Media (TVP INFO i TVN24) podały informacje, że biegli ustalili nieprawidłowości w działaniach BOR ws. zabezpieczenia wizyt premiera i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. To potwierdza jedną z tez, jaką głosi Antoni Macierewicz niemal od początku tego śledztwa. Gen. Marian Janicki już 10 IV 2010 r. powinien podać się do dymisji. Wybrał jednak drogę mętnych tłumaczeń, krętactw aż w końcu ogrzania się w blasku generalskiej chwały dzięki Bronisławowi Komorowskiemu.
Zapewne dopiero teraz spora część opinii publicznej zacznie domagać się wyciągnięcia konsekwencji wobec Janickiego. Choć wiadomo było od dawna, że lotniska w Smoleńsku nikt nie zabezpieczał poza jednym kierowcą. Choć wypływały na światło dzienne relacje funkcjonariuszy BOR, krytykujących swojego zwierzchnika. Choć gen. Janicki kłamał, gdy opowiadał o dwóch pracownikach biura, przebywających rzekomo 10 IV 2010 r. na Siewiernym.
Może ktoś wreszcie zapyta głośno: co skłoniło Bronisława Komorowskiego do honorowania kogoś, nad kim od dłuższego czasu krążą zarzuty? Same przesłanki do takich kroków prokuratury wobec funkcjonariuszy BOR są żałosnym policzkiem dla szefa i powinien on z miejsca opuścić to stanowisko.
Dotychczas zwolennicy jedynie słusznej i oficjalnej wersji przebiegu katastrofy smoleńskiej gremialnie głosili, że ilość funkcjonariuszy BOR na lotnisku i ich praca nie miała żadnego wpływu na tragedię i nie ma po co tym się zajmować. Raport komisji Millera w tym błędnym przekonaniu utwierdzał. Wnioski prokuratury po niemal dwóch latach od tragedii każą zrewidować kolejny raz i to stanowisko.



Komentarze
Pokaż komentarze (90)