127 obserwujących
810 notek
863k odsłony
  5479   0

Islam kontra Zachód - wojna cywilizacji

„Abdel-Samad, autor książek Mohamed: Eine Abrechnung  i Islamic Fascism zaprzecza powszechnemu twierdzeniu, że Państwo Islamskie nie ma nic wspólnego z islamem. Wręcz przeciwnie wszystkie jego działania, takie jak obcinanie głów, niewolnictwo, gwałt, małżeństwa z nieletnimi, prześladowanie żydów i chrześcijan, zdaniem autora, może ono usprawiedliwić przez odpowiednie źródła w Koranie i hadisach. Mordowanie współwyznawców także, bo Państwo Islamskie nie traktuje ich jako współwyznawców, lecz odstępców od wiary. „Mógłbym powiedzieć, że (…) Mahomet był mnichem, który ogłosił swoje przesłanie pod palmą, a potem w pokoju umarł, a ludzie po jego śmierci stworzyli religię, która została później przeinaczona. Ale tak nie było. Mahomet był watażką, robił te same rzeczy, które Państwo Islamskie robi dzisiaj”, mówi Abdel-Samad.

To także powoduje, zdaniem pisarza, problem z uchodźcami w Niemczech. Niemcy obawiają się ich, bo nie potrafią sobie poradzić. Chronią islamistyczne organizacje, które za pieniądze państwa budują przedszkola, szkoły i meczety, gdzie będą indoktrynować dzieci uchodźców. Potem będzie za późno, będą to jednostki „stracone na rzecz ideologii Państwa Islamskiego”, twierdzi krytyk Mahometa.”

Spróbujmy najpierw opowiedzieć najprostszym językiem o powstaniu i istocie islamu. Nie czarując, nie ulegając modnemu i politpoprawnemu ekumenizmowi nazwać rzeczy po imieniu. Arabowie w swoich początkach to ludy w większości niepiśmienne, niecywilizowane plemiona nie posiadające jakiejkolwiek znaczącej kultury materialnej (żadnej rozwiniętej literatury, sztuki, myśli, organizacji społecznej ani oczywiście prawa w klasycznym rozumieniu). Dziesiątki, setki, tysiące rodzinnych klanów osiadłych fellachów i koczowniczych beduinów nie mających nawet wspólnych wierzeń i bogów (dopiero Mahomet wyrzucił z Mekki, z Kaaby dziesiątki posążków plemiennych bóstw), nie znających czegoś takiego jak państwo, państwowość. Badacze współcześni twierdzą, że nieznajomość idei państwa narodowego pozostaje do dziś cechą wspólną dla wszystkich ludów arabskich, niezależnie od tego, czy od jakiegoś czasu mają swoje „państwa”, czy nie mają. Idea państwa nie spada z nieba. Musi albo być wypracowana przez długi rozwój kulturowy, albo jak w przypadku pogańskich plemion Europy przyjęta wraz z religią (rozwiniętą religią typu wyższego). Arabowie poszli inną drogą, sami sobie stworzyli najprostszą religię plemienną w klasycznym typie semickim, religię zastępującą im pojęcia narodu, państwa i prawa. Religię dostosowaną do ich skłonności i trybu życia. Gdy Mahometowi spodobała się jakaś nowa, świeżutka branka, której rodzinę i współplemieńców wcześniej wymordował, a ustalone już przez niego i zapisane Święte Prawo Koraniczne  zabraniało kolejnej żony, to po prostu oddalał się w samotne miejsce, po czym wracał ogłaszając, że właśnie dostał od Allaha objawienie. „Nowe” zmienione objawienie od Allaha już pozwalało bezzwłocznie skonsumować atrakcyjny łup. Stare objawienia są po to, żeby je nowe unieważniały i poprawiały – zupełnie jak w 1984 Orwella... Tę „cechę” Allaha zauważyła nawet ulubiona żona Mahometa, Aisza: „Mój drogi mężu, niech mi będzie wolno powiedzieć ci, że twój Bóg ma skłonność do zsyłania z nieba praw, które są tobie wyjątkowo na rękę!..."

Słowo „religia” stosowane do islamu jest mylące, gdyż w istocie chodzi tu pewien skodyfikowany całościowy system światopoglądowo – prawno – kultowy. Z religiami (filozofiami religijnymi) typu wyższego (chrześcijaństwo, buddyzm, taoizm) nie ma ów twór ideologiczny niczego wspólnego. Atrybuty kojarzone z wiarą (kodeks dogmatów, czynności rytualne, grupowe, uświęcone tradycją wierzenia, misjonaryzm) nie tworzą same z siebie religii. Gdyby tak było, religiami trzeba by nazwać włoski faszyzm, niemiecki nazizm, stalinizm, religię Moona, a święta księgą – Księgę Mormona, czy pisma założyciela Świadków Jehowy. Wszystkie one uzurpują sobie prawo do całościowego zorganizowania życia, myśli i uczuć pewnych grup ludzkich posługując się przy tym środkami sterującymi emocjami i powołując się na wyższe racje (nazywane często Bogiem, Bóstwem, Prawem Przyrody, Koniecznością Dziejową itp.). W zasadzie tego typu „religię” – jak pokazuje przykład Korei Północnej – może sobie stworzyć praktycznie każdy, kto ma pomocne ramię zbrojne (armię) oraz fundusze. W religiach Stalina, Kim-Ir-Sena bogiem jest po prostu jedyny prorok otoczony cudownymi opowieściami. Jak głosi koreańska opowieść, gdy się urodził Kim-Ir-Sen, "ptaki mówiły ludzkim głosem".

Zasadą organizującą takiego systemu politycznego podającego się za religię jest  p o d d a ń s t w o. Ustrojem politycznym jest...  r o z k a z  od przedstawicieli Partii Wewnętrznej (termin Orwella z „Roku 1984”). Ideologia kultowa Mahometa jest po prostu praktyczniejsza i skuteczniejsza od deklarujących ateizm systemów totalitarnych poprzez to, że posłużyła się sztafażem religijnym (duchowym) obficie korzystając z powyrywanych z kontekstu wycinków z pism, praktyk i metod socjotechnicznych judaizmu i różnorakich bliskowschodnich, judaizujących  herezji (kolyrydianie, ebionici). W istocie jednak ta ideologia (relideologia) jest tak samo ateistyczna jak sowiecka religia rewolucji i drogi do komunizmu.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo