Zadziwiająco szybko działają nasze władze. Około godziny po smoleńskiej tragedii było już wiadomo na pewno, że spowodowały ją naciski Kaczyńskiego na pilotów....
Dzisiaj roztrząsamy przyczyny kolejnej tragedii - samopodpalenia pod URM i znowu nasz premier zareagował błyskawicznie. Już kilka godzin po tragicznym wydarzeniu wiedział, że zarzuty tego nieszczęśnika nijak się mają do faktów. Domyślam się więc, że premier:
a) zarządził błyskawiczną kontrolę w urzędzie a ta w kilka godzin przetrząsneła wszystkie dokumenty, przesłuchała świadków, przeanalozowała list pożegnalny,
b) zadzwonił do byłych przełożonych i zapytał "czy to prawda co pisze ten człowiek"?
Stawiam na wersję "b" - bo jakoś nie umiem uwierzyć w "a".
Wychodzi mi więc, że działanie p. Andrzeja, jego list do premiera i brak działań władz urządu właśnie potwierdził sam Tusk. Tak się w Polsce teraz załatwia skargi na przełożonych. Jak za komuny...
- Halo
- Tak słucham, Pleśniak
- Tu premier. Co tam u was Pleśniak. Są na was jakieś skargi, wasza księgowa mi tu pisze o jakichś przekrętach...
- Eee tam towarzyszu premierze. To Marusiakowa. Mąż ją rzucił i miałem jej załatwić mieszkanie, a jak się plan zawaliłi i nie zbudowaliśmy tego bloku gdzie miała mieszkać, to teraz wszędzie listy wypisuje, nawet do episkopatu...
-No dobra Pleśniak. W czwartek będziecie na polowaniu? Tylko mi się znowu nie nachlajcie jak ostatnio bo będzie zagraniczna delegacja ze Związku Radzieckiego...A o Marusiakową się nie martwcie. Najwyżej ją gdzieś na dół przeniesiemy, ostatecznie się zwolni...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)