Mleko się rozlało, a moim zdaniem - racje są po obu stronach sporu, choć prawo lokuje się przy władzach Warszawy. Mnie zaskoczyła i oburzyła akcja policji, a jak się wcześniej okazało - zadymę rozpoczęli ochroniarze.
Druzgącąca jest opinia gen. Polko w sprawie przeprowadzenia "nalotu":
"Trudno w ogóle cokolwiek dobrego o tej akcji powiedzieć. (...) Przede wszystkim powinna być ona poprzedzona planowaniem. Tutaj go nie było. Podobnie jak koordynacji, żadnego stanowiska dowodzenia"
I dalej:
"Obserwowaliśmy jak rośnie liczba ochroniarzy i tych, którzy byli po drugiej stronie. Cały czas ściana zderzała się ze ścianą. Musiało więc dojść do iskrzenia. Wystarczyło po godzinie nieudolnego działania firm ochroniarskich by ktoś z policji, albo komornik, powiedział: "Panom już dziękujemy" i przemyślał co zostało zrobione źle."
Skoro doszło do uchybień i zadymy, być może warto kwestię sprawdzić, by Ci, którzy nawalili, ponieśli konsekwencje. Bo wina nie lokuje się tylko po stronie kupców. Oni w ogromnej części dali przysłowiowego ciała i nie poszanowali prawa. Ochrona, a później policja, nie miała zaś na względzie właściwie niczego. I mam wrażenie, że czasami bardziej patyczkuje się z kibolami na stadionach, aniżeli z kupcami.
Jakie jest meritum? Hanna Gronkiewicz-Waltz chyba nie zyska już na popularności. Brak dialogu i consensusu spowodował cały bałagan. Tylko co to za pociecha?
Źródło: tvn24.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)