęło postrzegać pracę jako narzucony, nieprzyjemny wysiłek, który trzeba wykonać tylko jeżeli ktoś ma to sprawdzić i może cię ukarać, a rzeczywisty czas „nauki” rozciągało to na całe 6 dni w tygodniu od świtu do wieczoru z przerwami na sen.

Nie wiem skąd w tym zawodzie wzięła się silna nad prezentacja zadufanych w sobie, niedoedukowanych, niestabilnych emocjonalnie kobiet, ale nigdy później nikt na mnie tak ostro nie wyżywał, jak te paniusie, właśnie gdy byłem w wieku 8-11 lat. Łatwiej się wyżywać na małym, gdy podrosłem to już sobie tak nie pozwalały.

Matematyka, 2 klasa podstawówki: Jakieś proste równania w zadaniach domowych z tyłu książki w stylu: 7+4+9-(4+5)*2+4-2+7=?  Rozwiązuję je w głowie i wpisuję wyniki.  Gdy nauczycielka to sprawdza, to na mnie naskakuje, mówi że ściągam wyniki, zamiast samemu zrobić. Mówię że robiłem to sam i że to jest proste; mówi że kłamię, wzywa rodziców i każe mi to wszystko kroczek po kroczku rozpisywać, cyferka po cyferce, tak że całe rozwiązanie tego równania rozciągało się na 6 linijek. Kolejne kilka miesięcy mam dodatkowo prawie co wieczór wycięte z życia prawie pół godziny na ogłupiające pisanie tych zadań cyferka po cyferce.  8 lat później w mat-fizie inna matematyczka mówi do innych, że takie równania na tym poziomie wypadałoby robić już w głowie i wypisywać wynik, zamiast zapisywać kroczek po kroczku.

Trudno dziecku się czegoś nauczyć, gdy jest pozbawione poczucia bezpieczeństwa. Skupia się wtedy na wypatrywaniu niebezpieczeństwa, skąd spadnie cios, a nie na nauce. Nauczycielki nauczania podstawowego były nawet sympatyczne, tylko że skupione na małej grupce swoich ulubienic, gdy za plecami miał miejsce hobbesowski stan natury, który ich nie za bardzo obchodził. W podstawówce znęcały się nade mną 3 różne grupy uczniów plus różni pojedynczy uczniowie i nigdy żaden nauczyciel tego nie zauważył. Dopiero kiedy broniłem się i oddawałem, to nauczyciele odzyskiwali wzrok i karali mnie za to że się biję. Nigdy mnie nie obronili, karali mnie kiedy broniłem się sam. Zęby zjadłem tak, że w wieku 20 lat miałem je starte jakbym miał lat 40. Przynajmniej nie mam nostalgii za dzieciństwem.

Podsumowanie będzie w formie ironii: Dziękuję ci polska szkoła za wspaniałe warunki rozwoju, pożyteczne wykorzystanie moich najlepszych lat, nauczenie mnie tylu pożytecznych rzeczy, za pozwolenie mi w spokoju rozwijać moją własną osobowość, za zapewnienie mi bezpieczeństwa, troskę o moje dobro, danie mi chwil wytchnienia po pożytecznych dniach w twoich murach, za przemyślany program nauczania, troskliwie dobraną kadrę nauczycielską, za to że dla ciebie uczeń jest najważniejszy, a wam polscy politycy za to, że edukacja i dobro młodych ludzi tyle dla was znaczy. Dziękuję ci polsko za wspaniałe dzieciństwo, nigdy ci tego nie zapomnę.

Może macie inne doświadczenia z polskim systemem edukacji, chętnie je usłyszę.

Rozważania nad reformą w następnym poście.


Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo