Dowody draństwa Palikota można by wymieniać jeszcze długo – począwszy od metody „rozlewania” gnoju i przyklejania do siebie przeciwników politycznych poprzez wciąganie ich w konflikty które sam wywołuje, przez jego ustalenia z marszałkiem Komorowskim z jesieni 2009 jakie kroki podjąć w przypadku śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przez wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej po obecne chamskie wypowiedzi na temat zaangażowania polityków w konflikt o minimalną pensję dla opiekunów dzieci niepełnosprawnych.
Palikot działa za pomocą chamstwa i hipokryzji którym zalewa debatę publiczną. Skalą swojej bezczelności i draństwa przykrywa realne problemy z jakimi zmaga się państwo i jego obywatele. I dokładnie tak samo jest teraz – kiedy awanturą o to który z polityków rozmawia z rodzicami niepełnosprawnych dzieci protestujących w Sejmie. Problemy tych ludzi – którzy domagają się realizacji obietnic premiera Tuska jeszcze z 2009 roku, Palikot próbuje jak zwykle zakryć pyskówką polityczną. Aby to osiągnąć wygłasza oskarżenia na posiedzeniu komisji sejmowej i transmituje je na żywo w internecie żeby wywołać kolejną zadymę.
Palikot to pospolity łobuz – choć na tyle inteligentny że kiedy widzi że kolejna awanturą którą wywołał traci na sile, to występuje z jakimś rozsądnym postulatem – sam, albo słowami swoich rzeczników wygłaszając ogólnie akceptowalne społecznie hasło (np. o nieprawidłowościach przy OFE) – po czym odzyskując wizerunek poważnego polityka, wywołuje kolejną awanturę za pomocą chamstwa, kolejnych pomówień i języka „żula spod budki z piwem”. Zasadą przewodnią Palikota zaś jest metoda: „łapaj złodzieja” - wszystko o co pomawia swoich adwersarzy zwykle od wielu lat całkiem świadomie sam realizuje.
Problem jednak w tym że jedynym narzędziem na którym żeruje Palikot jest rozgłos. Wykrzykiwanie jego chamskich pomówień czy jego żulerskie słownictwo jakim wciąga w konflikty uczestników życia politycznego nie miało by żadnej siły działania gdyby nie byłby nagłaśniany w mediach. Niestety w polskich mediach nic się tak świetnie nie sprzedaje jak zadyma, pyskówka, obelgi i pomówienia. Dziennikarz zyskuje na ważności jeśli to w jego programie ten czy ów polityk obleje kogoś wiadrem gówna. To działa jak zasada tytuł audycji „Pani Magdo pani pierwszej to powiem”.
Wiem że zawsze jest „coś za coś” - że wszystko kosztuje i skandale są często trampoliną kariery dziennikarskiej. Ale w ciągu kilku ostatnich lat Polska zmagała się z wieloma bardzo poważnymi problemami – od tragedii smoleńskiej i sposobu wyjaśniania tudzież tuszowania jej przyczyn, po aktualne ogromne zagrożenie rosyjską inwazją na państwa naszego regionu.
Zmagamy się też z wieloma problemami wewnętrznymi – jak choćby gigantyczna korupcja przy realizacji inwestycji publicznych z unijnym dofinansowaniem czy teraz problemem opieki państwa nad rodzinami które wychowują niepełnosprawne dziecko.
Panie i Panowie Dziennikarze – zapraszając do swoich audycji łobuza który od lat torpeduje możliwość wspólnego rozwiązywania trudnych problemów, promując jego chamstwo i metody skłócania ze sobą ludzi – stajecie się po prostu aktywistami niegdysiejszego Ruchu Poparcia Palikota – bo przecież nie o rozwiązania problemów temu facetowi chodzi a o metody jakimi działa on w przestrzeni publicznej – o rozgłos który mu zapewniacie.
Wszyscy ludzie Palikota to także ci którzy zapraszają go do swoich audycji.
http://waw75.salon24.pl/555522,janusz-palikot-anastazja-p-polskiej-polityki#logged



Komentarze
Pokaż komentarze (9)