Trwa nagonka na Łukasza Warzechę (przede wszystkim, jako że pisze w salonie 24) i Rafała Ziemkiewicza. Jak to określił redaktor "Faktu", zleciały się "pałkarze". Czytam absurdalne argumenty wobec tych dziennikarzy, pominę też konflikt z Grzegorzem Zalewskim pod kontrowersyjnym wpisem, bo to prywatna sprawa obu panów.
Na samym początku odniosę się do samego wydarzenia, które miało miejsce w studiu. Uważam, podobnie jak Krzysztof Leski – nic wielkiego się nie stało. Oczywiście, Rafał Ziemkiewicz dał wyraz emocjom, być może chciał się odstresować i poleciał łaciną kuchenną, a konkretnie dwoma brzydkimi słowami. U Majora czytam, że za nie przeprosił, wystarczy. Lewicowi salonowicze wielce się oburzyli i na publicystę „Rzeczpospolitej” i Warzechę, który ponoć „rżał” ze śmiechu. Mireks dodał – jakiś Warzecha. Poczucie humoru każdy może mieć inne, nota bene – mistrzowie elegancji zachowują się, jakby nigdy nie użyli wulgarnego słowa. Ziemkiewicz użył dwóch wulgaryzmów, jak sądzę- poza programem na żywo, więc była to rozmowa prywatna. Upubliczniając jej 20 parę sekund, ktoś liczył na dokopanie dziennikarzom. Kiedy klnął jak szewc Durczok z powodu kurzu na stoliku, mało kto w salonie 24 podnosił głos. Dlaczego? Bo on jest z innych „Faktów”, tych z TVN 24, najbardziej opiniotwórczego medium, a reszta to pariasy, prawaki. Ktoś pracuje w „Fakcie”? Przecież to debil albo hipokryta, nie ma prawa zabierać głosu. Kasty, z jakimi dzisiaj mamy do czynienia w wielu dziedzinach życia, są doprawdy absurdalne. Co do samego „Faktu” – nie kupuję, nie czytam i nie popieram tabloidów z gołymi babami na ostatniej stronie. Jednak nie mogę o to mieć pretensji do samego Warzechy, który tworzy -jak myślę- pierwsze strony gazety, wychodzące ponad poziom reszty. Ma prawo być redaktorem czy dziennikarzem każdego magazynu, jaki mu się tylko podoba, a komentatorzy, tacy jak Mireks, czy Galopujący Major, muszą to uszanować.
Wrzawa zaczęła się wtedy, gdy Warzecha napisał, co myśli o wyroku sądu, który uniewinnił Nieznalską. Artystkę, uderzającą w najniższe tony i obrażającą w uczucia religijne katolików. Może Majorowi to nie przeszkadza, że byle jaki penis zdobi krzyż i to ma być sztuka. A mi i owszem i nie potrafię nazwać takiej osoby artystką – koniec i kropka. Czynienie argumentu przeciw dziennikarzowi, bo pracuje w tej a nie innej gazecie, jest po prostu śmieszne. Galopujący Major porównuje taśmy Gudzowatego do kilkudziesięciosekundowego nagrania ze studia TVP INFO, dodając, że i tu i tu sprawa wymagała upublicznienia, by pokazać elity III RP, również dziennikarskie. Szkoda tylko, że gubi proporcje, bo niedorzecznością, a może i lekką głupotą jest porównywać nagrania biznesmena z Michnikiem, dotyczących rzekomej inspiracji służb specjalnych na artykuły „Gazety Wyborczej”, do taśmy z dwoma wulgarnymi słowami Rafała Ziemkiewicza i śmiechem red. Warzechy - proporcje, Mocium Panie.
A trzeba zauważyć, jak i kto krytykuje redaktora „Faktu”. Przy całym szacunku, Mireksie, ale Twoje ostatnie notki w salonie 24 mają mniej więcej taką jakość i treść, jak ostatnia strona gazety red. Warzechy. Z inteligentnego komentatora, który waży argumenty, stałeś się beznamiętnym antypisiarzem. Nie usłyszałem od Ciebie nigdy w kwestii ostatnich chociażby wyborów do europarlamentu, dlaczego taki w nich wynik Platformy Obywatelskiej miałby być powodem do dumy, czy radości. Nie wiem, jaki jest sens wklejania do notki zdjęcia ze swojego wyboru i krótki komentarz – tak wybierałem, z niezrozumiałym uwielbieniem dla partii rządzącej. Twoja krytyka moich tekstów również ograniczała się do słów np. robisz to dla poklasku. Zwracam uwagę na to, jak z porządnego blogera można stać się byle jakim pałkarzem. A Twoje argumenty, jakoby Warzecha był „jakimś Warzechą” zbije jednym – jesteś „jakimś Mireksem”. Dlaczego? Prowadzisz bloga w miejscu, gdzie poszanowanie dla prawa, kultury i obyczajów, jest po prostu obce. Portal, na który wklejasz swoje teksty, podszywał się pod blogerów salonu 24, a jego właściciel złamał również ciszę wyborczą w sobotę. Nie widziałem, żebyś zwrócił mu na to publicznie, w komentarzu, uwagę. „Fakt”, póki co, nie zrzyna żywcem tekstów innych dziennikarzy i nie łamie prawa.
Mistrzowie elegancji ruszają do boju, tyle że w sprawie co najmniej wątpliwej. Jak pisałem wcześniej – słowa Ziemkiewicza paść nie powinny. Natomiast twierdzenie, że dwa dodatki do słowa „dziadek” jest wyzwiskiem człowieka – nie popadajmy w absurd. Łopatologicznie – co innego powiedzieć kur**, dziadek, spierd*** z anteny, gdzie pierwszy wulgaryzm nie odnosi się do dziadka, jako prostytutki, a inaczej powiedzieć k***wo, dziadek, sp*** z anteny. Prawie robi wielką różnicę.
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka