witas1972
"Chłopcy silni jak AZOV stal, Oczy patrzą się w dal, Nic nie znaczy nam wojny pożoga, Hej sokoli nasz wzrok, W marszu sprężysty krok, I pogarda dla śmierci i wroga, Gotuj broń, Naprzód marsz ku zwycięstwu!!!
102 obserwujących
855 notek
1608k odsłon
  1846   7

Spod Mińska do Warszawy'44 - losy najbardziej niesamowitego oddziału Armii Krajowej

   "Wobec braku zaopatrzenia, bez wsparcia z Komendy Głównej AK, dowódca Polskiego Oddziału Partyzanckiego zawiązał taktycznie lokalny pakt o nieagresji z okupantem niemieckim, przewidujący dozbrojenie oddziału polskiego przez Niemców. Była to jedyna szansa na pozostanie w terenie i ochronę ludności polskiej przed partyzantami sowieckimi." Poinformował Komendę Okręgu AK w Lidzie. W styczniu 1944 r. przybył jej delegat, Komendant Obwodu V Stołpce Aleksander Warakomski (ps. "Świr"), który całkowicie poparł decyzje por. "Góry". 9
   W ciągu kilku miesięcy oddział rozrósł się do ponad 800 ludzi (w tym polscy uciekinierzy przymusowo wcieleni do oddziałów sowieckich, m.in. dezerterzy z Wehrmachtu - Kaszubi: kapral Antoni Okrój ps. "Łabuda" i wachmistrz Bruno Dawidowski). Ze względów ciągłej wojny podjazdowej kawaleria stanowiła jego znaczną część. Oddział stoczył ok. 120 walk z Sowietami, zadając im straty ok. 600 ludzi przy stratach własnych 50 poległych. Zlikwidował wielu sowieckich funkcjonariuszy, m.in.: dowódcę oddziału Iwanowa, szefa sztabu Guba, szefa bezpieki Kotowa, komisarza oddziału im. Czapajewa Kaczatkowa, dowódców: Bojcowa, Kondratiewa, komisarza Daniowa 10 i wielu byłych "sojuszników", w tym agenta NKWD Miszkę Stolara, którego zlikwidował Aleksander Bibik z Uhły, weteran antysowieckiej konspiracji już od 1939 r. (m.in. w oddziale Leonarda Dąbrowskiego ps. "Lonia" walczył do 1940 koło Iwieńca, potem do 22.6.1941 ukrywał się przed władzą sowiecką.) 11
   Ostatnim poważnym bojem z Sowietami była bohaterska i skuteczna obrona Kamienia Słołpeckiego 14/15 maja 1944 r., w którym poległo 21 polskich żołnierzy. Tyle samo zostało rannych - co świadczy o zaciętości walki. Bolszewicy zdobyli 3 z 4 polskich bunkrów, podstawy obrony, ale pomoc przyszła w czas - Sowieci stracili ok. 80 partyzantów i wycofali się. 12
   Latem 1944, po zaskakująco wielkim sukcesie operacji "Bagration" (wyzwolenie Białorusi) - największej niemieckiej klęski militarnej II wojny światowej i bliskiej perspektywie zajęcia przez Armię Czerwoną Wilna, dowództwo AK przypomniało sobie o odległym i kłopotliwym Zgrupowaniu Stołpecko-Nalibockim. Dla swojego bardzo ryzykownego (żeby nie uznać go za nierealny) planu zdobycia Wilna siłami li tylko oddziałów partyzanckich i słabej konspiracji miejskiej przewidziała udział ponownie nabrawszego siły Polskiego Oddziału Partyzanckiego por. "Góry".
   Bagatela, odległego od celu o 200 kilometrów, przez teren obsadzony licznymi jednostkami niemieckimi i rosyjsko-białoruskimi pod hitlerowskimi rozkazami, a także sowieckimi otriadami*.
   Czy polskie dowództwo zastanawiało się, jaki los czeka żołnierzy Zgrupowania po wspólnym z Armią Czerwoną (a więc i z NKWD i Smiersz) wyzwoleniu od Niemców miasta? Zgrupowania z takim szlakiem bojowym! Musiałby być znacznie gorszy od losu żołnierzy podpułkownika Wilka-Krzyżanowskiego, którzy wspólnie z Sowietami zdobyli Festung Wilna (niem. twierdzę Wilno) - po czym zostali rozbrojeni, areszto- wani i wysłani do łagrów na kilka lat. Ich dowódcy zginęli zamęczeni w obozach NKWD (ppłk Blumski-Strykowski) i UB (sam Wilk).
   Losy "faszystowskich swołoczy" porucznika Pilcha i chorążego Nurkiewicza mogły być znacznie okrutniejsze... Męczeńska śmierć porucznika "Kmicica" (Antoni Burzyński) podczas przesłuchania stanowiła groźne memento.
   W tym miejscu dygresja.
   Ostatnim akordem operacji „Ostra Brama” była bitwa pod Surkontami, gdzie 21 sierpnia 1944 r. zostały rozbite resztki nowogrodzkiej AK – poległ tam wraz z 36 żołnierzami, z których kilkunastu rannych zostało dobitych bagnetami na polu boju, ich dowódca – były hubalczyk, podpułkownik Maciej Kalenkiewicz-Kotwicz.    
   Kolejna ironia losu - został „Kotwicz” na Ziemię Nowogródzką przysłany przez Komendę Główną AK właśnie dla uśmierzenie konfliktów i nawiązania współpracy z Sowietami. Nawiązali ją, a jakże - do zniszczenia oddziału „Kotwicza” użyli oprócz wojsk NKWD (m.in.: 3.batalion 32.zmotoryzowanego pułku Wojsk Wewnętrznych) nawet samoloty szturmowe i bombowe, z których jeden strącił zastępca dowódcy kapitan Wasilewski, wyborowy strzelec, wielokrotny mistrz Polski w strzelectwie, autor podręcznika "Sztuka celnego strzelania".
    „Przy naszej I kompanii znalazł się major "Kotwicz" wspaniały oficer bez ręki powyżej łokcia, sztabowiec generała "Wilka". Nie tylko nie traci ducha, lecz wywiera ogromny wpływ psychiczny na nas młodych chłopców, którzy po raz pierwszy znaleźli się w tak niebezpiecznej sytuacji. Patrole wysyłane w rożne kierunki donoszą, że puszcza została okrążona pierścieniem wojsk sowieckich, a kukuruźniki kontrolują przemieszczanie się oddziałów AK z powietrza. Nie mógł znieść tej sytuacji kapitan Bustromiak, wyrywa karabin jednemu z partyzantów i strzela w kierunku przelatującego samolotu. Kukuruźnik trafiony znika za wierzchołkami drzew. Major Kotwicz i kapitan Bustromiak zbierają wokół siebie żołnierzy i zaczynają śpiewać nasze partyzanckie piosenki, jakby nic się nie stało.” 13
   Po chwili Bustromiak został ranny, po kilku godzinach na polu boju padł Kotwicz i jego oddział przestał istnieć.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura