87 obserwujących
349 notek
890k odsłon
6254 odsłony

O perspektywie opuszczenia przez Turcję NATO.

Wykop Skomentuj65

W rosyjskich niezależnych kanałach informacyjnych na platformie Telegram przeczytać można doniesienia, których autorzy powołując się na przecieki z administracji rosyjskiego prezydenta, twierdzą, że w Moskwie trwają właśnie intensywne negocjacje między Rosją a Turcją. Ich zasadniczym celem jest wsparcie Ankary w zakresie jej polityki stopniowego redukowania związków z NATO, nie wykluczając nawet opuszczenia Sojuszu. Dziennikarze piszą o tym, że chodzić może w pierwszym rzędzie o zamknięcie amerykańskiej bazy İncirlik, ale przede wszystkim o wypełnienie przez Rosję luki w dostawach dla Turcji broni i uzbrojenia, jeśliby doszło do zerwania Ankary ze Stanami Zjednoczonymi. Ponoć Putin miał zaproponować Erdoganowi, że w ciągu trzech najbliższych lat Rosja jest w stanie całkowicie zastąpić w tym względzie dostawy amerykańskie. Chodzi w tym wypadku nie tylko o sprzedaż myśliwców V pokolenia, ale również całego spektrum sprzętu wojskowego, i wspólne prace nad nowymi rodzajami broni. Musi być coś na rzeczy, bo 19 maja, w trakcie spotkania w Stambule z młodzieżą, turecki prezydent powiedział, że jego kraj „będzie wspólnie z Rosją pracował nad nowymi systemami rakietowymi S 500”. Dodał co prawda, że Turcja otrzyma zarówno rosyjskie S 400, jak i amerykańskie F 35, ale nie poinformował uczestników zgromadzenia w jaki sposób chce to osiągnąć.  

    Może być to trudne, bo właśnie amerykański kanał telewizyjny CNBS podał informację, że Waszyngton wystosował pod adresem Ankary ultimatum – Erdogan ma dwa tygodnie na przerwanie dealu w sprawie zakupu S-400 z Rosjanami, jeśli tego nie uczyni, to spotka go „surowa kara” w postaci nieuchronnych sankcji. Anonimowe źródła z Departamentu Stanu, na które powołują się dziennikarze miały też informować, że Ankara ma czas na podjęcie decyzji do końca pierwszej dekady czerwca, a także o tym, iż Waszyngton zaproponował jej dostawy systemów Patriot w miejsce rosyjskich S – 400. Na początku maja w wywiadzie telewizyjnym turecki wiceprezydent Fuat Oktay, po sformułowaniu podobnego ultimatum przez Kongres powiedział, że „Turcja się nie ugnie”.

    Nacisk z drugiej strony jest nie mniejszy, tylko, że innego rodzaju. Trwa właśnie ofensywa syryjskiej armii rządowej na prowincje Idlib, która jest ostatnią strefa bezpieczeństwa w północnej Syrii. Schroniło się w niej 3 mln ludzi, nad bezpieczeństwem czuwać miały (w świetle porozumień) wspólnie Rosja i Turcja. Ale zdaniem Moskwy, enklawę opanowały siły formacji Hayat Tahrir al-Sham, których 50 tys. bojowników Rosja uważa za terrorystów. Rozpoczęły się intensywne naloty rosyjskiego lotnictwa, potem na pewien czas przerwane, w związku z niedawna wizytą Erdogana w Soczi, ale ostatnio znów wznowione. Siły rządowe zbliżyły się do tureckich posterunków obserwacyjnych, a których dwa zostały ostrzelane, a pełniący tam misję patrolową tureccy żołnierze ranieni. Obecnie trwają ponoć w Teheranie intensywne rokowania przedstawicieli dyplomatycznych w towarzystwie reprezentantów służb specjalnych, które miałyby doprowadzić do jakiejś nowej formuły uregulowania. Ale fala uchodźców, na razie relatywnie niewielka bo licząca, jak się szacuje 150 tys. ludzi, już ruszyła w stronę tureckiej granicy. Rozmowy w Iranie są o tyle ciekawe, że podobno uczestniczą w nich przedstawiciele reżimu Asada, a nie wykluczone, że i on sam. Ich oczywistym celem jest nie tylko doprowadzenie do kolejnego spotkania tzw. trójki z Astany, ale ruszenie z miejsca samego procesu politycznego uporządkowania i uspokojenia sytuacji w Syrii. O co chodzi? Otóż Damaszek, namawiany jak się wydaje przez Moskwę, rozważa koncepcję szerokiej autonomii dla syryjskich Kurdów oraz podziału dochodów z eksploatacji pól naftowych znajdujących się na wschodzie kraju, który dziś w większej części kontrolują formacje kurdyjskie. Takie porozumienie mogłoby doprowadzić do sytuacji, kiedy można byłoby ogłosić zakończenia wojny. Tylko, że Turcja, dla której Kurdowie, jak uważają tureckie elity stanowią główne zagrożenie nie jest tym zainteresowana. Mało tego, jej cała bliskowschodnia polityka skoncentrowana jest w niemałej części na pozbawieniu Kurdów zarówno zasobów finansowych, jak i możliwości działania. Świadczą o tym niedawne rozmowy Erdogana z Adel Abdul Mahdim, premierem Iraku, jakie miały miejsce w Ankarze. Prócz kwestii współpracy gospodarczej (Turcja jest dziś najważniejszym partnerem handlowym Bagdadu) rozmawiano o naprawieniu ropociągu z Kirkuku do tureckiego portu Ceyhan, który został uszkodzony przez ISIS w 2014 roku, ale również, a może przede wszystkim, padła w ich trakcie propozycja budowy nowej nitki, inną trasą – z prowincji Salahuddin, przez Kirkuk i Mosul przecinałaby granicę z Turcją w Fish Khabur. 16 maja iracki minister ds. ropy naftowej potwierdził istnienie tego rodzaju planów. Chodzi nie tylko o budowę nowego rurociągu mającego mieć 350 km długości i zdolność do przesyłania 1 mln baryłek ropy dziennie, ale również o deklaracje Turcji, iż chce kupować więcej węglowodorów od Iraku. Jest to element polityki Ankary, która z jednej strony chce przekształcić Turcję w lokalny hub energetyczny, a z drugiej dąży do zbudowania alternatywnych, wobec dotychczasowych źródeł zaopatrzenia w węglowodory. Ale nie można też tracić z oczu antykurdyjskiego wymiary tej propozycji, zwłaszcza, że towarzyszyła jej inna – otworzenia nowego przejścia granicznego między Turcją a Irakiem na terenach kontrolowanych przez Bagdad, co byłoby alternatywą wobec jedynego działającego przejścia granicznego w Habur, które znajduje się na terenie autonomii kurdyjskiej.

Wykop Skomentuj65
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka