Rozmawiałem kiedyś ze śliczną stewardesą o jej ciężkiej pracy i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie mizerne zarobki doskwierają jej najbardziej, a polski savoir vivre. Najmocniej irytowali ją nawet nie upici darmowymi drinkami Polonusi z Jackowa, a objaśnianie cudzoziemcom polskiego obyczaju klaskania po lądowaniu. W zależności od humoru tłumaczyła zagranicznym gościom, że to reakcja na dowcip żegnającego się z podróżnymi kapitana, bądź też epatowała ich opowieściami o licznych katastrofach naszych samolotów i wdzięczności pasażerów za to, że udało im się przeżyć. Prawdopodobnie nikt nie potrafi wyjaśnić kiedy narodził się ten obyczaj ale stał się tak nierozerwalnym elementem latania po polsku, że w samolotach innych linii cisza i obojętność pasażerów aż biją po uszach.
W podobny sposób narodził się zapewne inny, dziwaczny obyczaj dziękowania po wyjściu z windy. Nie dziękujemy towarzyszom kilkunastogodzinnej podróży osobowym z Przemyśla do Szczecina, tramwajarzowi, czy kierowcy autobusu. Jednak przypadkowych ludzi, którzy przejechali z nami kilka pięter traktujemy jak wyjątkowo hojnych dobroczyńców. Moja stewardessa wyjaśniłaby mi to wdzięcznością za to, że nie zostaliśmy pchnięci nożem między piętrami, okradzieni lub zgwałceni ale wolałem zapytać o to dziwactwo inny autorytet - znajomą, która jeździła windami zanim Hitler napadł na Polskę. Starsza pani przyznała, że obyczaj to świeżej daty ale sama mu się poddała. Jej zdaniem te cudaczne zachowania uwidaczniają potrzebę Polaków bycia dobrze wychowanymi, a to naprawdę wielki sukces, na który wcześniej pracowało wiele pokoleń magistrów elegancji. I przytoczyła w tym miejscu kilka anegdot o muszlach klozetowych, spłuczkach, spluwaczkach i nabierających ogłady chłopskich posłach w sanacyjnym sejmie, przy których nawet machający wibratorem J. Palikot, J. Senyszyn w kabaretkach, czy mordujący przytopione laptopy politycy PiS wyglądaliby jak mężowie stanu.
Przyznam, ze staruszka zaraziła mnie swoim optymizmem. Jeżeli taka ma być cena przemian w polskiej polityce to ja się zgadzam. Nawet jeśli pewnego dnia elementem lokalnego savoir vivre’u będzie klepanie po plecach tramwajarzy, czy całowanie w policzki ekspedientek może naprawdę warto to wszystko przeczekać.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)