Stary Wiarus Stary Wiarus
919
BLOG

Łukasz i Bolek

Stary Wiarus Stary Wiarus Polityka Obserwuj notkę 12

Łukasz i Bolek

Odrodzona w 1918 roku po 123 latach całkowitej nieobecności na mapie, Druga Rzeczpospolita pozbyla się imperialnego dziedzictwa Romanowów, Hohenzollernów i Habsburgów w swoim prawie, administracji i sądownictwie w ciągu pięciu lat od odzyskania niepodległości. Zintegrowano w jeden organizm państwowy trzy obszary oparte na odmiennych od siebie nawzajem systemach prawnych trzech mocarstw zaborczych.

Trzecia Rzeczpospolita, która istnieje już o jedną trzecią dłużej niż istniała Druga, nie może natomiast od 26 lat ruszyć z miejsca z niezbędną dekomunizacyjną reformą prawa, praktyki administracyjnej ani sądownictwa, ponieważ za każdą próbą wpada w poślizg  na odchodach byłej PRL na odcinku prawdy historycznej.

 

Konwulsyjna obrona donosiciela Bolka, którego teczki zawierające donosy i pokwitowania usuwają ostatnie wątpliwości, jeśli jeszcze ktoś je miał, że PRL-owska bezpieka i jej pogrobowcy kręcili Bolkiem jak chcieli co najmniej od 1970 roku, wspina się na nowe wyżyny absurdu.

Autentyczne, ale niekoniecznie prawdziwe – niuansuje prezes IPN z PO-wskiego rozdania Kamiński. Znaczy, prezes sam podsuwa Bolkowi zarys linii obrony: teczka jest autentyczna w tym sensie, że została wytworzona przez SB, ale nieprawdziwa, ponieważ esbecja ją od początku do końca wymyśliła i wyprodukowała, w latach późniejszych niż daty znajdujących się w teczce dokumentów, w celu skompromitowania bohatera narodowego. Naturalnie, ponieważ esbecja była wszechmocna i jasnowidząca, to trafnie przewidziała zanim tą teczkę zrobiła, że taka robota się przyda, bo z czasem ustrój się zmieni, TW Bolek zostanie bohaterem tej zmiany, po zmianie ustroju oni stracą kontrolę nad teczką, bo Kiszczak ją zabierze do domu, Kiszczak umrze, a wdowa zaniesie papiery do IPN, ponieważ do tego czasu taka instytucja zostanie założona.

Prezes IPN zapewne oczekuje akceptacji przez aklamację znanej tezy, że SB u szczytu swojej siły rutynowo sporządzała na własne potrzeby fałszywe dokumenty, które następnie umieszczała we własnych zasobach informacyjnych, aby dezinformować samą siebie. Jakość tej dezinformacji była tak perfekcyjna, że nawet Kiszczak, czekista od 1944 roku i bywalec kremlowskich salonów, dał się nabrać i włączył teczkę Bolka do swojego prywatnego archiwum. Jednym słowm stanowisko IPN, a w każdym razie prezesa, jest zapewne takie, że w istocie rzeczy SB walczyla sama ze sobą, aż do ostatecznego zwycięstwa w 1989 roku.

To jest mniej więcej tak samo wiarygodne, jak wspomnienia małżonki Bolka Danuty, że jak Bolek potrzebował kupić powiedzmy pralkę, to po prostu szedł do kolektury Totolotka, wypełniał kupon i wygrywał ile mu było trzeba.

 

Gdyby Bolek się we właściwym czasie publicznie przyznał do wieloletniej czynnej współpracy z SB, pokajał i poprosił o wybaczenie ofiary swoich donosów i kolegów z kierownictwa Solidarności, już dawno nie byłoby żadnej sprawy. Polacy są narodem litościwym i wyrozumiałym dla ludzkich słabości, Ale tu już od dawna nie chodzi o to, kogo Bolek zakapował 40 lat temu i ile za to wziął, tylko o ponad trzydzieści lat mataczenia, brnięcia w zaparte i plucia na rzeczywistych bohaterów. Trzydzieści lat straconych dla kraju.

 

Moja prosta i jasna propozycja na dzień dzisiejszy jest taka:

Prezesa IPN – do ancla, z zarzutem braku nadzoru nad podległa sobie instytucją, która ewidentnie i ze smakiem przez wiele miesięcy rżnęła głupa, przywołując ogólną niemożność jako przyczynę braku przeszukań adresów Kiszczaka. Konieczny będzie areszt jako środek zapobiegawczy przeciwko mataczeniu i naciskom na świadków, oraz środki ostrożności najwyższego stopnia w trosce o życie prezesa.

Jednocześnie należy poprosić najlepszych karnistów kraju o opinię, czy postępowanie Bolka spełnia definicję zdrady stanu w rozumieniu art.127 par.2 kk, jako działalność zmierzająca do pozbawienia kraju niepodległości. W świetle tego, co wiemy teraz, ukrycie przez Bolka informacji, które musiałyby go zdyskwalifikować jako kandydata na prezydenta, a następnie prezydenta RP, mogło mieć związek przyczynowo-skutkowy z efektywnym pozbawieniem kraju niepodległości w czasach Bolkowej prezydentury, a właściwie z udaremnieniem jej odzyskania. W każdym razie, niech się w tym przedmiocie wypowiedzą fachowcy.

 

I niech nikt mi nie próbuje odgrzewać tego kotleta III gatunku, że oj tam, oj tam – Bolek, czlowiek prosty, coś tam podpisał bez świadomości co podpisuje, jakieś tam nieszkodliwe papiery gryzmolił, nie żeby zaraz donosy, wódkę pił, bo nalewali, a pieniądze brał, bo dawali, więc jak bylo nie brać, ale cały czas wodził esbeków za nos, bo jest sprytny. A nawet jak nie wodził, to wszystko było dawno i nieprawda, a jakby nawet prawda, to Bolek i tak wszystko odkupił, wlasnoręcznie obalając w Polsce komunizm.

Gdyby nie ten [… samocenzura obyczajowa…], Polska moglaby być dziś całkiem innym krajem. Ja sam natomiast mieszkałbym w swoim mieście rodzinnym jako powszechnie lubiany, uśmiechnięty starszy pan, spacerujący z pieskiem po parku, zamiast spędzić pół swojej młodości i cały wiek męski na odbudowie życia od nowa, na drugim końcu świata, jak mi to dzięki wkładowi tego [… samocenzura obyczajowa…]   w polską historię najnowszą przyszło uczynić. Nie,żebym się skarżył, nie mam takiego zwyczaju, zresztą po wielu latach wszystko ułożyło się OK. Ale z mojego punktu widzenia moje życie prawdopodobnie ułożyłoby sie lepiej, gdyby ojciec Bolka nigdy nie spotkał jego matki.

 

Polska musi mieć prędzej czy później swój proces norymberski, w przeciwnym razie nigdy się nie wygrzebie z PRL-owskiego łajna.

Jako preambuła polskiej Norymbergi, czy jak kto woli przystawka przed głównym daniem, sprawa Bolka w sam raz się nada. Jeśli Polska jest  w stanie uczciwie rozliczyć z kurewstwa, małości, sprzedajności i szkód, jakie wyrządził Bolka – noblistę, doktora hc, patrona lotniska, wykładowcę w Ameryce etc. etc., to wyśle przejrzysty komunikat do innych, że jest w stanie rozliczyć każdego. Jeśli Polska nie jest  w stanie rozliczyć Bolka, nie jest w stanie rozliczyć nikogo. Wtedy na każdym bankiecie  w RP przez następne sto lat nadal będzie czuć fetor trupa PRL rozkładającego się pod stołem.

Z OSTATNIEJ CHWILI:

http://wpolityce.pl/polityka/282257-a-wiec-jednak-zaniechanie-prezes-kaminski-przyznaje-czynnosci-u-kiszczaka-mogly-byc-wczesniej-wykonane

Prezes Kamiński płacze  "a co ja mogę?". Ale wiedząc że nic nie może i nominację na stanowisko wdzięcznie przyjął, i pensji nie odrzucił, i do dymisji się w proteście nie poda.

Podobno biedula padł ofiarą obstrukcji prokuratorów IPN. Ale żadnego nie zwolnił.

Nie ma zmiłuj - prezes IPN odpowiada za całokształt działań IPN.
No bo jak nie prezes, to kto?


Do ancla!
Będzie mógł objaśnić w sądzie, co nim kierowało i kto go nakłonił do zaniedbań.

 

emigrant (nie mylić z gastarbeiterem)       

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka