90 obserwujących
356 notek
961k odsłon
5379 odsłon

Ameryka zaprasza sojuszników Rosji do współpracy.

Wykop Skomentuj41

Wiele wskazuje na to, że zakończony niedawno „objazd” krajów wywodzących się z byłego ZSRR przez szefa Departamenta Stanu Mikea Pompeo nie był tylko rutynowym, dyplomatycznym przedsięwzięciem, ale jest częścią szerszej, przemyślanej i wcześniej przygotowanej strategii.

Co pozwala formułować tego rodzaju pogląd? Otóż na 3 tygodnie przed rozpoczęciem wizyty, która, przypomnijmy została opóźniona z powodu ataku na irańskiego generała Solejmaniego, na lotnisku Manas, w Biszkeku, stolicy Kirgistanu wylądował samolot linii Hillwood Airways, który przywiózł ładunek dyplomatyczny. Cała sprawa nie wydawała się ciekawa, gdyby nie fakt, że po jego odbiór zjawiło się 15 amerykańskich dyplomatów z tamtejszej placówki, którzy przejęli ważący 880 kilogramów ładunek zapakowany w 26 pakunkach. Kirgiski portal Kabarlar.kg opisujący całą sprawę publikuje też serię zdjęć z wyładunku bagażu dyplomatycznego. Ten ciekawy fotoreportaż nie jest zasługą, jak można się domyślać, miejscowych dociekliwych reporterów, ale lokalnego wywiadu mającego rutynowo pod obserwacją podobne operacje. Dziennikarze dowodzą, że wyładowane pakunki zawierały gotówkę. Łącznie 60 milionów dolarów, co w przeliczeniu na miejscową walutę daje 4 mld 200 mln somów. Trzeba pamiętać, że Kirgizja jest bardzo biednym, środkowoazjatyckim krajem w którym PKB liczone na głowę mieszkańca wynosi około 1200 dolarów, więc kwota która przyleciała do Biszkeku ma znaczenie. Opisujący cała sprawę dziennikarze nie siląc się na bezstronność argumentują, że fundusze te mają na celu sfinansowanie działań kirgiskiej opozycji w przeddzień zapowiadanych na jesień wyborów parlamentarnych. W kraju, w którym już dwukrotnie w przeszłości dochodziło do przewrotów w wyniku demonstracji i protestów i w którym permanentnie utrzymuje się stan napięcia między północą a południem wybory to niebezpieczny czas. Tym bardziej w sytuacji, kiedy były prezydent Atambajew znajduje się w więzieniu, a obecny Żeenbekow oskarżany jest przez opozycję o uzurpację władzy, zapędy autorytarne i oddawanie kraju Chińczykom i Rosjanom. Atambajew, kiedy był jeszcze prezydentem, ujawnił kulisy likwidacji amerykańskiej bazy wojskowej (powstałej w czasach wojny z Talibami). To ciekawe informacje, bo rzucają nieco światła na geopolityczny wymiar tego co się już dzieje i co może dziać się w regionie w najbliższym czasie. Otóż w przeddzień zakończenia swego urzędowania w lipcu 2017 roku Atambajew spotkał się z dziennikarzami na jednej z ostatnich konferencji prasowych i w niezobowiązującej atmosferze (przyszedł bez krawata) mówił o swojej właśnie się kończącej prezydenturze. I tu pojawiła się ciekawa informacja. Jak powiedział zgromadzonym dziennikarzom podjął decyzję (w 2014 roku) o tym, aby nie przedłużać ze Stanami Zjednoczonymi umowy na dzierżawę bazy lotniczej w jego kraju, bo jak się wyraził, „niektóre państwa” uprzedziły go, że w razie konieczności mogą zdecydować się na atak rakietowy na amerykańskie instalacje wojskowe. Żeby nie było wątpliwości, Atambajew odmówił odpowiedzi, o których państwach mówi, ale całą konferencję rozpoczął od informacji, że opowie, dlaczego nie jest lubiany ani w Moskwie ani w Waszyngtonie. A po tym, jak skończył mówić o bazie amerykańskiej zaczął opowiadać, dlaczego zdecydował się na skrócenie ( z 49 i automatycznego przedłużenia na następne 25 lat do 15 lat) okresu dzierżawy przez Rosjan bazy lotniczej Kant. Jak już pisałem władzę w Kirgizji objął były spiker miejscowego parlamentu Żeenbekow, który dał się zapamiętać m.in. tym, iż przed wyborami pojechał do Moskwy i tam proponował Rosjanom umiejscowienie w Kirgizji ich drugiej bazy. Zdaniem obserwatorów coś zaczyna dziać się w tej środkowoazjatyckiej republice, o czym świadczą dwa niespodziewane zgony, które dosłownie w ostatnich dniach miały miejsce. W Moskwie zmarł syn byłego prezydenta Askara Akajewa, Ajdar (44 lata, przyczyna - niespodziewane zatrzymanie akcji serca), oraz syn brata Askara Akajewa, Kuban Akajew (59 lat). Może to przypadkowe zgony, ale w kraju gdzie polityka oparta jest na więziach rodzinnych i klanowych tego rodzaju epidemia musi budzić zaciekawienie.

Co jest istotnego w tym, że Amerykanie przywieźli sporo gotówki do Biszkeku? Przede wszystkim informacja, iż przywieźli jej więcej niźli w poprzednich latach. Znacznie zwiększyli tez budżet kirgiskiej rozgłośni Radia Wolna Europa, której zresztą będąc w Kazachstanie wywiadu udzielił Mike Pompeo. Wszystko wzięte razem, oznacza, że Waszyngton zwiększa zainteresowanie państwami regionu, co ma zresztą wymiar zarówno antyrosyjski jak i antychiński. Ten ostatni wątek był silnie podkreślany w trakcie pobytu Mikea Pompeo w Kazachstanie, gdzie amerykański Sekretarz Stanu mówił nie tylko o inwestycjach w kazachski sektor naftowy (35 mld dolarów), ale również podniósł niezwykle drażliwą sprawę prześladowań Ujgurów w nadgranicznej prowincji Sinciang zamienionej jak informują światowe media przez Pekin w jeden wielki obóz koncentracyjny, a raczej Gułag, gdzie do niewolniczej pracy zmuszanych jest ponad milion osób. Ujgurzy, grupa etniczna pochodzenia tureckiego są uznawani w Kazachstanie za część narodu a skierowane przeciw nim represje budzą spore emocje. Trzeba też pamiętać, że za czasów sowieckich dwukrotnie (w 1933 oraz w 1943 roku) Ujgurzy „wybijali się na niepodległość” a separatystyczne nastroje są tam nadal silne. Jeśli zatem Waszyngton postanowił zagrać tą kartą, to jest to posunięcie o charakterze wyraźnie antychińskim, tym bardziej, że w Kazachstanie w tym roku dochodziło do wymierzonych w Pekin demonstracji.

Wykop Skomentuj41
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka