1.
On tak naprawdę nie wie co się dzieje. Co najmniej od kilku lat, jeśli nie od… 2010 r., albo od…
Sala sejmowa: osierocony, okupowany coraz bardziej kraj, naród i jego rzekomi reprezentanci. Obcy ludzie, oderwani od narodu, żyjący w swoim wyimaginowanym świecie realnych dochodów pobieranych za pośredniczenie w zniewalaniu narodu. Za stręczycielstwo. Bo pośrednik to stręczyciel, opiekun kobiety „puszczającej się”. Stręczą przechodniom i sąsiadom ojczyznę… Stręczą Matkę. Zrobili z niej pijaną Mańkę z odeskich lub warszawskich knajackich przyśpiewek. Puszczającą się na prawo i lewo.
2.
Do czego nam był Prezes potrzebny? Po Smoleńsku, oczywiście. Bo przed Smoleńskiem był zwykłym graczem partyjnym. Po Smoleńsku nasza tęsknota za przywódcą prawdziwym, za mężem stanu znalazła sobie ekran do projekcji. Czy coś dało nam i Polsce to, że rzutowaliśmy swoją miłość do ojczyzny na niego jak na ekran? Biały, czysty. Mówią, że dzięki temu rzutowaniu „patrioci” przetrwali ciężki okres kalumni i drwin ze strony apatrydów. Mówią, że zjednoczył prawicę. Mówią. Czego to ludzie nie mówią… Parę lat temu dla powierzchownego obserwatora mogło to tak wyglądać.
Wielkość konceptu tego ludzkiego ekranu polegała na tym, że nie było obowiązku projektowania nań jednego i tego samego filmu. Przeciwnie, tak nas wciągnęły te projekcje dlatego, że każdy z nas mógł na kompletnie bezbarwnym, szarym ekranie, na Jarosławie Kaczyńskim – wyświetlać sobie swój ulubiony film bogojczyźniany. Orgia filmów… Indywidualnych, osobistych, fantazmatycznych każdy na inny sposób. Lokalne Hollywood. Bezkosztowe.
Patrioci nie przetrwali. Żyją, lecz zmienili się w odrealnionych sekciarzy. Niezdolnych czegokolwiek wymagać i egzekwować od swoich idoli udających obóz narodowy. Narodziny nowego pokolenia patriotów zablokował swą ślepą, partyjną zazdrością.
Prawicy nie zjednoczył. Raczkujące nowe podmioty narodowe zwalczał. Może chwilowo zjednoczył pretendentów do odgrywania, symulowania roli prawicy. Zjednoczył za pomocą szantażyków i gierek, bo na pewno nie za pomocą autorytetu, wizji i znaczącej osobowości. Osobowości obejmującej rzeczywistość panoramicznym, dogłębnym spojrzeniem. Naszą rzeczywistość, czyli Polskę w Europie. W świecie.
Więc czy coś nam i Polsce dał? Poza oczywiście swoim „dziełem życia” :), czyli kuriozalnym premierem, z którego ani historyk, ani ekonomista, ani polityk, ani… X, przy X dążącym do nieskończoności. Więc, czy dał nam Prezes coś poza bezbłędnym „wygaszaczem oczekiwań” Polaków, wielkim imaginatorem i konfabulatorem, wielbicielem osobowości i metod Macrona i Merkel?
Tak. Dał. Dał nam coś mocnego jak cholera. Coś nie dającego się zniszczyć. Złudzenie. Złudzenie, czyli byt zajmujący w naszej psychice i w świecie miejsce, które powinien zajmować BYT REALNY, a więc wręczył naszej psychice BYT BLOKUJĄCY MIEJSCE, fantom, widmo, atrapę, dekorację kartonową, wycinankę stajenki w której rodzi się ojczyzna i jej elity. Wycinankę, którą możemy sobie postawić pod zdjęciem Marszałka lub zdjęciem samego JK albo kogoś z jego rodziny (brata, matki).
Wielkie Złudzenie poruszające zmysły i emocje i zabijające myśl. Wycinankę z katarynką.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)