witas1972
"Wszystko będzie w porządku. Na nim oparty jest świat."
91 obserwujących
749 notek
1394k odsłony
2852 odsłony

Śmierć Admirała i Polacy - Jego najwierniejsi sojusznicy

Wykop Skomentuj20

 „Siódmego lutego”

Jak każdego roku siódmego dnia miesiąca lutego 

Sama ze swoją uporczywą pamięcią,

Znowu swoje myśli odnoszę do Niego

Ci co Go znali – dawno tu nie mogą być,

A ci co są – zapomnieli, żeby żyć.

I ta najcięższa dla mnie data –

To dla nich dzień jak co dzień –

 - Przeszedł i odszedł

Jak przechodzień…

(Anna W. Timiriowa* ,1969 r.)                                                                    

    Aleksander W. Kołczak jest postacią dosyć wieloznacznie ocenianą przez Rosjan. Polarny odkrywca i ratownik, autor prac naukowych o strukturze lodu i współkonstruktor lodołamacza, bohater wojny japońskiej 1904-5, w czasie I wojny światowej dowódca floty na Morzu Bałtyckim, a od 1916 szef całej Floty Czarnomorskiej Imperium Rosyjskiego. Po wybuchu wojny domowej w 1917 r. staje na czele antybolszewickiego rządu na Syberii (11/1918) i podczas pełnienia funkcji Najwyższego Praworządcy Rosji [= Верховный Правитель России] wydaje wiele kontrowersyjnych decyzji. Pod koniec 1919 roku jego państwo militarnie od strony wroga zewnętrznego (Armia Czerwona) i i politycznie od wroga wewnętrznego (sprzymierzone z komunistami lewackie ugrupowania) pada w ciągu kilku tygodni jak domek z kart.

   Projekcja historyczna postaci admirała Kołczaka w Rosji (sowieckiej) przypomina trochę zmienne losy stosunku polskiej komunistycznej propagandy do Józefa Piłsudskiego. Zaraz po zdobyciu władzy komuniści wieszali na nim wszelkie możliwe epitety od zdrajcy, przez bandytę, masowego mordercę, faszystę, po złodzieja, bigamistę i narkomana. Wraz z nastaniem tzw. odwilży politycznej radykalnie przestano o nim (o nich mówić), postanowiono obie postacie skazać na zapomnienie. Można było mówić jedynie źle, ale najlepiej w ogóle. Dopiero podczas odzyskiwaniu przez nasze narody wolności, rozpoczęto wiele o tych memorialnych „banitach” mówić, pisać, upamiętniać miejsca z nimi związane. Oczywiście kult Piłsudskiego w Polsce z oczywistych względów jest nieporównywalny do pamięci o admirale Kołczaku w Rosji, ale jakieś analogie można między tymi postaciami znaleźć.

  15.01.1920 w syberyjskim Irkucku dowództwo Czechosłowackiego Korpusu na czele z gen. Janem Syrovy'm, w porozumieniu z przedstawicielem Ententy francuskim generałem Janin Maurice, zdradziecko aresztowało i wydało admirała Kołczaka rewolucyjnemu lewacko-komunistycznemu Politycznemu Centrum, które właśnie obaliło lojalnego admirałowi gubernatora. Po 6 dniach pełnia władzy przeszła w ręce bolszewików i Czeka.

Dalej – wiadomo:7 lutego 1920 r. o świcie po 2 tygodniach przesłuchań, bez sądu i wyroku Aleksander Wasiljewicz Kołczak i premier jego rządu Wiktor N. Piepieliajew zostali zamordowani, a jakże -  czekistowskim strzałem w tył głowy, a ich ciała wrzucono do przerębla rzeki Uszakowka, dopływu potężnej Angary.



     Taaak, historia to taka dama, która nie cierpi trybu przypuszczającego. Ale mnie zawsze nęci pokusa zastanowienia się co by było gdyby… I w tym powyżej opisanym przypadku wydaje mi się, ba – jestem pewien, że gdyby w Irkucku w styczniu 1920 troku stali Polacy, a nie Czechosłowacy, to nie nastąpiła by tam ta haniebna, nie mająca sobie równych w historii, zdrada! Polacy, jacy są wiem, przecież nie anioły bezgrzeszne i idealni rycerze, ale jestem przekonany, że nie wzięli by pod uwagę możliwości wydania swojego wodza i dowódcy w zamian za dobra materialne, a nawet za swoją wolność. Ech, pomyślałem i nawet napisałem w polemice na jednym sowieckim forum, gdyby zamiast tchórzliwych czechosłowackich Szwejków Syrovego byłby tam niezłomny korpus gen. Dowbora-Muśnickiego gromiący bolszewików w 1918 r. na terenie Białorusi, lub 4-ta dywizja gen. Żeligowskiego walcząca z czerwonymi na Kubaniu i Odessie w l.1918-19Prawdziwi żołnierze w pierwej sami by polegli, niżby wydali swojego wodza i sojusznika!  Ani za 30 srebrników, ani za wielkiej ilości złota wywiezione ponoć przez Szwejków z Rosji w 1920 r. Swojej wolności nie opłaca się taką hańbą! 

Ach, marzenia! Pozostają i tak marzeniami. Ale czasem tak bardzo chce się pomarzyć! I niedawno. Studiując materiały o Białej Gwardii na Syberii podczas wojny domowej 1917-22, natknąłem się na rosyjskie i sowieckie informacje o 5-tej polskiej syberyjskiej dywizji pułkownika Rumszy. I moje żarliwie-patriotyczne, wydawać się mogło – naiwne stwierdzenia okazały się być bardzo bliskie faktom. 

   
Historię powołania i walk 5-tej polskiej dywizji przedstawiłem w części I tego cyklu. Jesienią 1919 r. polska dywizja stała się ariergardą [= tylnią strażą] wycofującej się armii Kołczaka, stawiając przeważającym siłom 5-tej czerwonej Armii Tuchaczewskiego w niezwykle trudnych warunkach syberyjskiej zimy zażarty opór. Tak opisał Polaków 5-tej dywizji pułkownika Rumszy komisarz czerwonej dywizji Kuczkin:


Oddając rozkaz, dowództwo dywizji było pewne łatwego zwycięstwa nad siłami wroga, skupionymi wokół stacji Tajga. Taką pewność dawały ostatnie walki z Kołczakiem – jego armia była rozbita, władza admirała upadała. Biała gadzina zdychała, należało ją tylko dobić.
     Ale wzięci do niewoli oficerowie uprzedzali nas o niebezpieczeństwie oczekującym nas. Mówili, że za Nowonikołajewskiem (obecnie Nowosybirsk) zetkniemy się z dywizją polskich legionistów. Ta dywizja była sformowana z jeńców byłej carskiej armii (chyba chodzi komisarzowi o jeńców armii austro-węgierskiej i niemieckiej oraz byłych oficerów i żołnierzy Armii Rosyjskiej – tłum.), ale jej trzon stanowili synalkowie panów(czytaj: obszarników i kupców) Polski, którzy zgłosili się, aby walczyć przeciwko władzy radzieckiej. To byli straszni zabijacy, klasowi wrogowie pracujących nie tylko Rosji sowieckiej, ale i polskich robotników i chłopów. Legioniści byli mu oddani duszą i ciałem, a on ich nader wysoko cenił. Jednym słowem – to była elitarna gwardia. 
     1-sza brygada dywizji (Czerwonej Armii) dogoniła legionistów w rejonie stacji Litwonowka 22 grudnia. Zaczął się bój. Wykorzystując 3 pociągi pancerne, Polacy twardo bronili swoich pozycji, ale pod naporem 3 pułków wycofali się ku stacji Tajga, zostawiwszy na polu boja wielu zabitych, rannych, pociąg i 19 dział.

    Drugie starcie z Białopolakami (sic!) zaczęło się koło stacji Tajga 23.12 o 10-tej rano. Pociągi pancerne wroga wgryzły się w nasze linie, zadając nam duże straty. Pułki 1-szej i 2-iej brygady kilka razy atakowały, ale nie udało im się złamać oporu legionistów.
     Wtedy dowódca dywizji rozkazał uderzyć nie z zachodu, a i z południowego-zachodu, zachodząc npla z tyłu i energicznym naciskiem z różnych stron złamać go. (…) Zawiązał się zażarty bój. W szaleńczej furii legioniści rzucali się na nasze pułki, ale czuło się, że to już agonia (...)Po 6-godzinnym najcięższym boju polska dywizja była pobita, a jej resztki w panice uciekły. 6 tysięcy dostało się do niewoli.”

   Sowiecki komisarz 27.dywizji A.Kuczkin, jak cała „czerwona zaraza”, precyzją nie grzeszył. Zacięte walki pod Tajgą (pamiętam o Tobie, Misza!) nie były ostatnimi bojami Polaków z bolszewikami na Syberii. Główne siły wyrwały się z okrążenia i walczyły pod Anżerskimi kopalniami i Krasnojarskiem. Przez zdradę korpusu czechosłowackiego pod dowództwem Jana Syrovego i na skutek rozszerzającej się epidemii tyfusu dowództwo dywizji zostało zmuszone do podpisania honorowej kapitulacji na stacji Kliukwiennaja (130 km na wschód od Krasnojarska, nota bene miasta gdzie gubernatorem był i tam zginął – można nie zgadywać jak – w katastrofie lotniczej – generał Aleksander Lebied’).

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura