Nie ukrywam, byłem w lekkim szoku, kiedy ów bloger wyznał, że był agentem SB. Pomimo nocnej dyskusji, nadal mam wiele wątpliwości. Chevalier to ktoś o zupełnie odmiennych poglądach niż ja, można powiedzieć, że jesteśmy po obu stronach poglądowej barykady. Ale jak dotąd, z takim wyznaniem do czynienia w salonie 24 nie miałem.
Chev podkreślił, że jeden z blogerów chciał opublikować niekorzystne materiały na temat jego przeszłości. I tutaj rodzi się ma wątpliwość - rozumiem, że nie chce go dekonspirować, ale jeżeli już porusza sprawę w salonie 24, to moim zdaniem mógł podać chociaż nick, tym bardziej, jeśli ten ktoś pisze w tej blogerni. Mnie przyszedł na myśl szantaż mailowy, ale Chev zaprzeczył.
Oczywiście, potrafię zrozumieć to, że chciał wyjechać na stypendium i otrzymać paszport. Natomiast zastanawia mnie już samo tłumaczenie blogera w jaki sposób donosił. Zdania "nie ujawniałem istotnych informacji mogących zaszkodzić danym osobom. Podczas spotkań z oficerem SB mówiłem tylko o rzeczach powszechnie znanych w środowisku, były to sprawy banalne, o których SB i tak wiedziała" przecież wszyscy doskonale znamy - choćby z przykładów Michała Boniego, Bogusława Wołoszańskiego, czy ks. Czajkowskiego. Najlepiej dla wiarygodności Chevaliera byłoby opublikować dokumenty z IPN na swój temat, jeśli już salonowi 24 przykrą przeszłość wyznał, aczkolwiek na mocy ustawy - co przypomniał mi, za co dziękuję, Grzegorz Wołk - wglądu do akt nie mają zarejestrowani TW. Podobny los spotkał przecież nie tak dawno Lecha Wałęsę.
Na niekorzyść Cheva wypada to, jak krytykował Cenckiewicza i Gontarczyka, sam Instytut Pamięci Narodowej i lustrację. Tym nocnym oświadczeniem dał pole przeciwnikom poglądowym, co zresztą mu wypominali. Niektórzy również zauważyli, że bloger wyznał swoją przeszłość dopiero, kiedy ktoś mu o tym przypomniał. Z drugiej strony, Chevalier nie jest osobą publiczną, nie piastuje (o ile mi wiadomo) żadnego stanowiska w państwie, więc nie miał obowiązku się przyznawać, przynajmniej z logicznego punktu widzenia.
Nie wiadomo jednak, czy bloger nie zrobił prowokacji. Jeśli wszystko, co napisał jest bujdą na resorach, to zaszkodził sobie jeszcze bardziej. Bo w tych sprawach nie można robić sobie jaj. Czytając komentarze i wpisy Chevaliera biorę pod uwagę taką okoliczność. Choć zastrzegam, co pisałem w komentarzach, że nie mam podstaw, by blogerowi nie wierzyć. I właściwie doceniam go, jeśli to nie prowokacja, za akt odwagi. Gdyby był osobą publiczną, tego ostatniego zdania bym nie napisał z wiadomych względów.
PS. I jeszcze jedno - ktoś słusznie zauważył, że Chev nie opublikował swojego oświadczenia na stronie redakcja.pl, gdzie prowadzi również blog. Czyżby prowokacja?
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka