Część małoucywilizowanej społeczności przyszła się pokazać pod Wawel przy aplauzie "Gazety Wyborczej", bo przecież już prawie o niej zapomnieliśmy. Nie chcieliśmy pamiętać watah, którzy zakłócili jako pierwsi żałobę narodową dwa lata temu, krzycząc i podjudzając prostackimi okrzykami na ulicach Krakowa. W drugą rocznicę pochówku Pary Prezydenckiej kolejny raz dali o sobie znać ci, dla których patriotyzm nie ma żadnego znaczenia.
Najbardziej w tym wszystkim rozczula jak zwykle zaangażowanie gazety, slusznie zwanej kiedyś "Wyborczą". Oto fragment relacji z dzisiejszej demonstracji: Na miejscu pojawiła się m.in. Luiza Handzlik, mama półtorarocznego Adasia. - Dwa lata temu byliśmy na ul. Franciszkańskiej protestować przeciwko pogrzebowi na Wawelu. Adaś był wtedy w moim brzuchu - opowiada Luiza Handzlik. W tym roku Adaś weźmie wraz z rodzicami w kontrmanifestacji siedząc w przyozdobionym specjalnie na tę okazję wózku.
Czyż to nie wzruszające? Któż z nas nie przekonał się w tym momencie do gwizdania i okrzyków w rocznicę śmierci ludzi? Nie wspominając, że mowa tu o Parze Prezydenckiej. Co na to arbitrzy elegancji - akurat nie piszę w tym miejscu o Robercie Mazurku - którym nie pasują okrzyki "Jarosław, Jarosław!" pod Pałacem Prezydenckim? Krzyczący, że ktoś robi politykę na grobach, że uwłacza się pamięci zmarłych, samemu zresztą ich nie upamiętniając w żaden sposób, poza wylewaniem jadu?
Zapomniałem, są słuszne i mniej okrzyki. Wreszcie transparenty demokratyczne ("Precz z Wawelu") i totalitarne (czyt. "pisowskie"). "Gazeta Wyborcza" na własnym łonie wychowuje małoucywilizowaną i naburmuszoną "elitę".
PS. Zostałem nominowany do konkursu portalu Wiadomości24.pl.



Komentarze
Pokaż komentarze (36)