Takie sobie gadanie
Powinniśmy być tak dobrzy, jak to tylko możliwe. Ale nie bardziej. Zerżnięte z Einsteina (trochę zmieniłem)
7 obserwujących
89 notek
17k odsłon
  218   0

Reparacje. Czy musimy "z przytupem"?

Nic nie ma za darmo. Reparacji od Niemców tez nie. Nie wiem, oczywiście jak nasza wierchuszka ten koszt skalkulowała, ale podejrzewam, że nawet jeśli dokładnie, to nie wszystko nam powie. Ja pozwolę sobie zwrócić uwagę na to, o czym - pojęcia nie mam dlaczego - niewielu mówi/pisze

(1) Prawo przewiduje odpowiedzialność dzieci za grzechy/długi rodziców. I to akceptują właściwie wszyscy. Z odpowiedzialnością wnuków za grzechy dziadków jest już gorzej, ale chyba tez daje się jakoś zaakceptować. Można to ciągnąc właściwie dowolnie długo, ale wraz z pokoleniową odległością grzesznika od pokutnika stopień akceptacji maleje. Szybkość tego spadku jest, oczywiście, osobnicza/indywidualna i zmienia się w dość znacznych chyba granicach. Można też wpływać na nią, np stosowną propaganda czy innymi bodźcami. Jeśli grzesznikiem i pokutnikiem są narody, sprawa trochę się komplikuje, bo rożni ich członkowie maja różną wrażliwość/zaciętość/chciwość/etc.. A może się i tak zdarzyć, ze i odczucia mogą mieć mieszane, np. ze względu na to gdzie pracują. Sprawę można by jeszcze rozpatrywać w tym stylu w relacji państw, tj. gdy grzesznik i pokutnik są państwami.

Sprawa reparacji rozważana jest w każdej z wymienionych płaszczyzn oraz w rozmaitych ich konfiguracjach. zawsze jednak dotyczyć będzie jakichś ludzi; potomków obecnych Polaków i Niemców. I my decydując o mniej czy bardziej konfrontacyjnym sposobie rozmowy o reparacjach włazimy z butami w ich życie i urządzamy je na nasz sposób. U nas przekazujemy prawnukom przekaz pt. Niemiec - Twój wróg. Nie gadaj z nim o sztuce, nie pij wspólnie piwa i najlepiej spróbuj zrobić mu krzywdę, bo zemsty nigdy nie dosyć. Oczywiście przerysowuję. Ale ten sposób rozmowy o odszkodowaniach do czegoś takiego prowadzi. Czy na pewno warto tak tych prawnuków wychowywać?


(2) Nie wiem jak dokładnie wygląda sytuacja z reparacjami za wszystkie prowadzone po 1945 roku wojny. Być może wszyscy winni/przegrani wszystkim pokrzywdzonym/zwycięzcom reparacje wypłacili. Nie słyszałem wprawdzie by Polska płaciła za szkody spowodowane naszym udziałem w interwencji np, w Afganistanie, ale może i płaciliśmy. Nie wiem jak tam z Japonia w stosunku do Chin czy Korei, ale chyba tez nie tak całkiem do końca jest tam OK. Tak czy siak sprawa naszych reparacji może spowodować szerszą dyskusję, gdzie po jednej stronie będą pokrzywdzeni/wygrani, a po drugiej sprawcy/przegrani. I wszyscy przyglądać się będą sprawie "naszych" reparacji. No i pojawi się problem zasadności włączenia do nich utraconych przez Niemców ziem. Nie wiem czy wszyscy będą mieli interes w tym, by widzieć te sprawę tak jak i Polska. Nb. ciekawe jak byłoby w przypadku krajów, które miały kolonie lub koloniami innych były, np. Indie.

(3) Pojęcia nie mam jaką umowę w sprawie tych reparacji zawarto z Izraelem czy organizacjami żydowskimi. Z wypowiedzi niektórych ekspertów wynika, ze ofiary polskiej narodowości, to ok 1,5 mln osób. Daje to ok. 29 procent łącznej liczby ujętych w Raporcie ofiar. A odszkodowania z tytułu utraconych obywateli to ca 75% żądanej kwoty. Nie wiem jak wygląda ten udział "polskości" w stosunku do dóbr materialnych. No i możemy mieć problem. Jeśli to miałoby być opłatą za pomoc Izraela w uzyskaniu pieniędzy, to akceptujemy tym samym dziedziczenie pozaspadkowe przez obce państwo lub organizację.Nie wiem jak moglibyśmy wtedy wybronić się przed analogicznymi żądaniami innych organizacji.


Ja jestem za staraniem się o te pieniądze. Wydaje mi się jednak, ze stosowana przez naszą wierchuszkę metoda jest pod każdym względem zła do niczego dobrego nie doprowadzi. Pohukując bez potrzeby na Niemców i zupełnie niepotrzebnie ich poniżając nie załatwimy niczego więcej niż moglibyśmy osiągnąć bez tej hecy. A szczególnie robionej "na wyrost".








Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale