12 obserwujących
132 notki
80k odsłon
223 odsłony

30 lat snu

Wykop Skomentuj3

image

   

W książce „Prześniona rewolucja” Andrzej Leder opisał swoisty gwałt modernizacyjny, jakiego dokonali na Polakach totalitarni najeźdźcy. W latach 1939-56 z jednej strony podbili nas i zmasakrowali, a z drugiej wprowadzili w nowoczesność, wyprowadzając z „przedłużonego średniowiecza”. Ostatecznie likwidując feudalizm, alfabetyzując ludność, industrializując kraj, budując jednolity naród. Polacy obserwowali ten proces „jakby we śnie”. Jako świadkowie i odbiorcy, ale przecież nie autorzy.

III Rzeczpospolita to w istocie struktura parapaństwowa, twór państwopodobny

To trudne do przecenienia ustalenie (niepozbawione poważnych wad szczegółowych, o czym mówiliśmy innym razem) dotyczy czasów dość już odległych, choć założycielskich dla polskiego społeczeństwa w nowoczesnej formie. Tymczasem zdołaliśmy prześnić kolejną rewolucję – przejście z nowoczesności komunistycznej do kapitalistycznej.

W reinkarnującym się od początku transformacji sporze o to, czy doświadczamy „najlepszego okresu w historii Polski”, czy też jej „rujnowania”, nagminnie pomijany jest fakt podstawowy. Fakt, że ramy przemian zostały wytyczone na zewnątrz.

Spieramy się o reformy Leszka Balcerowicza, ignorując, że były jedynie uszczegółowieniem „terapii szokowej” Jeffreya Sachsa. Spieramy się o to, kto nas bardziej wprowadził do NATO i UE, tak jakby nie było to wtórne wobec zewnętrznej decyzji o przyjęciu nowych członków. Spieramy się o zasługi w budowaniu demokracji liberalnej i kapitalizmu, zapoznając brak realnych alternatyw tak dla nas, jak i innych krajów regionu.

Najbardziej pierwszorzędne polskie spory są od 30 lat drugorzędne. Brak rozpoznania własnej peryferyjności spycha nas w jeszcze głębszy prowincjonalizm niż niedostatek kapitału, wiedzy technicznej, instytucji. W niekończącej się historii co jakiś czas najlepsi ze słabych stają się silni. Trudno o to, gdy wypiera się sam fakt istnienia swoich podstawowych ograniczeń.

Nieprzygotowani do zmian

Piszę ten tekst w okrągłą rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca. Ale nie będę tu roztrząsał, kto z kim wtedy pił wódkę, ani kto kogo ograł. Zgłębianiem przeszłości dla niej samej niech się zajmą historycy-archiwiści. Dla nas ważne jest, co z ostatnich trzech dekad wynika na przyszłość.

W dość powszechnej opinii specjalistów, Polska jest dziś niezdolna do samodzielnej obrony przed ewentualną rosyjską agresją

To szczególny moment w dziejach świata. Porządek międzynarodowy, do którego z takim entuzjazmem przystąpiliśmy po 1989 roku, ulega szybkim zmianom. Za jego destabilizacją stoi hegemoniczna rywalizacja Stanów Zjednoczonych i Chin, dwóch najważniejszych aktorów, supermocarstw. Żadne nie chce utrzymania porządku w dotychczasowym kształcie. Chiny dążą do zmiany ewolucyjnej, konsumującej dotychczasową, korzystną dla ich hegemonicznych ambicji dynamikę. USA – do bardziej gwałtownej, reorganizującej ład światowy na zasadzie „zmienić wszystko, by nie zmienić nic”, jak to określił Jacek Bartosiak. Odwracającej złe dla nich tendencje, zabezpieczające ich dominującą rolę, powstrzymujące pretendenta do supremacji. To sprawia, że dotychczasowy ład ma nikłe szanse na przetrwanie.

To zaś oznacza niezliczone zmiany we wszystkich częściach świata, w tym naszej. Otwarcie nowych okien możliwości, ale też – uruchomienie brutalnej logiki degradacji słabych i ociężałych. To właśnie jeden z tych momentów, gdy możliwe są skokowe awanse, ale i – gwałtowne upadki. To epickie czasy, gdy wykuwane są kontury następnego ładu światowego.

Jak na ten moment (który przecież prędzej czy później musiał nadejść) przygotowały nas dominujące w ostatnich 30 latach elity?

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz powiedział w chwili szczerości, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. Wyraził się zbyt delikatnie. Bardziej odpowiednie dał rzeczy słowo prof. Rafał Matyja, mówiąc mi kiedyś, że nasze państwo nie istnieje nawet teoretycznie. Nie ma doktryny wyznaczającej ramy działania polityków i urzędników. Doniesienia krajowych i zagranicznych specjalistów o obniżaniu się jakości rządzenia nie wzbudzają istotnego zainteresowania poza ich (bardzo wąskim) gronem. Gros literatury naukowej spod znaku analiz polskiego systemu politycznego to „bajeczki dla grzecznych dzieci” (musiałem je studiować, niestety): parlament stanowi prawo, rząd je wykonuje, sądy strzegą – nauczają w szczegółach na podstawie lektury konstytucji, bez śladu refleksji nad realnym układem interesów, koniecznym przecież, aby poszczególne mechanizmy rzeczywiście działały.

Tupolewizm zamiast doktryny

„Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria” – głosi znana maksyma. Nieuchronnie, nie ma też nic bardziej praktycznego niż brak teorii. „Miękkie państwo”, „słabe państwo”, „płytkie państwo” – brak poważnego zainteresowania elit politycznych, gospodarczych i intelektualnych tymi opisami powoduje, że pozostają one „diagnozami bez konsekwencji”.

III Rzeczpospolita to w istocie struktura parapaństwowa, twór państwopodobny. Na pozór nie różni się specjalnie od organizacji politycznych społeczeństw wysokorozwiniętych. Wypłaca emerytury, utrzymuje policję i służby ratownicze, urzędy skarbowe i reprezentacje sportowe. To jednak „funkcje niższego rzędu”, co do zasady możliwe do wypełnienia przez struktury samorządowe czy administrację kolonialną. Gdy ma realizować długofalowe plany lub przedsięwzięcia wymagające ponadministerialnej koordynacji (co dziś oznacza wszelkie ambitniejsze projekty) – okazuje się w najlepszym przypadku nieefektywne, a często zwyczajnie bezradne. Nieprzypadkowo nie ma w ostatnich 30 latach żadnego odpowiednika takich dokonań II Rzeczypospolitej jak budowa Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Polska polityka to zatem permanentne pozorowanie mocy. Gdy słabość państwa jest tak dojmująca, że uniemożliwia nie tylko realizację zapowiedzianych przedsięwzięć modernizacyjnych, ale nawet wymianę dowodów osobistych czy likwidację obowiązku meldunkowego, rosną wyceny takich akcji pokazowych jak chemiczna kastracja pedofilów czy kampania przeciwko stadionowym chuliganom. Gdy służby nie potrafią sobie poradzić z plagą fałszywych alarmów bombowych w szkołach, szczególnie użyteczne okazuje się przesłuchanie w aurze ogólnonarodowego wzmożenia marginalnej aktywistki profanującej wizerunek Matki Boskiej.  -->CZYTAJ DALEJ<--


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale