84 obserwujących
341 notek
847k odsłon
5428 odsłon

Zamieszki w Gruzji – zastanawiające sploty wydarzeń.

Wykop Skomentuj45

Zdaniem niezależnych dziennikarzy rosyjskich Moskwa zadziwiająco szybko i stanowczo zareagowała na wydarzenia w Tbilisi. Natychmiast po pierwszych informacjach na temat tego co się wydarzyło zwołano posiedzenie Rady Bezpieczeństwa i zaraz potem ogłoszono, że rosyjskie władze zakazują lotów, najpierw była mowa o formach rosyjskich, a potem doprecyzowano, że tym embargo objęte są wszystkie, w tym i gruzińskie linie lotnicze. Warto zwrócić uwagę na oficjalne uzasadnienie takiego kroku. Otóż Putin powiedział, że ma to związek z „antyrosyjską histerią”, która ogarnęła Gruzję i w związku z tym zachodzi obawa o bezpieczeństwo tysięcy rosyjskich turystów odpoczywających w kurortach nad Morzem Czarnym. Opinii Kremla nie zmieniły artykuły, które pojawiły się nawet w rosyjskich mediach, w których przeczytać można świadectwa Rosjan, zarówno tych którzy mieszkają w Gruzji, jak i turystów, że z żadnymi objawami „rusofobii” nigdy się w Gruzji nie zetknęli. Można, zdaniem wypowiadających się w tej sprawie, mówić jedynie o tym, że Gruzinom nie podoba się polityka rosyjskich władz, ale to jeszcze nie jest niechęć do Rosjan, tym bardziej nie rusofobia. Ale nie przeszkodziło to sygnatariuszom listu, bo i taki powstał, w tym i zakorzenionym w Rosji gruzińskim inteligentom napisać, że w Tbilisi „doszli do głosu faszyści” (brzmi znajomo?). Ramzan Kadyrow, znany ze swych wojowniczych wypowiedzi, powiedział komentując całą sprawę, że Gruzini „doigrali się” i najwyraźniej nie odpowiada im, to, że zarobili na rosyjskich turystach w ubiegłym roku 3,5 mld dolarów. Przy okazji powiedział też, co zabrzmiało jak groźba, że od Groznego do Tbilisi jest niecałe 200 kilometrów oraz, że w Rosji mieszka obecnie milion Gruzinów. A trzeba pamiętać, że w Wąwozie Panksi, przez który przebiega szlak komunikacyjny łączący Czeczenię z Gruzję niedawno miały miejsce antyrządowe protesty. W istocie utrata dochodów związanych z rosyjskimi turystami, nadal chętnie przyjeżdżającymi do gruzińskich kurortów, może być też dla gospodarki kraju dotkliwa i zniwelować osiągnięcie obecnego rządu w kwestiach gospodarczych (w ubiegłym roku 5 % poziom wzrostu).

    Wydaje się też, że ostatnie wydarzenia w stolicy Gruzji są kolejną z co najmniej kilku, prowokacji, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. To zastanawiające nasilenie się wydarzeń, a zwłaszcza ich koncentracja w czasie, każe zastanawiać się czy mamy do czynienia z przypadkiem, czy może czymś zgoła innym.

    Na początku czerwca w Stanach Zjednoczonych przebywał gruziński premier Mamuka Wachtadze. W skład delegacji wchodził tez minister obrony Lewan Izoria. Premier spotkał się m.in. z szefem Departamentu Stanu Pompeo, który po tej wizycie powiedział m.in. iż „Gruzja nigdy nie straci poparcia Stanów Zjednoczonych”. A minister obrony, po rozmowach w Departamencie Obrony poinformował, że najprawdopodobniej jesienią obydwa kraje podpiszą trzyletnią ramową umowę o współpracy Gruzja – Stany Zjednoczone, co zdaniem Tbilisi nie tylko pomoże realizować plan polegający na poczynieniu kolejnych kroków celem wstąpienia do NATO, ale przede wszystkim wzmocni gruzińską armię. Zapowiedziano też, że w ramach tego porozumienia Tbilisi całkowicie zrezygnuje z zakupów rosyjskiej broni i uzbrojenia, to co jeszcze w arsenałach zostało odda na złom, a zaopatrzenie wojskowe realizować będzie w Stanach Zjednoczonych. O wstąpieniu do NATO mówił w Stanach Zjednoczonych wiele również Wachtadze, argumentując, że jest to cel o charakterze narodowym powszechnie uznawany (80 % Gruzinów jest za), niezależnie od politycznych podziałów. Wcześniej, jeszcze przed wylotem do Waszyngtonu informował on o zamiarze jego kraju, aby uprościć procedury związane z zawijaniem okrętów państw NATO do gruzińskich portów. Ta ostatnia deklaracja została sformułowana w związku ze wspólnymi ćwiczeniami morskimi, jakie miały miejsce w kwietniu. Uczestniczyły w nich jednostki z kilku państw NATO (Turcja, Holandia, Bułgaria, Rumunia) oraz jednostki ochrony wybrzeża Gruzji. Jednak Moskwę najbardziej zaniepokoiły ćwiczenia sztabowców Gruzji oraz 24 państw zarówno z NATO jak i nie wchodzących w skład Sojuszu (Szwecja, Finlandia, Azerbejdżan), które miały miejsce w kwietniu tego roku w Tbilisi. Chodziło nie tylko o skalę przedsięwzięcia, ale i ona została zauważona, ale o dwie inne kwestie. Po pierwsze oficerowie przybyli do Gruzji zostali na czas ćwiczeń formalnie podporządkowani gruzińskiemu Sztabowi Generalnemu, co zdaniem rosyjskich obserwatorów świadczy o postępującej, faktycznej integracji gruzińskich sił zbrojnych z NATO, ale przede wszystkim niepokoi kluczowa kwestia – cel ćwiczeń. Był nim przygotowanie możliwej reakcji państw NATO na zagrożenie bezpieczeństwa państw nie będących członkami Sojuszu i w związku z tym nie podlegającymi ochronie na podstawie art. 5. Zostało to w Rosji dość jednoznacznie odczytane jako rozciągnięcie parasola, a przynajmniej krok w tym kierunku, Paktu nad państwami spoza bloku, które położone są zarówno na południowej – kaukaskiej flance, jak i na Północy.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka