Słuchajcie no, wy wszyscy wielbiciele „ruskiego miru”, „denazyfikatorów”, „bohaterów rosji” i innych patologicznych fantazji z rosyjskich kanałów na Telegramie
Lipiec 2026 zapisał się złotymi literami w annałach rosyjskiej chwały militarnej: ponad 42 860 „bohaterów specjalnej operacji wojskowej” poszło do piachu albo na wieczny urlop zdrowotny.
Rekord miesiąca!
Poprzednie miesiące też nie były złe – styczeń 31 tyś., czerwiec prawie 40 tyś. – ale lipiec to już prawdziwy majstersztyk. Od stycznia do lipca łącznie prawie 239 tysięcy.
A od lutego 2022? Blisko 1,45 miliona.
Gratulacje, Władimirze.
Twoja armia topnieje szybciej niż lody na syberyjskim zadupiu w sierpniu.
Ale nie samą liczbą trupów człowiek żyje. Trzeba jeszcze podpalić własne podwórko. Noc z 1 na 2 sierpnia: ukraińskie drony grzecznie zapukały do rafinerii w Saratowie i bazy w Engelsie. Pożar, zniszczenia, ofiary. Rafineria Rosnieftu – jedna z tych strategicznych, które podobno „są poza zasięgiem” – znów ostro dymi. Już któryś raz z rzędu. Rosyjska obrona powietrzną, jak zawsze, broniła się dzielnie… głównie przed własnymi dronami cywilnymi. Klasa.
A na deser – prawdziwa perełka moskiewskiej elity.
Ekskluzywna restauracja Balzi Rossi w samym centrum stolicy. Zamknięte przyjęcie, wojskowe tablice rejestracyjne, autobus Rosgwardii, generałowie. Oficjalnie najpierw „wybuch gazu” (bo w Rosji gaz lubi eksplodować akurat wtedy, gdy zbierają się wysocy rangą oficerowie). Potem okazało się, że to jednak starannie przygotowany ładunek z trotylem i metalowymi kulkami, dostarczony przez kurierkę.
Cel?
To generał Aleksandr Czajko – świeżo upieczony dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych, ten od Buczy, świętujący 55. urodziny. Baloniki, tort, gratulacje… i bum. Został perfekcyjnie zutylizowany
Pięć ofiar śmiertelnych, rannych sporo, część w ciężkim stanie. Generałowie giną już nie tylko na froncie, ale i przy wejściu do restauracji na Kudrińskim. Bezpieczeństwo na najwyższym poziomie – jak zawsze.
Podsumujmy więc ten genialny tydzień „niezwyciężonej” Rosji: rekordowa rzeź własnych żołnierzy na froncie,
płonące rafinerie i lotniska setki kilometrów od granicy,
generałowie utylizowani w luksusowych lokalach w samym sercu Moskwy.
I to wszystko przy oficjalnej narracji o „postępach”, „dniu zwycięstwa” i „strategicznej stabilności”. Putin pewnie właśnie podpisuję kolejny ukaz o mobilizacji, Bielousov ogłasza kolejne „sukcesy”, a telewizja państwowa tłumaczy, że to wszystko wina NATO, gejów i ukraińskich nazistów, którzy jakoś magicznie podkładają bomby w centrum stolicy i latają dronami nad Wołgą.
Rosyjska "armia" w 2026 roku to już nie wojsko. To mobilna krematoria z dodatkiem pirotechniki i gazowych „wypadków”. Totalny, spektakularny, prestiżowy łomot. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero rozgrzewka.
Sława Ukrainie. A Rosji – dalszych rekordów.
ps.
Notka na podstawie wspomnień moich i moich kolegów z IDF i GRU. Więcej moich tekstów znajdziecie na Niepoprawni.pl i na Nasze Blogi.pl.
(Wysłuchał i spisał Potomek Radzieckich Wołyniaków)
Z Tel Awiwu z dumą
Mirek Skalski Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!

Jeśli ktoś zamierza bezczelnie podszywać się pod moja tożsamość, to uprzedzam że to przestępstwo z art. 190a § 2 k.k.
W myśl art. 190a § 2 k.k. karze do trzech lat pozbawienia wolności podlega ten, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej
poprzednia notka w tym temacie -
Potomek Wołyniaków - "Givi" żałosny, krwawy śmieć, który na chwilę dostał karabin
ps.
To nie Ukraina napadła na Rosję , na Ukrainie giną niewinni ludzie , kobiety , dzieci , ludność cywilna
Ten zamach to tylko mała rekompensata za rzeź Buczy i codzienne bombardowanie cywilnej ludności w Ukrainie. Rosjanie zachowują się dokładnie tak, jak obywatele III Rzeszy - ślepa wiara w propagandę i zero refleksji w wypranych mózgach. Zapewne potem też będą się tłumaczyć, że nie wiedzieli i tylko wykonywali rozkazy. Przerażające, bo teraz jest dostęp do szerokiej niezależnej informacji - trzeba tylko chcieć do niego sięgnąć. Polacy w czasach komuny nie mieli z tym problemu, mimo kar za kolportowanie „bibuły” i słuchania „Wolnej Europy”.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)