Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
25 obserwujących 172 notki 264985 odsłon
Marek Budzisz, 2 sierpnia 2017 r.

Nawalny, jako drugi Jelcyn.

1029 11 0 A A A
Vrubel Dmitry, facebook
Vrubel Dmitry, facebook

W rosyjskim necie furorę robią zamieszczone zdjęcia, opatrzone komentarzem – ZSRR, 1956 rok, Swierdłowsk. Borys Jelcyn przewidziawszy swoją fatalną pomyłkę z następcą, posyła w przyszłość samego siebie, aby ją naprawić.  Na umieszczonych obok siebie fotografiach widzimy młodego, późniejszego pierwszego prezydenta Rosji i uważanego przez wielu za lidera anty-putinowskiej opozycji blogera Nawalnego. Podobieństwo, co nie trudno spostrzec, uderzające. Dla niezorientowanych wyjaśniam, następcą wybranym przez Jelcyna, jest urzędujący i szykujący się, jak wieść niesie, do swej czwartej kadencji, rosyjski prezydent.

Popularność materiału zdaniem wielu obserwatorów świadczy o kilku sprawach. Po pierwsze Rosjanie zaczynają odczuwać tęsknotę za czasami Jelcyna. I oczywiście nie chodzi tu o wszechwładzę oligarchów i rozsypujące się na ich oczach państwo, ale o większą dozę wolności i swobody. Po drugie wydaje się, że nadal obecny model propagandowy zaczyna przeżywać kryzys. W kanałach telewizyjnych nadal silniej niźli wewnętrzne problemy akcentuje się zarówno międzynarodowe sukcesy Moskwy (Syria), jak i pokazuje Rosjanom gorszą sytuację sąsiadów. Message jest prosty – u innych jest gorzej niźli u nas. Rosja jest w porównaniu np. z Ukrainą oazą spokoju i stabilności, a w relacji z Białorusią oazą dobrobytu. Tylko, że ten sposób perswazji powoli przestaje działać, zaufanie do kontrolowanej przez władze telewizji spadło po raz pierwszy do poziomu poniżej 50 % i wszystkie badania socjologiczne pokazują, że np. dla ludzi młodych większe znaczenie niżli audycje telewizyjne zaczynają mieć treści przekazywane za pośrednictwem netu – krótkie, inteligentne i niezwykle dla władz nieprzyjemne wiadomości, takie jak reprodukowana wyżej.

I wydaje się, że władza a przynajmniej jej część, powoli zaczyna to dostrzegać. Wczoraj media poinformowały o rozdysponowaniu grantów dla organizacji społecznych i pozarządowych z funduszów prezydenckich. Na czele komisji decydującej, kto pieniądze dostanie, a kto zaś nie, stał Sergiej Kirijenko, zastępca szefa administracji prezydenta kierujący również na Kremlu przygotowaniami do wyborów. Rozpatrzono 970 projektów złożonych przez ponad 300 organizacji. I tu niespodzianka. Grantów, po raz pierwszy od 2012 roku, nie dostała znana również i u nas organizacja Nocne Wilki, chcąca za publiczne pieniądze zbudować m.in. motocyklową trasę podmoskiewskiego parku patriotycznego budowanego przez armię. Ale na liście obdarowanych znalazły się takie „podejrzane” i wpisane przez władze na listę „agentów zagranicznych” organizacje jak Centrum Lewady. Decyzja komisji wywołała w Rosji konsternację i już teraz niektórzy komentatorzy upatrują w niej sygnału, iż przed nadchodzącymi wyborami władze chciałyby nieco zmienić swój wizerunek.

Ale to nie jedyna informacja mogąca o tym świadczyć. Kommiersant drukuje wywiad z Ellą Pamfiłową, stojącą na czele rosyjskiej komisji wyborczej. Mówi ona w nim, że właśnie odbyło się „na wysokim szczeblu” spotkanie, w którym uczestniczył m.in. Kirijenko. I jednym z efektów tego spotkania jest to, że władze zaczynają się zastanawiać czy wprowadzony jakiś czas temu tzw. municypialny filtr dobrze spełnia swoją rolę. Przypomnijmy. Trochę wzorem regulacji francuskich w Rosji wprowadzono zasadę, że chcący kandydować w wyborach na szczeblu lokalnych (np. na gubernatorów) muszą, zależnie od regionów, uzyskać podpisy od 5 do nawet 10 % lokalnych deputowanych. W rosyjskiej praktyce oznacza to, że bez poparcia prorządowej partii Jedna Rosja takie kandydatury nie mają szans na rejestrację. Komórki partyjne dają podpisy, równoznaczne ze zgodą na kandydowanie, tym, którzy nie zagrażają ich pozycji – najczęściej stronnikom Żyrinowskiego, wysuniętym przez rozmaite organizacje kombatanckie, czy działaczom formacji nacjonalistyczno – patriotycznych. Opozycja nie ma szans, nawet komuniści nieraz są postrzegani, jako zbyt niezależni. W ten sposób przepadł w Jekateryngurgu Jewgenij Rojzman, niezależny, choć popierany przez Jabłoko, mer tego miasta. I teraz władza zaczyna się zastanawiać, czy tego rodzaju konstrukcja ma sens. Mówi o tym wprost Pamfiłowa, argumentując, że w rezultacie wprowadzenia „filtru” zabijana jest konkurencja wyborcza. A to w praktyce oznacza, że społeczne niepokoje i niezadowolenie nie znajduje ujścia w akcie wyborczym i przenosi się na ulice. I w związku z tym nie można wykluczyć, że wprowadzone zostaną regulacje umożliwiające większą konkurencję. Ale to nie jedyna interesująca informacja. W innym miejscu Pamfiłowa mówi, a gazeta wybija jej słowa, że w wyborach nie jest ważna frekwencja, ale to, aby były one sprawnie policzone i uczciwie przeprowadzone. Czyżby zapowiedziany przez Kirijenkę jeszcze wczesną wiosną wyborczy cel Kremla na wybory prezydenckie – 70 % poparcia przy 70 % frekwencji, przestawał być aktualnym?

Opublikowano: 02.08.2017 09:24. Ostatnia aktualizacja: 02.08.2017 19:21.
Autor: Marek Budzisz
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję za zwrócenie uwagi. Ten zawstydzający błąd ortograficzny jest efektem pośpiechu....
  • Chodziło oczywiście o ruble. Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.
  • Byłby to wspaniały prezent na 100 lecie odzyskania niepodległości, gdyby udałoby się to...

Tematy w dziale Polityka