W cieniu dyskusji o tym, czy urzędnik zabierze nam dzieci za klapsa niemal nie zauważona przechodzi inna, o wiele groźniejsza zmiana w kodeksie postępowania karnego – art. 275a. Wszystko oczywiście w ramach walki z przemocą w rodzinie. Nowy paragraf umożliwia prokuratorowi usunięcie z mieszkania na 3 miesiące oskarżonego o przemoc, nawet jeśli jest ono jego własnością. Co to może oznaczać w praktyce? Jeśli ustawa uznaje za przemoc cyt. „„narzucanie własnych poglądów” czy„krytykowanie zachowań seksualnych” syn obsztorcowany za palenie papierosów, czy późny powrót do domu może wezwać policję, poskarżyć się na zacofanych rodziców…i jak będą mieli pecha nie zdążą nawet spakować szczoteczek do zębów. Warto tu wspomnieć, iż autorzy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pierwotnie chcieli dać te uprawnienia policji. To oczywiście przejaskrawiony przykład ilustrujący możliwość nadużyć ale jest więcej niż pewne, że z oferowanych przez nowe prawo możliwości ochoczo skorzystają skłóceni małżonkowie.
Równo rok temu Anna Szulc z „Przekroju” opublikowała artykuł „Molestowani ojcowie, czyli gra w pedofila”. Opisuje w nim, jak przedsiębiorcze matki eliminują ojców z mieszkań i życia swoich dzieci. Pozwolę tu sobie zacytować jego fragment – ofertę pomocy jaką udającej mamę dziennikarce złożyła specjalistka od przemocy seksualnej:
– Przeprowadzę z panią wywiad, a następnie porozmawiam z dzieckiem – deklaruje specjalistka.
– A potem powiem, co robić, krok po kroku, by sprawą szybko zainteresowała się prokuratura. Później znów się spotkamy, bo prokurator każe mi dziecko jeszcze raz, dokładniej przebadać, a sąd powoła mnie na biegłą.
Kiedy opinia biegłej trafia do sądu ten, zanim jeszcze zapadnie wyrok automatycznie zawiesza kontakty oskarżanego z dziećmi, czyli także… z jego mieszkaniem, gdzie z mamą pomieszkują maluchy. Na korytarzach sądowych adwokaci z nostalgią wspominają czasy, gdy rozwodzący się małżonkowie oskarżali się o tak banalne przewiny, jak alkoholizm, czy niegospodarność. Żartują, że dziś, jak nie ma prawdziwego wesela bez wódki, nie ma prawdziwego rozwodu bez molestowania. Nowe prawo zafunduje nam jeszcze więcej emocji, możliwość dokopania partnerowi bez zawracania sobie głowy psychologami, manipulowania dziećmi. Jeśli pani domu zechce wysiudać z domu lubego wystarczy, że poskarży się na tzw. przemoc psychiczną, a eks mąż przez kilka miesięcy będzie walczył na dworcu z innymi bezdomnymi, o czysty karton po bananach. Paradoksalnie na nowym prawie mogą skorzystać dzieci. Kiedy skłóceni małżonkowie otrzymają nową, bardziej poręczną pałkę do okładania partnera może im się już nie chcieć wplątywać potomstwa w swoje spory. Mam jednak wątpliwości, czy taka myśl, jeśli jakaś w ogóle przyświecała autorom ustawy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)