W obliczu narastającej zawieruchy geopolitycznej, oficjalny dyskurs państwowy nieustannie żongluje hasłami o „patriotycznym obowiązku”, „obronie ojczyzny” i „budowie nowoczesnego potencjału”. Pod tym parawanem wzniosłej retoryki kryje się jednak brutalna, biurokratyczna machina, w której humanitaryzm i elementarna logika medyczna ustępują miejsca bezwzględnej statystyce Sztabu Generalnego. Głównym celem niniejszego opracowania jest dekonstrukcja tej fasady i obnażenie głębokiej obłudy instytucji wojskowych, które za kulisami międzynarodowego kryzysu prowadzą cyniczną operację zabezpieczania masowych zasobów ludzkich – bez większego oglądania się na realny, biologiczny stan zdrowia populacji.
W realiach wojennej mobilizacji i narzuconego przymusu pryska bowiem iluzja demokratycznego kontraktu społecznego. Obywatel z dnia na dzień przestaje być podmiotem praw, a staje się de facto biologiczną własnością państwa. W tej drapieżnej, neofeudalnej optyce człowiek zostaje odarty ze swojej podmiotowości i zredukowany do roli mięsa armatniego lub darmowej siły roboczej na zapleczu frontu. Każda część jego ciała – od ostrości wzroku, przez stopień zużycia kręgosłupa, aż po wydolność hormonalną – została z góry skatalogowana, zważona i podporządkowana odpowiednim rubrykom w specjalnie do tego celu stworzonych tabelkach orzeczniczych Ministerstwa Obrony Narodowej.
Trzy dekady biurokratycznej manipulacji: 1992 vs 2022 i 2024
Aby w pełni zrozumieć anatomię tego procederu, konieczne jest przeprowadzenie krytycznej analizy porównawczej przepisów, które na przestrzeni ostatnich trzech dekad regulowały zasady orzekania o zdolności do służby wojskowej. Zderzenie ze sobą trzech kluczowych reżimów prawnych – rozporządzeń MON z 1992, 2022 oraz 2024 roku – odsłania przerażający i bezwzględny trend legislacyjny.
W ciągu tych trzydziestu lat filozofia państwa przeszła fundamentalną ewolucję:
- Reżim z 1992 roku – oparty na zasobach z wyżu demograficznego, pozwalał na surową selekcję kliniczną. Celem systemu było odrzucenie jednostek z jakimkolwiek defektem, by nie obciążać armii kosztami leczenia i rent.
- Rozporządzenia z lat 2022–2024 – wprowadzone w cieniu kryzysu demograficznego i politycznego postulatu stworzenia 300-tysięcznej armii, odwróciły tę logikę o 180 stopni. Zamiast eliminować chorych, system zaczął masowo i urzędowo ich „uzdrawiać”.
Niniejsza ekspertyza obnaża ukryte mechanizmy tej inżynierii prawnej. Pokazuje, jak za pomocą likwidacji sztywnych kategorii zdrowia na rzecz płynnych, uznaniowych widełek (takich jak powszechne wprowadzanie kategorii A/D), współczesny system zyskał niemal nieograniczoną swobodę interpretacyjną. To właśnie ta biurokratyczna żonglerka pozwala dziś lekarzom orzecznikom na wpychanie w tryby machiny wojennej ludzi jednookich, chorych na jaskrę czy cierpiących na zaawansowane, paraliżujące zwyrodnienia kręgosłupa. To nie jest budowanie nowoczesnej obronności – to ordynarne polowanie na statystykę, w którym zdrowie i życie obywatela stały się wartością drugorzędną.
Metodologia kwalifikacji: Przejście od selekcji klinicznej do demograficznego poboru
Kluczowym elementem zrozumienia różnic orzeczniczych między rokiem 1992 a latami 2022–2024 jest zmiana filozofii kwalifikacyjnej. W 1992 roku, w okresie obowiązywania ustawy o powszechnym obowiązku obrony z 1967 roku, Polska dysponowała licznym zasobem ludzkim pochodzącym z wyżu demograficznego. Pozwalało to wojskowym komisjom lekarskim na prowadzenie rygorystycznej selekcji negatywnej – celem orzecznika było wyeliminowanie jednostek z jakimkolwiek defektem zdrowotnym, aby zminimalizować ryzyko powikłań w trakcie intensywnej służby zasadniczej oraz ograniczyć koszty ewentualnych świadczeń odszkodowawczych.
Wprowadzenie ustawy o obronie Ojczyzny w 2022 roku oraz jej nowelizacji w latach późniejszych zbiegło się w czasie z głębokim kryzysem demograficznym oraz gwałtownym wzrostem napięć geopolitycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Polityczny postulat budowy armii liczącej 300 tysięcy żołnierzy wymusił zmianę paradygmatu: zamiast odrzucania osób chorych, współczesny system orzeczniczy dąży do maksymalnego rozszerzenia definicji „zdolności do służby” (Kategoria A).
Jednym z najbardziej wyrafinowanych narzędzi administracyjnych służących temu celowi stała się modyfikacja struktury tabel orzeczniczych. W rozporządzeniu z 1992 roku podział na grupy badanych był jasny: poborowi oraz rezerwiści podlegali pod sztywne kategorie zdrowia (A, B, D, E) wpisywane bezpośrednio w komórki tabeli. W rozporządzeniach z lat 2022 i 2024, dla wielu kluczowych rozdziałów, tradycyjne przypisanie do konkretnej kategorii stało się znacznie bardziej płynne, wprowadzając szerokie widełki kwalifikacyjne (np. A/D). Zmiana ta daje wojskowym komisjom lekarskim ogromną swobodę interpretacyjną. Wprowadzenie takiej elastyczności pozwala lekarzowi orzecznikowi na zakwalifikowanie osoby z przewlekłym schorzeniem jako „zdolnej” (nadanie kategorii A) lub „zdolnej do służby w czasie wojny” (kategoria D), co w systemie z 1992 roku często byłoby zablokowane sztywnym przypisaniem do kategorii E.
- Skolioza I stopnia (do 30 stopni metodą Cobba) bez względu na dolegliwości bólowe daje kategorię A.
- Skolioza II stopnia (od 31 do 60 stopni metodą Cobba) upośledzająca sprawność ustroju dla poborowego oznacza kategorię D, ale dla rezerwisty (Grupa II) już kategorię A/D.
Kąt Cobba na poziomie 60 stopni reprezentuje ciężką deformację kręgosłupa o charakterze patologicznym. Taki stan wiąże się z rotacją kręgów, asymetrią miednicy, silnymi przewlekłymi zespołami bólowymi oraz ograniczeniem pojemności życiowej płuc (restrykcja oddechowa) na skutek deformacji klatki piersiowej. Kwalifikowanie rezerwistów z tak zaawansowaną patologią jako potencjalnie w pełni zdolnych (Kategoria A/D) do dźwigania pełnego oporządzenia taktycznego i wielogodzinnego marszu jest sprzeczne z elementarną wiedzą z zakresu biomechaniki i ortopedii. Jest też wysoce nieetyczne z punktu widzenia etyki lekarskiej.
W 1992 roku polskie wojsko rozumiało jeszcze podstawowe zasady biologii i fizyki pola walki. Głębokie wady refrakcji, wysoka krótkowzroczność, rozrzedzenie siatkówki czy patologiczne cechy budowy oka oznaczały bezwzględną dyskwalifikację poborowego i rezerwisty ze służby liniowej (kategoria D lub E). Istniała świadomość, że ogromny wysiłek fizyczny, dźwiganie ciężarów czy wstrząsy mogą doprowadzić do odwarstwienia siatkówki i trwałej ślepoty.
Co zrobiono w latach 2022 i 2024? Przepis § 13 pkt 4 poluzowano, wprowadzając dla rezerwistów elastyczne widełki A/D. Prawdziwym szczytem absurdu jest jednak paragraf 9 punkt 1: jednooczność lub całkowity brak gałki ocznej, dające dawniej bezdyskusyjną kategorię E, dziś dają możliwość wyboru między kategorią D a... pełną kategorią A (sic!). W myśl nowych przepisów osoba widząca tylko na jedno oko może zostać uznana za stuprocentowo zdolnego do walki żołnierza. Podobnie ma się rzecz z osobami chorymi na jaskrę. W 1992 roku § 14 pkt 7 jednoznacznie dawał kategorię E. W 2024 roku dopuszczalna prawem jest kategoria D lub... kategoria A (sic!). Te dwa przykłady dobitnie pokazują, w jakim kierunku zmierza orzecznictwo wojskowe w Polsce.
Dowodem na to, jak daleko system odszedł od medycznej logiki, jest analiza porównawcza kryteriów okulistycznych. Poniższa tabela przedstawia ewolucję przepisów, które – w pogoni za „zdolnością” – zredukowały narząd wzroku do funkcji mechanicznej, ignorując podstawy fizjologii niezbędnej na polu walki.
EWOLUCJA KATEGORII WOJSKOWEJ DLA JASKRY W POSZCZEGÓLNYCH ROZPORZĄDZENIACH
Od 1992 (u góry), poprzez 2022 rok (w środku) do 2024 roku (na dole)
EWOLUCJA KATEGORII DLA ŚLEPOTY JEDNEGO OKA POSZCZEGÓLNYCH ROZPORZĄDZENIACH
Od 1992 (u góry) do 2024 roku (na dole)
Pułapka kategorii D
Prawdziwy, urzędniczy cynizm nowej machiny mobilizacyjnej nie kryje się jednak tam, gdzie system bezczelnie forsuje kategorię A. Najbardziej wyrafinowana pułapka została zastawiona w strefie kategorii D. Oficjalna propaganda MON od lat uspokaja nastroje społeczne sprawdzonym, usypiającym frazesem: „Obywatele z kategorią D nie trafią do okopów, nie będą brać bezpośredniego udziału w walkach, zostaną skierowani wyłącznie do zabezpieczenia logistycznego”. Ta narracja brzmi bezpiecznie, dopóki nie zderzymy jej z brutalną rzeczywistością pola walki i elementarną wiedzą medyczną.
Na współczesnym zapleczu wojny logistyka to nie jest praca biurowa. To morderczy, całodobowy wysiłek fizyczny – przerzucanie ton skrzyń z amunicją czy budowa umocnień inżynieryjnych. I tutaj dochodzimy do porażającego paradoksu. Wiele schorzeń, które w dawnym systemie z 1992 roku słusznie spychały obywatela do bezpiecznej kategorii E, dziś przez elastyczne widełki nowych rozporządzeń są na siłę zatrzymywane w ewidencji mobilizacyjnej jako kategoria D. Mowa o ludziach z głębokimi wadami wzroku, rozrzedzeniem siatkówki czy zaawansowaną dyskopatią. W świecie cywilnym tacy pacjenci od lekarzy specjalistów otrzymują jednoznaczne, kategoryczne zalecenie: bezwzględny zakaz ciężkiej pracy fizycznej i dźwigania ciężarów, gdyż grozi to natychmiastowym, nieodwracalnym kalectwem.
Co robi MON? Za pomocą biurokratycznego taśmociągu w komisjach lekarskich, gdzie dogłębne badanie pacjenta zastąpiono masowym przybijaniem pieczątek, system całkowicie ignoruje te medyczne przeciwwskazania. Człowiek z zakazem dźwigania staje się w myśl wojskowych kryteriów idealnym kandydatem do... noszenia skrzyń z pociskami. Kategoria D stała się dla państwa wygodnym śmietnikiem ewidencji, do którego wrzuca się ludzi biologicznie niezdolnych do przetrwania trudów wojny, łudząc ich pojęciem „bezpiecznego zaplecza”. To świadome, systemowe szafowanie zdrowiem obywateli, którzy zamiast realnej pomocy od państwa, w godzinie próby dostaną nakaz pracy ponad siły swojego zniszczonego organizmu.
Jak biurokracja ignoruje synergię chorób
Szczytem urzędniczego cynizmu w działaniu współczesnych komisji lekarskich jest jednak całkowite, systemowe ignorowanie zjawiska synergii schorzeń. W cywilnej medycynie orzeczniczej współistnienie kilku różnych chorób ocenia się całościowo – lekarze doskonale wiedzą, że ich wzajemne oddziaływanie drastycznie potęguje destrukcję organizmu. MON stosuje tu jednak bezwzględną taktykę „dziel i rządź”. Komisja, mając „na tapecie” na przykład sześć różnych schorzeń, rozbija ludzki organizm na czynniki pierwsze i traktuje każdą patologię w sposób skrajnie izolowany.
Każda choroba z osobna zostaje dopasowana do odpowiedniego, wąskiego paragrafu w ministerialnych tabelkach. Choć formalnie wszystko odbywa się w majestacie prawa, to końcowy werdykt jest biologicznym kłamstwem. System celowo odwraca wzrok od faktu, że suma kilku dolegliwości u jednego człowieka tworzy barierę uniemożliwiającą jakikolwiek ciężki wysiłek. W ten sposób ignoruje się nawet stare, kategoryczne orzeczenia lekarzy cywilnych, którzy przy współistnieniu wad wzroku i kręgosłupa wprost wpisywali w kartoteki bezwzględny zakaz ciężkiej pracy fizycznej. Wszystko po to, aby za wszelką cenę – metodą biurokratycznej żonglerki – utrzymać cenny statystycznie „zasób” w ewidencji wojskowej jako kategorię D
Kastowy dysonans: Kto do okopów, a kto do schronu (lub za granicę)?
Podczas gdy wojskowe komisje lekarskie, działając na zlecenie resortu, z bezwzględną gorliwością przeczesują kartoteki medyczne zwykłych obywateli, byle tylko „uzdrowić” półślepych, kulawych, astmatyków i ludzi z chorym sercem, ta sama Ustawa o obronie Ojczyzny buduje potężny, nienaruszalny mur ochronny wokół elity władzy. Zgodnie z jej zapisami, parlamentarzyści – posłowie, senatorowie – oraz kluczowi, wysocy urzędnicy państwowi są z mocy prawa reklamowani z urzędu, co w praktyce oznacza, że pozostają całkowicie nietykalni dla machin mobilizacyjnych w razie wybuchu wojny. Ich nikt w kamasze nie wepchnie.
Mamy do czynienia z porażającą, neofeudalną niesprawiedliwością. Współczesna magnateria z Wiejskiej poleruje swoje immunitety i szykuje bezpieczne kryjówki, podczas gdy na „wici” odpowiedzieć muszą współcześni pariasi – schorowani, niedowidzący i zmęczeni życiem obywatele, którzy z przywilejów władzy nie mają nic, ale z dekretu urzędnika mają oddać za nią życie. Ich kręgosłupy nie pękną pod ciężarem. Ich oczy nie będą szukać zgubionych okularów w błocie. Ich serca nie zatrzymają się z braku leków w zrujnowanych schronach.
To zjawisko rodzi drastyczny i niemożliwy do zasypania dysonans. Państwo polskie oficjalnie podzieliło swoich obywateli na dwie kategorie: uprzywilejowanych panów, którzy mają prawo decydować o wojnie, szafować życiem innych i uciec do bezpiecznych schronów w godzinie próby, oraz podwładnych – w tym chorych, niedowidzących i cierpiących na chroniczne bóle – którzy mają za te decyzje zapłacić własną krwią, zdrowiem i życiem. System orzecznictwa wojskowego przełomu transformacji i jego współczesna, jeszcze bardziej drapieżna mutacja z lat 2022–2024 udowodniły jedno: Orzeł Biały w swoich szponach trzyma wyłącznie słabych i bezbronnych, podczas gdy ci, którzy go reprezentują, pierwsi salwują się ucieczką.

Gumowe paragrafy, czyli ustawowy Volkssturm.
Desperacja logistyczna MON-u nie kończy się jednak na ignorowaniu fizycznych ułomności czy manipulacji paragrafami– ona sięga po kryteria czysto metrykalne, zostawiając sobie w przepisach przerażający, gumowy margines. Choć w oficjalnej propagandzie nikt nie odważy się użyć historycznych pojęć, to zapisy Ustawy o obronie Ojczyzny w połączeniu z mechanizmami stanu wyjątkowego czarno na białym sankcjonują scenariusz, który w warunkach wojennej rezygnacji stanie się nowoczesnym odpowiednikiem rozpaczliwych, schyłkowych formacji obronnych, na wzór historycznego Volkssturmu.
W standardowym trybie ustawa bezlitośnie przesuwa barierę wieku mobilizacyjnego aż do 60. roku życia dla szeregowych i porażających 63 lat dla podoficerów oraz oficerów. Ale to zaledwie rozgrzewka. Prawdziwy demon kryje się w zapisach konstytucyjnych dotyczących stanu wojennego. Gdy front zacznie pękać, a dotychczasowe stany osobowe zostaną wyniszczone, państwo nie zawaha się użyć ostatecznego wytrychu. Jeśli Sejm nie będzie mógł się zebrać, Prezydent na wniosek rządu zyskuje prawo do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy. Jednym pociągnięciem pióra, w imię „obowiązku obrony, który spoczywa na wszystkich”, urzędowe widełki wieku mogą zostać podniesione do 65, 70 lat lub rozszerzone na grupy dotychczas chronione. Jakie? na przykład osoby młodsze niż "ustawowe" 18 lat. Brzmi jak ponury żart? Niestety, w realiach wojny takiego scenariusza nikt nie może wykluczyć. Czym więc różni się postawa dogorywającego reżimu hitlerowskiego, który w swoją machinę wojenną wciągnął dzieci i starców od tego, co w skrajnie hipotetycznym, ale niedającym się całkiem wykluczyć scenariuszu, może nam zafundować "umiłowane" państwo polskie?
Gdy zsumujemy te ukryte, elastyczne limity z urzędowym „cudem uzdrowienia” w komisjach lekarskich, otrzymamy gotowy przepis na militarną i humanitarną tragedię. W imię ratowania statystyk Sztabu Generalnego, w jednym okopie z osiemnastolatkami mają stanąć sześćdziesięcioletni rezerwiści – ludzie obciążeni biologicznymi ograniczeniami wieku, z nadciśnieniem, astmą i zniszczonymi kręgosłupami, których w krytycznym momencie system może bezprawnie dociążyć kolejnymi rocznikami. Państwo, zamiast otoczyć starsze pokolenie opieką, zamierza w godzinie klęski ubrać je w ciężki rynsztunek bojowy i wysłać na pierwszą linię ognia lub w najlepszym razie zapędzić do ciężkich prac fizycznych na teoretycznie "bezpiecznym" zapleczu. To nie jest armia przyszłości; to rozpaczliwy, starczy zaciąg, zorganizowany przez system, który pożarł własne dzieci i teraz, w akcie ostatecznej desperacji, musi wykarmić się ich dziadkami.
Ustawa o Obronie Ojczyzny z dnia 22 marca 2022 roku, Strona 22, Rozdział VI, Art. 53 ust. 1 oraz Art. 54 ust. 1: W jakich innych celach państwo polskie może dokonywać rejestracji wojskowej "osób innych niż wymienionych w Art. 53 ust. 1", jeśli nie w celach mobilizacyjnych?
Armia bez barier
Całość tej opresyjnej układanki domyka systemowy mechanizm ukryty w samych zapisach Ustawy o obronie Ojczyzny. Nowe prawo zostało naszpikowane tzw. klauzulami generalnymi – przepisami, które w potocznym rozumieniu brzmią niewinnie, ale w realiach wojennych stają się bezwzględnym narzędziem przymusu. Obok standardowo wymienianych żołnierzy rezerwy, ustawa wprowadza tajemniczą kategorię „innych osób podlegających obowiązkowi służby wojskowej”.
To prawna sieć zarzucona na miliony cywilów, którzy dotąd żyli w przeświadczeniu, że skoro nie składali przysięgi wojskowej i posiadają kategorię D, są bezpieczni. Co gorsza, system wyposażył się w uniwersalny wytrych w postaci zwrotu o „przypadkach szczególnych uzasadnionych potrzebami Sił Zbrojnych”. Ten krótki zwrot w realiach mobilizacyjnych działa jak blanco-upoważnienie dla administracji wojskowej. W razie kryzysu demograficznego pozwala on na arbitralne rozciąganie barier wieku, ignorowanie dotychczasowych zwolnień lekarskich czy urzędowych reklamacji. Oficjalne limity 60 czy 63 lat stają się w ten sposób jedynie elastyczną sugestią, którą państwo może w każdej chwili unieważnić, powołując do służby każdego, kogo biurokratyczny aparat uzna za niezbędny do załatania frontowych dziur.
Krytyczna ocena przepisów: Obywatel jako numeryczny zasób mobilizacyjny
Przeprowadzona szczegółowa analiza pozwala na sformułowanie jednoznacznych wniosków dotyczących rzeczywistej roli wojskowego orzecznictwa lekarskiego w Polsce. Na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat system ewoluował od klasycznego modelu selekcji klinicznej (rok 1992) do modelu statystycznego zabezpieczenia stanów osobowych (lata 2022–2024).
Współczesne przepisy orzecznicze reprezentują instrumentalne i przedmiotowe traktowanie obywatela przez państwo, redukując jednostkę ludzką do bezosobowego "zasobu mobilizacyjnego". Proces ten realizowany jest poprzez konkretne mechanizmy systemowe:
- Administracyjne "uzdrawianie" chorych: Zamiast realnych działań na rzecz poprawy stanu zdrowia fizycznego populacji (która w dobie kryzysu demograficznego i chorób cywilizacyjnych wykazuje coraz niższą sprawność), ustawodawca decyduje się na obniżenie medycznych barier kwalifikacyjnych. Orzekanie zdolności (Kategoria A) u osób jednoocznych , z jaskrą , skoliozą II stopnia czy historią autoagresji jest jaskrawym dowodem na priorytet statystyki nad bezpieczeństwem zdrowotnym.
- Wprowadzenie kategorii uznaniowych (A/D): Zastąpienie sztywnych kategorii wykluczających (D, E) elastyczną kwalifikacją A/D w rozdziałach dotyczących zaburzeń psychicznych, neurologicznych i endokrynologicznych drastycznie ogranicza prawa obywatela do rzetelnej oceny jego stanu zdrowia. Obywatel z poważną nerwicą , zaburzeniami osobowości czy chorobą tarczycy zostaje oddany pod arbitralną decyzję komisji lekarskiej, która poddawana jest presji rekrutacyjnej ze strony struktur Wojskowego Centrum Rekrutacji.
- Wieczność kategorii wojskowej (zamrożenie ewidencji): System opiera się na patologicznym założeniu, że kategoria nadana w wieku 18 lat podczas kwalifikacji wojskowej zachowuje ważność do 60. roku życia. Państwo nie dokonuje z urzędu żadnych weryfikacji zdrowotnych rezerwistów, ignorując fakt, że naturalny proces starzenia się organizmu oraz zapadalność na choroby cywilizacyjne z każdym rokiem deklasują sprawność tych ludzi. Dla systemu ewidencji schorowany 45-letni rezerwista z nadciśnieniem II stopnia i dyskopatią wciąż figuruje jako "Kategoria A – w pełni zdolny", co fałszuje realny obraz gotowości obronnej państwa.
- Ekonomiczny cynizm relacji zawodowiec–poborowy: Wybiórcze dyskwalifikowanie cukrzycy czy innych ciężkich patologii metabolicznych wyłącznie u żołnierzy zawodowych (ponieważ ich wyszkolenie było drogie), przy jednoczesnym akceptowaniu rezerwistów z tymi samymi schorzeniami, udowadnia, że medycyna wojskowa została całkowicie odarta z etyki lekarskiej. Pacjent w mundurze zawodowym jest traktowany jako inwestycja kapitałowa podlegająca amortyzacji, natomiast poborowy i rezerwista to darmowy i łatwo zastępowalny zasób surowcowy.
Przejście polskiego orzecznictwa wojskowo-lekarskiego na pozycje skrajnie mobilizacyjne niesie ze sobą dalekosiężne, katastrofalne konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa. Tworzenie papierowej armii opartej na osobach z poważnymi, niekontrolowanymi dysfunkcjami narządu wzroku, krążenia czy układu nerwowego w warunkach realnego konfliktu zbrojnego o wysokiej intensywności doprowadzi do:
- Gwałtownej fali zgonów niebojowych wywołanych przełomami tarczycowymi, udarami, zawałami oraz dekompensacją psychiczną pod wpływem stresu pola walki.
- Paraliżu tyłowych struktur logistycznych i medycznych, które zamiast opatrywać rannych w wyniku działań wojennych, będą zmuszone do hospitalizacji i ewakuacji żołnierzy z powikłaniami ich wcześniejszych, zignorowanych przez komisje chorób przewlekłych.
- Drastycznego obniżenia realnej zdolności taktycznej pododdziałów, w których żołnierze jednooczni lub z ciężkimi wadami kręgosłupa nie będą w stanie fizycznie podołać trudom operacyjnym.
Wygląda na to, że obecne poczynania MON nie służą wzmocnieniu obronności państwa, lecz uzupełnianiu rygorystycznych oczekiwań co do wymaganych stanów osobowych rezerw armii. Działania te, podejmowane w oderwaniu od medycznej rzeczywistości, prowadzić muszą do katastrofalnych skutków kadrowych. Sprowadzają się do tworzenia statystycznego, a nie rzeczywistego potencjału obronnego Rzeczpospolitej. Tworzenie nowoczesnej armii w oparciu o "mięso armatnie" to metody rodem z mrocznego okresu stalinizmu i czasów słusznie minionych. dekad opierania obronności armii na masowym poborze praktycznie bez względu na ograniczenia zdrowotne wcielanych siłą do różnych rodzajów służby obywateli.. Brakuje tylko, żeby w czasie ewentualnej wojny polskie odpowiedniki dawnych służb bezpieczeństwa ZSRR stały na tyłach i strzelały do wycofujących się żołnierzy lub może bardziej ludzkich wraków nieprzypominających żołnierzy, pokonanych nie tyle przez potencjalnego nieprzyjaciela, ile przez własny organizm. I tylko dlatego, że - jak to zwykle do tej pory w Polsce bywa na wielu płaszczyznach - pozorowane działania były i są motorem napędowym niemal wszelakich poczynań w tym kraju. Trzeba nazwać rzeczy po imieniu: to, co się dzieje od jakiegoś czasu w sferze medycznego orzecznictwa wojskowego to rodzaj działania na szkodę państwa i jego obywateli. Państwa, które na co dzień szczyci się ideami o prawach człowieka czy podmiotowości obywatela.
TAGI: #rwkl, #orzeczeniewojskowe, #kategoriawojskowa, #jaskra, #obronacywilna, #orzecznictwowojskowe, #rozporządzeniemon, #ustawaoobronieojczyzny, #wojskopolskie, #mon, #obronność



Komentarze
Pokaż komentarze (4)