Najpierw - co nieco o emocjach przed maturą i przygotowaniach. Już jutro egzamin dojrzałości - zupełnie nie zdaję sobie sprawy, jak ten czas szybko minął. Wybrałem sobie bardzo trudną drogę, wymagającą trochę poświęcenia i nauki. Wierzę w siebie i w to, co robiłem przez trzy lata nauki w liceum - przecież wiedza i doświadczenie szkolne, zdobyte dzięki staraniom naprawdę dobrych i kompetetnych nauczycieli, nie może iść na marne.
O zdanie matury się nie boję, bo zasada jest prosta - każdy, kto choć trochę uczył się w placówce edukacyjnej, zda ją spokojnie na powyżej 30 procent. W I klasie liceum bez problemu zaliczyłem próbnie język polski, chociaż wówczas byłem po powtórce z jednej epoki - starożytności. Jutro czeka na mnie tekst ze zrozumieniem - zwykle dosyć przyjemny, trochę może skomplikowany, pytania niektóre zaskakują, ale rzadko. Przede wszystkim - należy wstrzelić się w klucz, co jest ogromnym utrudnieniem, o wypracowaniu nie wspominając. Praca pisemna, czyli druga część egzaminu, polega na intepretacji i analizie podanego fragmentu, niekiedy w formie porównania. Przed polskim jestem spokojny, bo wiem, że sobie poradzę. Pisać chyba umiem, polonistka gromiła nas przez 3 lata, więc z mety mam zakodowane, że zaczynam od wstępnego rozpoznania - charakter liryki, jej rodzaj i sposób wypowiedzi podmiotu lirycznego, jeżeli chodzi o utwory wierszowane. Gorzej, paradoksalnie, sprawa się ma z epiką, bowiem łatwo tylko omówić podany fragment bez analizy, za co nie przyznaje się punktów, a nawet - pracę pisemną można wyzerować.
We wtorek czeka mnie kolejna niewiadoma, angielski, ale na próbnych arkuszach znowu było nieźle, więc pozostaje tylko napisać to, co trzeba. W środę czeka najpoważniejszy egzamin z WOS-u. Wiem, że mam "fory", bo interesuję się polityką, prowadzę bloga o takowej tematyce, często poruszam sprawy społeczne. Ale test z tego przedmiotu w wersji rozszerzonej jest niezwykle trudny. Autorzy łapią na pojedynczych słówkach, a zadania są oceniane trochę wg. niesprawiedliwej skali - za tabelkę "Prawda/Fałsz" przy 4 podpunktach otrzymuję za całość poprawnych odpowiedzi tylko 1 punkt, zamiast 4, jak to bywa na poziomie podstawowym. Nie można też przekręcić i zapomnieć danego członu nazwy ogranizacji międzynarodowej, bywają też satyryczne obrazki do analizy. Ciekawi mnie również wypracowanie - w próbnym arkuszu z "Gazety Wyborczej" (już jej nie kupowałem drugi raz w ciągu miesiąca, a kumpel mi zeskanował maturę) temat niezwykle ciekawy i prosty - negatywne i pozytywne skutki użytkowania Internetu i gier komputerowych przez dzieci. Kto wie, co im jednak do głowy przyszło?
No i oczywiście chyba najtrudniejszy akrusz, który czeka mnie w przyszły wtorek, a więc za ok. 10 dni - historia. CKE w zeszłym roku chyba oszalało, proponując maturzystom do analizy tematy: "Trudne sąsiedztwo. Scharakteryzuj wpływ zagrożenia tureckiego na politykę Polski
i Węgier w XVI i XVII wieku.", choć pierwszą część polecenia napisałbym w odniesieniu do wojen XVII wiecznych. Drugi temat jeszcze bardziej koszmarny - "Polska i Węgry wobec przełomowych wydarzeń w Europie w XX wieku. Scharakteryzuj przemiany polityczne w Polsce i na Węgrzech w latach 1918-1956". Na szczęście - stosunki polsko-węgierskie mnie nie obowiązują w dłuższej formie wypowiedzi, natomiast nauczyciele kładą nacisk analogicznie na stosunki polsko-czeskie - zarówno w pierwszych wiekach państwa Piastów po Jagiellonów, przez XX wiek włącznie. Szczerze mówiąc, życzyłbym sobie takiego tematu, bo już go pisałem 3 tygodnie temu.
