8 obserwujących
64 notki
27k odsłon
307 odsłon

Rozważania nad reformą edukacji podstawowej.

Wykop Skomentuj13

Rozważania nad reformą edukacji podstawowej.

Wcześniej napisałem tekst o problemach polskiej edukacji, ale jak to mówią, krytykować jest łatwo, tworzyć trudno. Najczęstszym remedium o jakim słyszałem, jest prywatyzacja szkolnictwa. Możliwe że by to pomogło, ale w perspektywie najbliższych kilku-kikanastu lat nie ma praktycznie żadnej szansy na wprowadzenie czegoś takiego, za to racjonalne zmiany i usprawnienia obecnego systemu są możliwe. Mówienie, że jak się sprywatyzuje to wszystko będzie dobrze i poprzestawanie na tym, jest lenistwem intelektualnym. Trzeba pokazać zwykłym ludziom co się konkretnie może zmienić na lepsze, jakie są konkretne lepsze rozwiązania, a nie tylko to, że będą płacili prosto z własnej kieszeni, bo to większość ludzi rozumie jako prywatyzację. Poza tym obecne szkoły prywatne nie są dobrym przykładem, bo i tak muszą trzymać się programu nauczania narzucanego przez ministerstwo.

Problemów jakie napotykamy przy tej kwestii:

-Co kilka lat jest jakaś reforma – Mamy reformę z 1999, w 2009 weszła „Ustawa z dnia 19 marca 2009 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz o zmianie niektórych innych ustaw”, inne takie ustawy weszły w życie 2008, 2011, 2012, 2013, 2015, 2016 i 2017 (http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20090560458), a w 2019 mamy kolejną dużą reformę, której nowy plan nauczania znajdziecie tutaj (https://www.nowaera.pl/reforma-oswiaty-pod-lupa/ramowe-plany-nauczania) [Polecam tą tabelę]

-Różne perspektywy  –  W roku szkolnym 2015/2016 działały 13 563 szkoły podstawowe, różne szkoły mogą mieć różne problemy i różnych nauczycieli. Jeżeli miałeś świetnego nauczyciela od jakiegoś przedmiotu, to mogło Ci to przesłonić wady tego przedmiotu, jeżeli samych beznadziejnych, to możesz całkowicie zdyskredytować ten przedmiot, itd.

-Różne potrzeby  – Jeden człowiek rozwijał się w kierunku politechnicznym i brakowało mu przedmiotów ścisłych, a inne mu tylko marnowały czas. Ktoś inny w kierunku historycznym i wolałby mieć 3 razy więcej historii, ktoś inny jeszcze inaczej. Więc przy zastanawianiu się jak zmienić system edukacji, może kierować się tym co by mu pomogło w jego specjalizacji, ale nie uwzględniać tego co potrzebował ktoś inny.

Zagraniczne inspiracje.      

Można przejąć elementy systemu Fińskiego (czas spędzony w szkołach jest stosunkowo krótkim, duża dowolność przy wybieraniu przedmiotów), Singapurskiego (nauka poprzez rozwiązywanie problemów, a nie wkuwanie formułek), czy nawet stosowane na polskich uniwersytetach (Przedmioty do wyboru, układanie własnego planu).

W Finlandii „Jedna trzecia przedmiotów w szkołach średnich wybierana jest według uznania. Uczniowie sami decydują również o tym, które z tych przedmiotów będą zdawać na egzaminie dojrzałości. … Od trzeciej klasy dzieci mają wprowadzane przedmioty do wyboru, trwające zazwyczaj pół roku. Może to być dodatkowy wf, taniec, zajęcia z gospodarstwa domowego, zajęcia techniczne, czy na przykład konwersacje z języka angielskiego. W ten sposób dzieci mogą już na początku swojej edukacyjnej drogi podejmować drobne decyzje dotyczące nauczania, co przygotowuje je do samodzielnego dokonywania większych wyborów w przyszłości.” (https://www.tatento.pl/a/1492/fakty-i-mity-na-temat-edukacji-w-finlandii) Ale można pójść dalej i moim zdaniem już na etapie gimnazjum/późna-podstawówka wprowadzić, żeby 2/3 przedmiotów było wybierane przez ucznia i jego rodziców.

W skrócie:

Optymalizacja i Racjonalizacja. Odrzucenie jednego obowiązkowego modelu/planu/programu edukacji dla wszystkich. Elastyczność planu zajęć i danie możliwości wybierania choćby częściowo przedmiotów i rozszerzeń przedmiotów uczniom i ich rodzicom. Wymaganie od uczniów wiedzy i umiejętności zamiast odpowiedniej ilości obecności i wypełnionych prac domowych.

Jak?

Przedmioty i fragmenty przedmiotów, które przydają się tylko grupce osób przesunąć do strefy fakultatywnej (dla chętnych), wtedy robi nam się dużo wolnego czasu. W uproszczeniu wyrzucamy z zakresu obowiązkowego dotychczasowe  95%  j. polskiego, 80% Geografii, 60% Przyrody, połowę fizyki i połowę chemii, muzykę, drugi język obcy, plastykę. Trzeba poważnie zoptymalizować nauczanie matematyki i historii, w sumie większości uczniów w całym ich późniejszym życiu nie przydaje się też jakieś 20-40% dotychczasowego obowiązkowego materiału z matematyki, a nauczanie historii jest tak słabe, że gdyby usunąć 2/3 lekcji historii, to prawdopodobnie nawet by to nie wpłynęło na stan wiedzy uczniów. Wiele z tego można zastosować także w Liceach – głównie mówię o polskim na profilach niehumanistycznych.  (Język polski w klasach 4-8 szkoły podstawowej zajmuje więcej czasu niż Biologia, Chemia, Fizyka, Geografia, WoS, Przyroda i EDB razem wzięte).

W miejsce (i czas) zwolnione tym sposobem dać uczniom do wyboru:

-Mogą wybrać to co ich interesuje, to co chcą pogłębić, czy to w czym chcą się sprawdzić.

- Mogą wybrać mało przedmiotów fakultatywnych i zaoszczędzony czas poświęcić na rzecz własnych projektów i planów pozaszkolnych.

-Mogą skupić się na swojej wybranej wąskiej działce, bardziej się przyłożyć i powiedzmy ukończyć swoją edukację podstawową szybciej.

-Mogą kontynuować stary program nauczania wybierając te przedmioty, które przesunęliśmy z obowiązkowych do fakultatywnych.

Nowymi przedmiotami mogłyby być (jako fakultatywne):

Podstawy prawa, podstawy prawa karnego (2 spotkania klasy z panem policjantem to za mało) i cywilnego, jakie dokumenty muszą wypełniać przy zatrudnianiu się, jakie podatki muszą płacić, przy których konkretnie działalnościach muszą to robić i jak to robić. Można wprowadzić przedmiot fakultatywny podstawy teologii uczący o podstawowych zasadach największych Religi. Prawdziwe zajęcia techniczne z ludźmi którzy się tym zajmują, a nie z jakimiś bieda-pedagorzkami. Jak już zajęcia muzyczne, to niech będą z prawdziwym sprzętem (choćby najtańszym), zamiast klaskania w rączki. Zajęcia literackie, można tu wrzucić to co wytnie się z j.polskiego ,tylko że dla chętnych. Podstawy programowania (ale zrobione dobrze, albo wcale). Jakieś zajęcia rozwijające/uczące zdolności interpersonalnych/społecznych (wielu osobom by się to przydało). 

Matematyka.

 Główny problem to, to że dzieci grupie się według wieku, nie według umiejętności/wiedzy/znajomości matematyki. Bardziej zdolne się nudzą, te które potrzebują więcej czasu na zrozumienie danego tematu nie zdążają go opanować, a już przerzucane są do następnego, bo nauczyciel nie może na nie czekać. Myślę, że da się zrobić to tak, żeby ci co szybko dany temat opanują przechodzili dalej i nie marnowali swojego czasu, a ci którzy potrzebują więcej czasu i więcej uwagi, mieli więcej czasu i uwagi.

System zaliczania etapów edukacji.

 Coś analogicznego do zapłaty za wykonaną robotę / za rezultaty, zamiast za czas spędzony w pracy. Teraz, żeby przejść „dalej”, trzeba zdać egzamin i przesiedzieć 10 miesięcy w klasie – niech wystarczy zdanie odpowiedniego egzaminu. Niech ktoś kto jest zdolny, lub już się kiedyś tego nauczył idzie dalej. Jeżeli ktoś ma problem z jednym czy drugim przedmiotem, to niech powtarza ten przedmiot, a nie całą klasę. Wystarczy zaliczyć test, można go zaliczyć w dowolnym momencie, albo wprowadzić kilka okresów egzaminacyjnych w których będzie to możliwe. Zamieniło by to system nauczania klasami na system nauczania etapami z luźnymi uczniami przechodzącymi indywidualnie od etapu do etapu, co w zależności od sposobu i zakresu zaimplementowania, mogłoby rozsadzić klasy, a jako że klasy pełnią ważną rolę przy socjalizowaniu dzieci, to odrzucenie ich szczególnie na najwcześniejszych etapach nauczania mogłoby być szkodliwe dla zdolności społecznych dzieci. Tak jak w przypadku „Unabombera”, który jako zdolne dziecko został objęty indywidualnym tokiem nauczania, dzięki czemu w wieku 16 lat zaczął studia na Harvardzie, ale miał ograniczone kontakty z rówieśnikami, przez co był aspołeczny, przez co miał nieszczęśliwe życie osobiste i został terrorystą. Więc możliwe że lepiej wprowadzić byłoby go od połowy podstawówki, albo wprowadzić alternatywny dla klas system socjalizacji dzieci w szkole.  

Luźne pomysły.

Pokazywanie dzieciom do czego potrzebują, albo będą mogły zastosować daną wiedzę, której się uczą jest kluczowym elementem budowania ich zdrowej motywacji do nauki.

Zajęcia trwają do zbyt późnej godziny, co skutkuje dużym przemęczeniem nauczycieli i uczniów na ostatnich godzinach i sprawia, że nauka wtedy jest skrajnie nieefektywna, a czas ten praktycznie zmarnowany.

Trzeba rozwiązać problem występowania patologicznych nauczycieli i uczniów będących młodocianymi bandytami. Aczkolwiek nie mam jednego prostego genialnego pomysłu ja to łatwo i przyjemnie przeprowadzić. Głównie przychodzą mi pomysły w stylu kontroli nauczycieli i uczniów, konsekwencji w wyciąganiu konsekwencji, dokładnego badania każdej sprawy (monitoring) zamiast machania ręką i zamiatania pod dywan.

Wyrzucić indoktrynację dzieci ze szkół.

Jakieś praktycznych zajęć wyjazdowe dla chętnych, choćby jakieś praktyki w fabryce, żeby młody człowiek postał sobie godzinę za taśmą produkcyjną i zobaczył czy to jest to co chce w życiu robić, czy może woli coś innego i zmotywuje się do nauki.

Bon edukacyjny – Często przytacza się też takie rozwiązanie jako sposób na uzdrowienie szkolnictwa, ale zdania są podzielone, a ja wiem za mało o nim, żeby pokusić się o rzetelną ocenę. Powiem tylko, że większość argumentów przeciw jakie spotkałem (głównie z dyskusji w USA) była ideologiczna, a nie praktyczna.

O problemach polskie edukacji pisałem tutaj: https://uniwersalizmindywidualistyczny.wordpress.com/2019/05/03/problemy-polskiej-edukacji/

Teraz średnio edukację wyższą (magistra) kończy się w wieku 24-26 lat. Te 18-20 lat edukacji i późne wchodzenie w dorosłość można zmienić i skrócić. Czytałem i słyszałem wiele razy jak ludzie narzekali, że pewne rzeczy których się nauczyli w szkole nigdy im się nie przydały (i tego jest bardzo dużo), oraz narzekali na to, że szkoła nie nauczyła ich rzeczy których naprawdę potrzebowali. Edukacja może być ciekawsza, krótsza i bardziej wartościowa jednocześnie. Zrobienie rewolucji w systemie edukacji jest obecnie niemożliwe, ale mniejsze zmiany jak danie wyboru co do przedmiotów dzieciom i ich rodzicom jest do przepchnięcia. Metoda małych kroków drogą do celu.

Nie jestem bezbłędny i wszechwiedzący, ale mam nadzieję, że chociaż jeden z przytoczonych tu pomysłów był wartościowy i chętnie usłyszę też wasze opinie i pomysły.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo