Marcin Raczka Marcin Raczka
156
BLOG

O katolicyzmie i równości religii słów kilka (Ras Fufu)

Marcin Raczka Marcin Raczka Polityka Obserwuj notkę 3

Na napisanie tego postu wpłynęła wypowiedź Ras Fufu: http://rasfufu.salon24.pl/72479,index.html, który raczył podzielić się między innymi ze mną swoimi spostrzeżeniami i pobłażliwymi komentarzami odnośnie religii katolickiej. Jako chrześcijanin poczułem się niejako wywołany do tablicy, gdyż ten post zawiera – można powiedzieć - w pigułce zarówno ‘ekumenizm’ jak i wszystkie pseudo argumenty, którymi manipuluje się mniej lub bardziej twórczo by zdeprecjonować wiarę i religię katolicką.

Przede wszystkim chciałbym ustosunkować się do ważnej wypowiedzi Szanownego Rastamana, która jest –że tak powiem – istotą rozmywania i podważania prawdziwości religii katolickiej. Jej najbardziej popularna i zarazem kłamliwa nazwa to ekumenizm. Otóż Szanowny Autor napisał: ’Nie jestem katolikiem i o tym co dobre, a co nie, decyzje podejmuję samodzielnie. Nie określiłbym siebie jako antyklerykała, mam po prostu inne wyznanie.’. Otóż stanowczo nie zgadzam się z twierdzeniem, że kto nie jest katolikiem, ten podejmuje decyzje samodzielnie. Mam nadzieję, że był to akurat skrót myślowy do głębszej treści. Mój sprzeciw dotyczy innego-groźniejszego aspektu tego zagadnienia. Otóż każdy człowiek podejmuje swoje decyzje pod wpływem wiary bądź ideologii jaką wyznaje i według kryteriów dobra i zła zawartych w tych doktrynach postrzega świat. W tym miejscu chciałbym  zaznaczyć, że człowiek ma wolną wolę i droga, jaką wybiera jest wynikiem swobody podejmowania decyzji, niemniej koniecznym jest to, by wybór był dokonywany w oparciu o prawdę. Tu wyraźnie rozgraniczam tzw. wielkie religie, które oparte są na błędnej interpretacji Pisma Świętego (Islam), bądź na tradycji, doświadczeniach i próbach wytłumaczenia świata (hinduizm, buddyzm), od sekt, które oparte są na kłamstwie i manipulacji. Ot, choćby ruch Hare Kryszna. Co oznacza słowo Kryszna według opisu członków tej sekty, kiedy odpowiadają zaciekawionemu przechodniowi? Otóż oznacza to piękny, wszechatrakcyjny, boski, wspaniały. Więc jeżeli człowiek mantruje to imię, to właśnie uwielbia piękno, boga, świętość i jego wspaniałość. Czyli prawie jak Kościół Katolicki, który też Boga wielbi. Tymczasem sanskryckie słowo Kryszna oznacza, czarny, zły ciemny, niegodziwy. Jest to manipulacja. Jeżeli człowiek jest ignorantem religijnym, to bardzo szybko podda się takiej manipulacji, lub uwierzy w sensacje zawarte np w Kodzie Leonarda da Vinci, albo w Ewangelii Judasza.

 

Dla mnie osobiście, naprawdę najdoskonalszą (w negatywnym sensie) kompilacją błędnego (świadomego?) interpretowania Pisma Świętego i manipulacji jest ‘religia’, w którą wierzą Świadkowie Jehowy. Tam dochodzi do prawdziwych absurdów, zaprzeczeń, niekonsekwencji i celowego pomijania niektórych fragmentów Pisma Świętego by np. zamienić Krzyż Św. na pal. Kilkukrotna ( pisze z pamięci więc mogę się tu mylić, ale cztery na TAK i cztery na NIE) zmiana stanowiska w sprawie odpowiedzi na pytanie, czy mieszkańcy Sodomy i Gomory zostaną zbawieni, stanowi już prawdziwe kuriozum. Jak niebezpieczna jest ich manipulacja w stosunku do mało religijnego katolika, bądź ignoranta religijnego niech świadczy wypowiedziane przez Szanownego Autora powszechnie stosowane zdanie:‘Dla mnie kościół katolicki to miejsce gdzie ludzie przychodzą wierząc że złoty ołtarz to coś cudownego- w takim sensie że czyni to cuda.‘ - Szanowny Autor raczy sugerować, bezsens oddawania czci przedmiotom w wierze katolickiej i prawdopodobnie popiera to nieobowiązującym już dziś przykazaniem o nie oddawaniu hołdu niczemu innemu, prócz Bogu. Autor raczy nie pamiętać, lub nie zna Biblii, w której Bóg sam nakazał czcić – nazwijmy to – przedmioty. To Bóg kazał wybudować świątynie i oddawać jej cześć, to Bóg kazał Arkę Noego ozdobić cherubinami i oddawać im cześć. Tu nie ma żadnej niekonsekwencji, a takie wybiórcze przedstawianie faktów, przez Szanownego Autora każe zastanowić się nad potencjałem wiedzy w zakresie podejmowanego tematu, czy też szczerością intencji.

 

Nie zgadzam się w związku z tym z twierdzeniem ogólnym (autor go nie wypowiedział, ale ukierunkowuje na nie), że każda wiara jest dobra. Jeden bóg (piszę specjalnie z małej litery, bo Bóg jest tylko jeden) cieszy się z tego, że jego wierny wyznawca wysadza się w metrze w Londynie, lub uderza samolotem w WTC i to jest dla niego miłe, a inny bóg nakazuje by zjadać mózgi swoich nieprzyjaciół, bo to jest droga do zbawienia. Kiedy umiera Ci dziecko lub żona i jedynym ratunkiem dla niej jest transfuzja krwi, to inny z kolei bóg zabrania tego i pozwala jej umrzeć. Nie mogą istnieć religie nazywane prawdziwymi, z których jedna każe zabijać, a druga każe przebaczać. W jednej szkole uznaje się że Kopernik była kobietą, a w innej że mężczyzną. Czy te dwie prawdy – w myśl zasady, że każdy może mieć swoją prawdę – mogą istnieć równocześnie? Zasada logiki mówi jasno, że dwa zdania sprzeczne nie mogą być jednocześnie prawdziwe. Jako chrześcijanin twierdzę i wierzę w to, że moja wiara jest jedyną prawdziwą i jedyną objawioną. Nie jestem, aż takim fachowcem by podejmować się sporów doktrynalnych wymagających doskonałej wiedzy teologicznej, ale Kościół Katolicki w osobach wielu znakomitych postaci jest otwarty na wszelkie doktrynalne spory z innymi tzw. wielkimi religiami uważającymi się za prawdziwe. Tylko czy prócz nazywania Kościoła Katolickiego nietolerancyjnym, te tzw. religie są gotowe? Tak na marginesie słowo tolerancja jest obce objawieniu chrześcijańskiemu. Nie ma czegoś takiego w katolicyzmie jak tolerancja. Jest Miłość do każdego człowieka, nawet nieprzyjaciela, ale nie oznacza to akceptacji dla jego poglądów. Z poglądami mam prawo a nierzadko obowiązek polemizować. Więc jak wygląda dyskusja doktrynalna pomiędzy Kościołem Katolickim a innymi? Żydzi mają oficjalny zakaz. A Muzułmanie? Rozmawiają by wykazać nieprawdziwość katolickiej religii? Kościół Katolicki jest jedynym – można powiedzieć – kościołem naukowym, a religia katolicka jedyną naukową religią na świecie. Wiarę swoją opiera na dwóch filarach: ‘wiara i rozum’. Wiara katolicka szanuje ludzkie poznanie, wręcz zachęca do badania, jest wręcz wiarą szukająca zrozumienia. Czy to nienaturalne zjawisko, że ksiądz jest jednocześnie doktorem biologii, a nawet fizykiem kwantowym w stopniu profesora? Czy nie jest zastanawiające, że wraz z pogłębianą wiedzą umacnia się ich wiara? Nie przypominam sobie imama ze stopniem profesora, ani rabina, ani mnicha buddyjskiego.

 

Szanowny Autor – tak ja go przynajmniej zrozumiałem – lansuje stanowisko, że katolik żyje sobie, a on sobie. Katolik jest indoktrynowany, a rastaman jest cool. Do tego zdania się nie odnoszę bo Szanowny Autor – w moim mniemaniu – raczy nie rozumieć słowa indoktrynacja, bądź, choćby szczątkowa wiedza o takich zjawiskach jak judaizm i islam (czysto dla celów porównawczych) jest mu obca. Dla Szanownego Autora narkotyki tzw. miękkie są w porządku. Tylko że, nie ma czegoś takiego jak podział na narkotyki miękkie, czy twarde w żadnej wierze. Ten podział został dokonany przez polityków i jest tworem sztucznym, i – jak mniemam – dla Szanownego Autora wygodnym. Pewne narkotyki czy substancje odurzające były używane zawsze jako konieczny i niezbędny element obrzędów w religiach hinduistycznych, czy wyznaniach ludów basenu morza karaibskiego. Walka z nimi (narkotykami), to niejako walka z jakimś wyznaniem, więc – w myśli szeroko pojętej i stosowanej najczęściej przez totalnych abnegatów tolerancji religijnej - najprościej jest zmienić klasyfikację i wprowadzić pojęcie tzw. narkotyków miękkich, co nastąpiło. Kiedy słyszy się relacje ludzi, którzy mieli kontakt np. z Sai Babą, dowiadujemy się że w pomieszczeniu, w którym on raczy przyjmować panuje niemal niebiański nastrój. Ludzie są wręcz oszołomieni. Czy byliby tak samo oszołomieni, gdyby naraz wynieść wszystkie kadzidełka i inne – nazwijmy to – substancje? Czy czuliby boską moc, gdyby powyłączać muzyczki, cykady i inne instrumenty?

 

Polemika, bądź samo podnoszenie kwestii równości religii (tym bardziej, że czyni się to na płaszczyźnie emocjonalnej, a nie doktrynalnej) przypomina mi scenę z Monty Pythona, kiedy jeden rycerz obciął drugiemu ręce i nogi, a tamten zaproponował wynik pojedynku ‘Dobra, niech będzie remis’. 

 Pozdrawiam

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka