Pisowscy naganiacze szczepionkowi mają oczy dokoła głowy. Ormo czuwa. ORMO czuwa, ORMO radzi, ORMO nigdy Cię nie zdradzi.
Dzięki oczom dokoła głowy i szpiclowskiej pasji są wiecznie zajęci. Co ważne, szpiclują i plują bez żadnej gratyfikacji od przywódców sekty. To ich wewnętrzny zew. Zew Morozowa (opieram się tu na literackim toposie "Pavlik Morozov", bo jak wiadomo fakty o tym pionierze trochę się różnią od przyjętej opowieści). Idźmy więc tropem legendy:
"Według kanonicznej wersji radzieckiej Pavlik Morozov był jednym z organizatorów pierwszego pionierskiego oddziału we wsi Gerasimovka w prowincji Tobolsk. W 1931 r., W szczytowym momencie walki z kułakami, 13-letni Paweł zeznawał przeciwko ojcu: Trofimowi Morozov, który będąc przewodniczącym rady wiejskiej współpracował z kułakami, pomagał im uniknąć płacenia podatków, a także ukrywał chleb, który miał być dostarczony do państwa. Na podstawie tych zeznań pryncypialnego pioniera Trofim Morozow został skazany na 10 lat."
Widzimy w tekście żywotu świętego ponadczasowe, rozpoznawalne także dziś komponenty toposu:
1. wieś
2. walka z kułakami
3. tropienie unikających płacenia podatków
4. tropienie ukrywania chleba, zamiast obowiązkowych dostaw dla państwa.
Jak to przełożyć na specyfikę dzisiejszych pisożytów? Prosto. Kułak to każdy nie całujący dłoni wodza, realnych lub na obrazku. Każdy myślący i nie chcący śpiewać hymnów Kościołowi Prawej Partii. Każdy patrzący krzywym wzrokiem na jej żarłoczną, bezwstydną gębę.
Ponieważ dla pisożyta państwo to partia, a partia to szczęście, to każda nieprawość wobec Państwa i jego partyjnej szlachty, taka jak np. unikanie płacenia na byłe i obecne rodziny i kochanki członków Kościoła, płacenia zwanego płaceniem podatków (podajtków - wersja językowa pcimska) - zwalczana jest jak covid przez ekonoma, co nazwisko ma - zgodnie z tradycją - od jednego z dni tygodnia).
Jak przełożyć na realność obecną tropienie "ukrywania chleba" przez ormowskich pisożytów? Trochę trudniejsze to jest. Przysłowiowym chlebem dla zdrowego, niepartyjnego, niehomososowego człowieka jest Prawda, Honor, Godność, Podniesione Czoło. Pisożyty egzystujące na pożywce Krętactwa, Podłości i Zgiętego Karku nienawidzą ludzi m a j ą c y c h swój C h l e b. Chleb swój w każdym sensie - fizycznym i duchowym. Cały Chleb, cały pokarm, to czym żyje wolny człowiek - ma być odprawiony do siedziby Partio-Państwa, do magazynów Wielebnego Zbawcy Narodu. Monopol na wypiekanie codziennego Bochna Prawdy ma tylko Wielebny.
Wśród pisożytów morozowych (pisovitus morosovius) powszechny jest alkoholizm i nikotynizm. Dzięki tym obu specjałom udaje im się zagłuszać pogardę dla samych siebie lub transformować ją w pustą euforię partyjną lub prowodzowską. Patriotyzm jest ich używką używek. Mogą potępiać (Nie ma zgody na "x"!), przeganiać srogą miną, wygrażać pięścią pod nieobecność przeciwnika i kultywować tradycje bez końca! (tradycje patriotyczne, narodowe, katolickie, legionowe, wyklęte - dowolne, byle w świetle ramp i kamer, mówiąc słowami Ewangelii Mateusza: "Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach"). Szczególnie uwielbiają kultywowanie tradycji. Na werbalnym potępianiu człowiek tylko się napoci, namacha rękami, a kultywowanie tradycji (zwłaszcza niepodległościowych) daje pośpiewać i pachnie wieczornymi rautami za... Ojczyznę
Pisożyt bez przyssania się - nie żyje. Przyssywa się do wrogów prawdy etapu ogłaszanej każdego dnia przez herolda. Prawda etapu nie ma określonego czasu trwania - może to być 5 lat, może 5 godzin. Wszak w mózgu Wielebnego coś wciąż bulgocze strategicznie i nie wiadomo co wybulgocze. Czy bielan jest czarny, czy czarnek biały.

PISOVITUS MOROSOVIUS
(gatunek hominidów, czyli człowiekowatych)



Komentarze
Pokaż komentarze (22)