Chciałbym jeszcze podzielić się z Wami, blogerami, kilkoma refleksjami. Dziwnym trafem, nie odczuwam żadnego stresu przedmaturalnego. Dzisiaj (teraz zrobiłem sobie przerwę) planuję uczyć się maksymalnie do godziny 18, poczytać coś o literaturze i poezji współczesnej i się kompletnie wyluzować :) Trochę dumam nad całą procedurą formalną - muszę zabrać czarny długopis, bo inaczej - sierpień, pamiętać o dowodzie osobistym - bo inaczej sierpień. Co ciekawe, humor zawsze potrafi mi poprawić historyk swoimi opowieściami i radami. Otóż dowiedziałem się, że od zeszłego roku przyjęta została zasada tzw. odpowiedzialności zbiorowej. Wtopa na egzaminie w postaci szeptów, wypadnięcia komórki z kieszeni, powoduje unieważnienie matury dla całej grupy i tzw. sierpień - czas poprawek. Historyk się nabija, że jak cokolwiek komuś podpowiem albo będę sobie gadał, wtedy co najwyżej dobiegnę do najbliższego drzewa i tam zawisnę po ucieczce przed swoimi kolegami i koleżankami.
Najważniejszy egzamin - z życia - jeszcze przede mną. Matura to "tylko" pierwszy krok, umożliwiający mi zdawanie kolejnych i cięższych. Przyznam Wam, Blogerzy, że bardzo chciałbym coś dobrego dla tej Ojczyzny kiedyś zrobić. Nie ukrywam, że wynik matury będzie rokował szanse na prawo albo politologię, czyli studia, na których będę szczęśliwy. Jeszcze myślę nad stosunkami międzynarodowymi, ale dyplomacja niezbyt mnie interesuję. Bez względu na to, gdzie będę na studiach, chce się spełniać i być szczęśliwym człowiekiem. Wierzę w siebie i w Opatrzność, która czuwa nade mną w każdy dzień, bez względu na wynik mojej matury, czy wybór studiów.
Krótko o sporcie:
Real dostał baty, że aż się płakać chciało. Fatalna gra obrońców (poza Sergio Ramosem), katastrofa w pomocy (Diarra walczył, ale Gago zupełnie się poddał), straty, brak szybkości (Metzelder, upadający przed Messim), wpłynęły na wynik meczu - 6:2 dla Barcy. Trzeba oddać, że drużyna Guardioli zagrała jedno z najlepszych swoich spotkań w historii. Messi, Henry, Eto'o, Puyol, a szczególnie Iniesta i Xavi pokazali futbol, który parę lat temu preferował ten wielki Real Madryt - Galacticos. Mimo wszystko, jako madridista, nigdy Królewskim nie przestanę kibicować, a po dojściu Pereza do władzy zapewne to właśnie mój ulubiony klub będzie dominował w Europie, jak za dawnych lat. :)
Coś tam o polityce:
Palikot, gdyby był choćby trochę uczciwy, mógłby zrobić happening pod domem Wisławy Szymborskiej, a jeśli nie chce daleko szukać, to wśród swoich - choćby Iwińskiego z SLD. Robienie kretyńskiego show, kiedy doskonale wie, w jakiej sytuacji rodzinnej jest rodzina Kaczyńskich, świadczy o kompletnej degeneracji i schamieniu posła. Uczciwie i z honorem zachowali się przynajmniej czołowi działacze PO, którzy skrytykowali politykiera. Czasami zastanawiam się, w jakim my społeczeństwie żyjemy, czytając komentarze w Onecie i tvn24.pl. Na pewno jego część do normalnych nie należy. Właściciele portali, pozwalający na bluzgi, skierowane do umierającej osoby, zaliczają się do tej społeczności. Jednym słowem - chamstwo.
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka