Trzy koniki ułan miał - anty-LGBT, dzisiejsza prezesowa laudacja wolnościowa i przez Atlantyk lot. PADły wszystkie trzy, czarny sen ułan śni.
Dziwna spirala wpadek, samobójczych posunięć kampanijnych. Parę tygodni temu Prezes powiedział, że jak będzie trzeba to da się rządzić z nie swoim prezydentem. Wygląda to na samospełniające się proroctwo. Aeroplan pikuje w dół. Przez kogoś zestrzelony?
Nie, przez swoją załogę. Jest czas wzbijania kurzu podczas prób startu i jest czas pikowania.
Ponoć Trump "ma już tylko iluzoryczne szanse na zwycięstwo w listopadowych wyborach prezydenckich (w sondażach przegrywa o kilkanaście procent)". W takiej sytuacji wspólna fotka obu panów byłaby ich wspólnym pożegnaniem się z prezydenturą... Taką masochistyczną pamiątką, braterstwem broni, która wypada z dłoni.
Jeśli ktoś ma niestrawność z przyczyn pulpy informacyjno-wtylewizyjnej - niech zajrzy do tych dwóch komentatorów politycznych całkiem celnie ukazujących jak zdechł konik laudacji prezesowej oraz eskaPADy dotrumpowej:
W walce o miliony wyczerpał się już limit trzech kół ratunkowych:
1. pól na pół (próba podzielenia Polski krucjatą werbalną anty-LGBT)
2. publiczność (wystąpienie Prezesa w Lublinie)
3. telefon do przyjaciela (za oceanem).
Cóż w tej sytuacji zostało? Kół ratunkowych już nie ma. A więc chyba tylko: Magda, pocałuj pana na pożegnanie...




Komentarze
Pokaż komentarze (5)