Dobrze, ze Kaczyński nie wziął udziału we wczorajszej "debacie". W rzeczywistości nie była to żadna debata bo debatuje się o czymś konkretnym a nie o kliku luźno rzuconych przez dziennikarzyki tematach. Wyglądało to wszystko jakby dzieci w piwskownicy okładały się łopatkami i wiaderkami.
Palikot - jak zwykle zaatakował kościół. Używał populistycznych haseł i zaproponował ograniczenie ilości radnych oraz likwidację powiatów - z czym się akurat zgadzam.
Rostowski, nadęty jak balon, rzucał liczbami które niewiele mówią przeciętnemu telewidzowi. Nieustannie przerywał innym politykom. Trzeba przyznać, że celnie wypunktował Wenderlicha tekstem, że on pracował dla RWE podczas gdy Wenderlich RWE zagłuszał. Ogólnie zachowywał sie jak typowy Cham -i koniecznie chciał przejąć inicjatywę w prowadzeniu dyskusji w czym pomagała mu dzielnie redaktor Czajkowska.
Przedstawicielka PSL odpowiadała na pytania, których nikt nie zadał.
Najlepiej wypadł Ziętek -ten mówił o konkretach, umowach śmieciowych - do których Rostowski nie potrafił się odnieść.
Nieźle wypadł Kowal. Mówił o konkretach i nie wdawał w przepychanki.
Wenderlich epatował tytułami gazetowymi i programem SLD. Mówił dużo i o niczym, czyli jak zwykle.
A dziennikarzyki?
Jak zwykle w telewizji publicznej. Czajkowska wyglądała, jakby właśnie wypiła kolejną kawę z dodatkiem wazeliny a obok niej siedział jakiś chłoptaś, co nic właściwie nie mówił, i tylko pilnował czasów wypowiedzi.
Gdyby Kaczyński wziął udział w debacie atak wszystkich skierowany byłby na niego właśnie a tak Rostowski odbijał ciosy. Spuchł jeszcze bardziej...
a tutaj dodatek


Komentarze
Pokaż komentarze (1)