Słowo propaganda u większości wywołuje negatywne skojarzenia.
Nie jest to niesłuszne, kiedy propaganda posługuje się kłamstwem, lub w wybiórczy tępy sposób pokazuje lub omija prawdę.
Jednakże propaganda jest też elementem polityki państwa. Służy temu by inni w tę propagandę wierzyli. Na dłuższą metę nie może więc być całkowicie kłamliwa ani tępa.
Obecną polską propagandę oceniam jako tępą. A jest ona taka z banalnego powodu- wynika zarówno z emocji jak i niewiedzy. Możliwe też, że jest instruowana z zewnątrz.
Z przykrością trzeba stwierdzić, że polska kreuje swoją politykę propagandową pod dyktando Moskwy - najbardziej w sferze doboru słownictwa i zaangażowania emocjonalnego. Nie tylko z tego kierunku ten wpływ jest widoczny, ale jest najciekawszy, bo wpływ sojusznków jest oczywisty, a tu okazuje się że aktualny wróg jest bardzo ważnych źródłem przekazu rządowego.
Ponieważ Moskwa od stuleci stawia sobie za cel zbierania ziem ruskich, toteż w swojej progandzie i samym potocznym języku, używa słowa "ruski" jako wyłącznie swojego. Rozumiano to w Polsce dawniej, używając jak najdłużej słów Moskwa i moskiewski, później rosyjski. To rozumieją też teraz Ukraińcy.
Pod wpływem rosyjskiej propagandy był też Mickiewicz, który wprawdzie pisał antyrosyjskie teksty, ale jednocześnie też w Reducie Ordona pisał o "artyleryi ruskiej".
Polska powinno w swojej propagandzie cofać się do czasów sprzed rosyjskiej dominacji, kiedy sama panowała nad setkami tysięcy km2 ruskich ziem. Było polskie wojsko w Moskwie, Rosja to pamięta... i dobrze, to też można wykorzystać. [Rosjanie nie chcą wpuścić Polaków do Smoleńska bo obawiają się stamtąd wyprawy na Moskwę?].
Może być też tak że ten sentyment za Rusią w Polakach pozostał- mimo językowego zdominowania przez Moskwę. Popieranie Ukrainy to może taka chęć odwetu za porażkę w XVIII wieku. A może wojna prewencyjna przeciw Moskwie, tak jak to robiono pomagając Księstwu Litewskiego w XV i XVI wieku?
Nie ma powodu by artykułować chęć powrotu do Wilna i Lwowa, o Kijowie i Smoleńsku nie wspominając. Tamci nie lubią Rosjan, ale polskich panów też.
Polska propaganda powinna odciąć się od moskwo- czy kijowocentrycznego myślenia. Oba ośrodki to nasi rywale którzy nie chcą tworzyć z nami jednego państwa. Angażowanie emocjonalne w konflikt między nimi jest szkodliwe.
Inny bolący temat ale zbliżony, to fakt że zanikła całkowicie w elitach i podległej im publiczności dążność do samodzielności, nawet takie myślenie im nie w głowie.
Nasi politycy zachwyceni z obecności obcych wojsk w kraju- takie coś zresztą proponowali Ukrainie, ale ich prezydent kazał jednemu z nich puknąć się w głowę.
Drudzy twierdzą, że po wyjściu z Unii musielibyśmy przyłączyć się do Federacji, czego ani Polska ani Rosja nie chce.
Propagandy należaloby uczyć się od sąsiadów- możemy uznawać ich za wrogów albo przeciwników, ale ostatecznie to oni tę wojnę wygrywają, a dobry przykład należy naśladować, żeby przechylić szalę na nasza korzyść.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)