Kiedy patrzę na to, co dzieje się z nami i wokół nas, kiedy dostrzegam jak wiele z dawnych nadziei na Polskę naszych marzeń zwiędło zanim zdążyło rozkwitnąć, kiedy widzę polityczną i medialną pogardę dla tych z nas, którzy nie są skłonni myśleć wyłącznie według wskazań salonów, autorytetów i elit – wówczas… coraz częściej dochodzę do wniosku, że ten, napisany przed wielu laty, wiersz nabiera jakże gorzkiej aktualności.
CO SIĘ W NAS TLI…
Ponoć gniewu w nas nie ma, tylko otępienie,
Co się z lęku wykluło, a może z rozpaczy.
Ponoć wszystko w nas zgasło i żadne marzenie
Nie podźwignie nas z kolan, celu nie wyznaczy.
Jesteśmy ponoć cisi, dobrze udeptani,
Pochyleni nad miską, warczący na siebie,
Nauczeni pokory i na nią skazani
Jak na życie z dnia na dzień o łaskawym chlebie.
Ponoć gniewu w nas nie ma, a sumienie spsiałe
Uszy po sobie kładzie, skomli i waruje.
A gdy szczeka to widać, że kły ma spróchniałe.
A gdy trzeba to rękę z kijem oblizuje.
Tak mówią i w to wierzą, lecz tylko my wiemy,
Co się w nas tli naprawdę, co w nas czasem płacze.
A choć kark nam przygięto –jeszcze się dźwigniemy.
Spadną z nas, jak łachmany, klęski i rozpacze.
Bośmy w porę schowali – w ciepło, za pazuchę,
Drobne pisklę nadziei, by ogrzać je sercem.
Bośmy ziarno ukryli na przyszłą otuchę –
Iskrę ognia, co świeci w długiej poniewierce.
* * *
I teraz, jak przed laty, pospołu czuwamy
Aby pisklę nie zmarło, ziarno nie spleśniało.
Aby nie zgasła iskra, która chronić mamy
Do chwili, kiedy z kolan powstaniemy śmiało...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)