Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
76
BLOG

Semka na Katarynę

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Polityka Obserwuj notkę 67

Od razu wyznam, że bardzo mi przykro. Piotr Semka to jeden z moich ulubionych publicystów. Sympatia nie pozwala jednak nie dostrzec, że w swoim ostatnim tekście się lekko zagalopował. Tym bardziej się dziwię, bo przecież w Salonie 24 piszą jego koledzy - Igor Janke i Wojciech Wybranowski. Nie wiem, czy w kontekście anonimowości i blogerów spytał ich choćby o zdanie.

Semka popełnił jeden, podstawowy błąd - tezy wsparł chybionym przykładem, Kataryną:

"Najsłynniejsza polska blogerka Kataryna lubi opowiadać, jak przeszła metamorfozę od bezkrytycznej czytelniczki „Gazety Wyborczej" do publicystki ujawniającej nieuczciwe chwyty pisma z ulicy Czerskiej. Chciałbym zapytać: ile ze swoich poglądów pani Kataryna ujawnia w rozmowach z kolegami w pracy? Pamiętam stosunkowo dobrze czasy PRL, gdy demokratyczna opozycja wystąpiła z pomysłem publicznego ujawniania nazwisk i adresów ludzi, którzy rzucali wyzwanie komunistycznej władzy. Ludziom walczącym ze strachem dysydenci pokazywali, że można publicznie głosić nieprawomyślne poglądy."

Czy to ważne - co, komu i gdzie mówi? Czy wartość blogera - analityka, wklejającego teksty np. w Salonie 24, wzrasta, kiedy mówi znajomym, obojętnie - w domu czy w pracy, że np. napisał tekst nieprzychylny dla "Gazety Wyborczej"? Abstrahuję od tego, o czym powinno się gadać w robocie. Być może Kataryna nie miała czasu na pogaduszki o polityce. Warto było blogerkę o tę kwestię zapytać, a nie wysługiwać się nietrafnym przykładem. Semka najwidoczniej nie rozumie, że niezbywalnym prawem komentatora internetowego jest pisanie pod nickiem. Pół biedy, gdyby Kataryna faktycznie pomawiała, pisała wulgarnie, naginała prawo. Publicysta "Rz" ogranicza się tylko do jednego przykładu, co już wydaje się wielce nie fair. Tak, jakby Semka znał tylko jednego blogera, akurat w wyniku całej wrzawy poszkodowanego.

Zgadzam się z tezą, że:

"Dziś za poglądy nie grozi już areszt czy wyrzucenie z pracy, wielu ludzi nie przestaje jednak paraliżować lęk przez wyrażaniem nieprawomyślnych opinii. Ludzie obawiają się na przykład, że w pracy uznano by ich za „moher" albo „kryptopisiorów"."

I to jest prawdziwy problem w polskim życiu publicznym, nie tylko internetowym. Nie trzeba być blogerem, by słowo pisior, komuch, moher lub pisbolszewia (strasznie mnie bawi), usłyszeć. Ale skąd Semka wie, co mogło "grozić" Katarynie za otwarte głoszenie treści z bloga, jako prezesowej fundacji, mającej kontakt z wieloma wpływowymi ludźmi? I tutaj nasuwa mi się kolejne zdanie - jeśli Semka posilił się jedynym, konkretnym przykładem, winien był do niego dotrzeć i zapytać.

"Zatem, jak rozumiem, mechanizm jest następujący: anonimowi internauci w realnym życiu unikają wyrażania swoich poglądów z otwartą przyłbicą, aby potem skrobnąć coś bezkompromisowo w necie. Zostając sam na sam z komputerem, odreagowują swoją bojaźliwość hurraradykalizmem. A po rozliczeniu w sieci innych z braku politycznej pryncypialności w „realu" znów stają się cichymi urzędnikami w magistracie czy w prywatnej firmie."

Publicysta "Rz" używa genialnego uproszczenia, by przywalić internautom. Tylko, że nie rozumie, iż nie każdy jest dziennikarzem. Nauczyciel, który pracuje w szkole, ma przykładać się do tego, by szkoła pozostawała placówką apolityczną i skupiała się na kształceniu. Jeżeli prowadzi lekcję historyk, to nie powinien tracić godziny na tłumaczenia, dlaczego nie lubi Tuska czy Kaczyńskiego, Michnika lub Michalskiego, w największym skrócie. I ta oczywistość ma go skreślać (może moralnie?) z możliwości pisania na blogu? Bo poddaje się rzekomemu "konformizmowi" miejsca pracy?

Zgadzam się, że znani naukowcy, czy menedżerowie, prezesi ogromnych firm, powinni pisać pod nazwiskiem, by zyskać na wiarygodności. Tylko każdy, jako internauta, ma prawo do swobody, czyli nicku. Jeśli o wolność nie będzie dbał i pokusi się o łamanie prawa, wówczas podejmowane są konsekwencje.

"Gdzie się kończy chęć uszanowania swojej prywatności, a zaczyna konformizm? Nie wiem. Wiem tylko, że problem ten jest wpisany w każdą anonimowość. Szkoda, że Kataryna jakoś tego nie zauważa."

Właśnie doszliśmy do frazy-klucza. Na czym polega błąd Semki? Nie jest "jakimś tam" niszowym blogerem, a znanym publicystą. Swoje tezy mógł poprzeć jakąkolwiek wiedzą nt. Kataryny, choćby zaczerpniętą z rozmowy z "ofiarą", nawet drogą mailową. I skąd Semka może wiedzieć, że Kataryna nad tym się nie zastanawiała, nie zauważyła?

Mam wrażenie, iż publicysta posłużył się złym przykładem i jest wielce niesprawiedliwy. Nigdy nie posądzałbym go o napisanie nieprzemyślanego tekstu, w którym chce ewidentnie komuś dołożyć. Na tle Michalskiego, czy Krasowskiego, próbuje używać argumentów, nie mści się. Zna też blogosferę nieco lepiej, od wymienionej dwójki. Lepiej dla jego wiarygodności byłoby, gdyby posłużył się większą ilością przykładów, niż przypinał łatkę internetowego opluwacza Katarynie. I, co bardziej przykre, panowie z Czerskiej zachowali się ładniej.

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (67)

Inne tematy w dziale Polityka