240 obserwujących
1020 notek
1918k odsłon
1407 odsłon

Poległy na wałach

Wykop Skomentuj14

 

Pani Katarzyna M. z Kanady, also known as Pyzol, z którą od wielu lat znamy się elektronicznie jak wirtualnie łyse wirtualne konie, pyta figlarnie, czy już złożyłem wniosek o rezygnację z obywatelstwa polskiego.

---------------

Wiarusie

Poniewaz ten temat walkujesz do co najmniej 4 ( a moz nawet 5?) lat, pozwolisz, ze cie spytam czy zlozyles wniosek o zrzeczenie sie obywatelstwa i ew. jakiej odpowiedzi ci udzielono.??Kaska

2007-09-25 21:15

Pyzol

http://wtemaciemaci.salon24.pl/16969,pani-maryla-i-ambitne-projekty-ustawodawcze#comment_351299

 

---------------

Służę uprzejmie, Pyzolino. Mój wniosek o zgodę Prezydenta RP na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego nie dostąpił zaszczytu złożenia jako takiego, ponieważ poległ już jakiś czas temu na wałach polskiej dyplomacji. 

Konsulat odmówił przyjęcia wniosku do czasu przedstawienia kompletu wymaganych załączników.  Ja mogę spokojnie strawić trzy fotografie paszportowe i niezmiernie szczegółowy, ociekający podejrzliwością, wielostronicowy formularz z danymi osobowymi calej rodziny, ewidentnie projektu kpt Klossa albo płk von Stirlitza. Mogę strawić nawet wymagany jako jeden z załączników odręcznie pisany szczegółowy życiorys. Dlaczego odręcznie? Cholera wie. Możeżeby Stirlitz mógł w sklepie alkoholowym lepiej podrobić mój podpis na czeku?

Ale Ojczyzna dodatkowo życzy sobie, abym udokumentował swoją całożyciową historię stanu cywilnego, obejmujacą dwie kolejne żony i troje dzieci, i tu zaczynają się schody. Mam to udokumentować tutaj, w Australii, dokumentami wyłącznie polskimi, bo te obce to one, wicie, rozumicie, one są niedobre.  

Na argument, że ani ex-żona, ani obecnażona, ani troje dzieci, w tym dwoje pełnoletnich, nie są objęte wnioskiem, bo albo nie mają polskiego obywatelstwa, albo nie są zainteresowane zrzeczeniem, mówią mi, że "u nas som takie przepysy" i żebym się nie mądrzył, bo konsul wie lepiej. 

Żadna z tych pięciu osób nie ma nic wspólnego z Polską. Żadna nie ma numeru PESEL  ani jakichkolwiek polskich papierów. Aby w ogóle móc złożyć wniosek, mam załatwić kosztowne "umiejscowienie' w Polsce trzech aktów urodzenia, po uprzednim kosztownym wyrobieniu czterech numerów PESEL (bo sam też PESELU nie mam, a bez tego moje dzieci, jak wiadomo, nie istnieją).

Musiałbym następnie kosztownie "umiejscowić" dwa akty małżeństwa, w tym jednego rozwiązanego, a potem jeszcze kosztowniej potwierdzić swój zagraniczny rozwód w Sądzie Wojewodzkim właściwym dla mojego ostatniego miejsca zameldowania w PRL w pierwszej połowie mojego życia, czyli ponad ćwierć wieku temu.  

Konsulat uprzejmie informuje, że jak już zarejestruję to swoje pierwsze małżenstwo, to wtedy tak ja jak i moja ex-  jesteśmy według prawa RP bigamistami, ponieważ nie zarejestrowaliśmy naszego rozwodu w Polsce przed zawarciem ponownych związków małzeńskich. No istotnie, nie zarejestrowaliśmy, wychodząc z założenia, że  jak się w Australii obywatel australijski żeni lub rozwodzi z obywatelką australijską, to nikomu w Polsce nic do tego. Tą bigamię też mamy teraz odkręcić, naturalnie nie darmo, bo to jest w Polsce czyn przestępczy, ścigany z urzędu.

Ponieważ moja pierwsza żona była polskiego pochodzenia, to żeby "umiejscowić" w Polsce akt mojego dawno rozwiązanego z nią małżenstwa, bez którego nie ma mowy o walidacji obcego rozwodu przez polski sąd, trzeba mieć jej PESEL, którego ona nigdy nie miała. Musiałbym zatem namowić swoją ex-,  żeby sobie wyrobila PESEL. To jest  o tyle trudne, że jej barczysty drugi mąż obiecał dać mi po ryju, gdybym kiedykolwiek miał czelność zawracać głowę jego żonie. Moja druga żona obiecała mi to samo, gdybym kiedykolwiek miał czelność kontaktować się z poprzednią. 

Aby zadośćuczynić wymaganiom konsulatu, musiałbym zatem najpierw oberwać po pysku co najmniej dwa razy. Potem mam dokonać cudu, przekonując wolną kobietę w wolnym kraju, że ma iść do polskiego konsulatu, wypełnić podanie do polskiego USC i słono za to podanie zaplacić. Cud musiałby być na skalę Lourdes, bo moja ex-  nie po to się ze mną rozwiodła,żeby spełniać moje życzenia, mieszka w innym mieście, oddalonym o ca. 1000 km od jedynego w Australi polskiego konsulatu, a moją ambicję pozbycia się obywatelstwa polskiego ma gdzieś, razem z wszystkimi innymi dziwacznymi problemami dzikich Slowian.

Ponieważ dwóch synów z tego małżeństwa jest już pełnoletnich, ja nie nie mogę nawet wyjąć z australijskiego biura stanu cywilnego ich aktów urodzenia, z powodu Privacy Act. Musieliby to zrobić sami, a nie bardzo rozumieją po co.  Jak już ich przekonam, to z powodu ich pełnoletności nie moge również za nich "umiejscowić" tych aktów urodzenia w Polsce. Musieliby to zrobić sami,  występując poprzez konsulat z podaniem do polskiego USC, naturalnie nie darmo i naturalnie po uprzednim wyrobieniu sobie numerów PESEL.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale