
4 lipca 2026: wolność kontra żałoba po tyranie. Feta z burgerami i flagami w USA versus płacz nad ludobójcą w turbanie w Iranie

Ach, ten piękny kontrast, który sam się piszę.
Z jednej strony Ameryka obchodzi Dzień Niepodległości – 250 lat odkąd kolonie powiedziały „fuck you” tyranii, założyły republikę opartą na wolności słowa, prawach jednostki, konstytucji i marzeniu, że człowiek nie musi czołgać się przed żadnym samozwańczym „przywódcą duchowym”. Fajerwerki, grille, parady, Trump pewnie znowu gada o greatness, a zwykli ludzie cieszą się, że mogą pić piwo, krytykować rząd i nie bać się, że tajniacy zapukają o 3 w nocy. Kraj, który mimo wszystkich wad nadal symbolizuje to, że tyrani mogą przegrać.
A po drugiej stronie globu?
Teheran tonie w morzu czarnych chust i lamentów. Miliony ludzi (mówią nawet 10 milionów w samym Teheranie) pod przymusem ciągną na wielodniowy pogrzeb ajatollaha Alego Chameneiego – tego samego bandyty, który przez dekady rządził żelazną ręką, wspierał terrorystów, dusił protesty, wieszał gejów, kamienował kobiety, które odważyły się pokazać włosy, i generalnie budował państwo, gdzie „ludobójca w turbanie” to nie inwektywa, tylko opis stanowiska.
Facet, którego reżim słał drony i proxy do mordowania cywilów na Bliskim Wschodzie, a w kraju topił we krwi każdy głos sprzeciwu. Zginął w amerykańsko-izraelskim uderzeniu na początku wojny – i nagle Iran robi z tego sześciodniowe święto żałoby, z procesjami w Teheranie, Kom, Meszhedzie, nawet w Iraku.
Jakie to ironiczne. W USA ludzie świętują wolność od tyranii. W Iranie miliony udają (lub naprawdę wierzą), że opłakują tyrana, który im tę wolność odebrał. „Śmierć Ameryce!” – skandują na pogrzebie, podczas gdy ich kraj leży w gruzach po wojnie, którą sam sobie częściowo sprowokował fanatyzmem i nuklearnymi ambicjami.
A Ameryka właśnie piję piwo i macha flagą, bo wie, że jej system – choć niedoskonały – pozwala jutro rano wstać i znowu narzekać na rząd, zamiast modlić się o łaskę Wielkiego Przywódcy.
To nie jest zwykły zbieg dat. To symbol. Z jednej strony kraj, który wysadził w powietrze monarchię i zbudował coś lepszego. Z drugiej – teokracją, która od 1979 roku tylko pogłębia średniowiecze, terror i biedę, a teraz robi cyrk z trumny swojego guru, żeby pokazać „jedność” przed światem. Miliony na ulicach Teheranu kontra miliony na grillach w USA. Jedni opłakują łańcuchy, drudzy cieszą się, że ich nie mają.
Chamenei padł, ale reżim trwa. Ludzie w Iranie nadal muszą udawać żałobę, bo inaczej... no właśnie.
A Ameryka?
Ameryka po prostu świętuje, że jest tym, czym jest. Wolną, głośna, niepokorna i cholernie żywa. Smacznego 4 lipca, Ameryko. A Iranowi... no cóż. Może kiedyś też będzie miał powód do fajerwerków. Na razie ma tylko kondukt żałobny i okrzyki „śmierć” komuś innemu.
Klasyka.
Notka na podstawie relacji moich kolegów z IDF i GRU. Więcej moich tekstów znajdziecie na Niepoprawn.pl i na Nasze.Blogi pl.
(Wysłuchał i spisał Potomek Radzieckich Wołyniaków)
Z Tel Awiwu z dumą
Mirek Skalski Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!

Jeśli ktoś zamierza bezczelnie podszywać się pod moja tożsamość, to uprzedzam że to przestępstwo z art. 190a § 2 k.k.
W myśl art. 190a § 2 k.k. karze do trzech lat pozbawienia wolności podlega ten, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej
Ostatnia moja notka to prawie 5 tys odslon
Sporo jak na S24
https://www.salon24.pl/u/uraz/1510464,potomek-wolyniakow-jak-mordowalismy-w-buczy-i-mariupolu


Komentarze
Pokaż komentarze (2)