Stary Wiarus Stary Wiarus
2127
BLOG

Kiszczak już nie żyje, ale prezes IPN jeszcze tak

Stary Wiarus Stary Wiarus Polityka Obserwuj notkę 18

Zadziwiającą wiadomość, że prezes IPN Łukasz Kamiński na wieść, że chce się z nim widzieć wdowa po Kiszczaku, wyznaczył jej spotkanie za dwa tygodnie, bo był zajęty, można interpretować w zasadzie tylko na dwa sposoby.

Albo prezes IPN jest po prostu głupi, i powinien zostać zdymisjonowany w trybie natychmiastowym, a następnie aresztowany po przedstawieniu zarzutu drastycznego niedopełnienia obowiązków urzędnika państwowego,

albo prezes IPN jest zamieszany w skomplikowaną grę operacyjną nieustalonych na razie sił, i powinien zostać aresztowany do czasu zakończenia dokładnego śledztwa w sprawie okoliczności odkrycia Kiszczakowego archiwum.

W obu wypadkach należałoby podjąć nadzwyczajne środki ostrożności, by prezes IPN nie powiesił się w monitorowanej 24/7 celi aresztu śledczego,  bez udziału osób trzecich, w piątek, pozostawiając  po sobie dyspozycję, by sekcji zwłok nie wykonywać do poniedziałku, a toksykologię w ogóle pominąć.

 

Prezes instytucji, która jakoby od ponad roku jakoby prowadzi śledztwo
sygn. S 64/15/Zi w sprawie ukrycia przez osobę do tego nieuprawioną dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi Pamięci Narodowej, tj. w sprawie możliwości ukrycia dokumentów najwyższej wagi przez Kiszczaka, na wiadomość że wdowa po Kiszczaku chce się z nim zobaczyć miał tzw. psi obowiązek przybycia na to spotkanie natychmiast, gdzieby go ta wiadomość nie zastała – w domu, w wannie, w knajpie czy w miłosnym uścisku.  Następnie winien był  zadbać, aby dołączył do niego prokurator prowadzący śledztwo, i dopiero wtedy, we dwóch, powinni odbyć rozmowę z 81-letnią Marią Kiszczak.

 

Tak jak teraz rzecz cała wygląda, to ona wygląda dla prezesa fatalnie. Podczas rzekomo prowadzonego przez IPN śledztwa, prezesowi nie przyszło w ogóle do głowy by nietaktownie przeszukać znane adresy Kiszczaka i jego najbliższych współpracowników. Nawet po śmierci podejrzanego wdowy po nim nie przesłuchano, zanim sama nie przyszła z propozycją biznesową. Kiedy już przyszła, prezes najpierw dał sobie dwa tygodnie czasu. Czy dałoby się zrekonstruować zajęcia prezesa i ustalić co robił, gdzie bywał  i z kim się kontaktował w ciągu tych dwóch tygodni?

Potem prezes dał wdowie kilka albo kilkanaście godzin czasu pomiędzy rozmową a wejściem do mieszkania Kiszczaka z policją. Czy możnaby sprawdzić billingi telefoniczne, by się dowiedzieć do kogo w tym czasie dzwonił?

Rzeczniczka prasowa IPN na sensowne pytanie dziennikarza, czy Marię Kiszczak zatrzymano, w związku z jej efektywnym przyznaniem się do popełnienia przestępstwa zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 8, odparła; "Pan chyba żartuje…" No tak, zatrzymać można staruszkę, która nie zapłaciła w sklepie za batonik warty 99 groszy, ale kto się poważy zatrzymać wdowę po pierwszym ubeku PRL?
 

Ja nie żartuję, ja jak najpoważniej uważam, że miejsce prezesa IPN jest w tej chwili za kratami, do pełnego wyjaśnienia sprawy i roli jaką w niej odegrał. Jeśli rzeczywiście znalazł się oryginał teczki Bolka, to jest oczywiście bardzo dobra wiadomość. Ditto pozostałe 50 kilogramów akt. Ale należy wyjaśnić, czy to dzięki wdziękowi i taktowi prezesa IPN być może już nigdy nie dojdziemy, czy archiwum Kiszczaka ważyło 50, 500 czy 5 000 kilogramów. 

emigrant (nie mylić z gastarbeiterem)       

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka