1 obserwujący
21 notek
10k odsłon
  103   1

NABE, albo nic !

Jest oczywiste, że ludzie często kierują się emocjami. Nie lekceważąc motywacji tego typu warto jednak, szukając przyczyn jakiegoś działania lub stanu rzeczy, zacząć od zidentyfikowania motywacji racjonalnych.

Np. w sytuacji, gdy wojna za progiem, kryzys gospodarczy za pasem, a jakaś firma , a nawet cała branża, podejmuje działania całkowicie oderwane od tej sytuacji.

Jak już wspomniałem w poprzedniej notatce ( notatka),  która  błyskawicznie  znikła ona zupełnie w czeluściach S24,  ostatnie działania energetyki wydają się być zupełnie nie powiązane z okolicznościami. Wykorzystanie europejskiego modelu rynku energii do osiągnięcia nadzwyczajnych zysków być może nie daje podstaw do określania kogoś mianem ścierwojada, ale zaszczytu to mu jednak nie przynosi.

Nie doszukuję się tutaj ze swojej strony zbytniej mocy sprawczej, ale tak jak przed niedzielną publikacją nie widziałem w mediach tematu nadmiernych marż polskiej energetyki węglowej to jednak już wczoraj kolejne wykresy obrazujące nadzwyczajne marże jakie mogą pojawiły się na kilku portalach branżowych. Wydaję się, że temat jest!

Tak na prawdę jest on widoczny już od pewnego czasu. Potwierdza to oczywiście rządowa inicjatywa wdrożenia mechanizmu redukcji cen energii w oparciu o rozwiązania możliwe do uruchomienia na rynku technicznym jaki jest Rynek Bilansujący.

Przypomnę, że rząd zaproponował tam ograniczenie uwzględnienie wysokich cen importowanego węgla w cenach energii elektrycznej. W efekcie tego ograniczone do rozsądnych rozmiarów zostałyby zyski wytwórców spalających węgiel brunatny lub tańszy krajowy węgiel kamienny. Jednocześnie jednak doszłoby do sytuacji kiedy wytwórcy wykorzystujący znaczące ilości węgla importowanego ( > 30%) nie byliby w stanie pokryć własnych kosztów wytwarzania energii.

O ile na pierwszy rzut oka sytuacja braku pokrycia kosztów produkcji wydaje się nieakceptowalna, w tym z punktu widzenia twardych zasad ekonomii, to jednak trzeba mieć świadomość, że dotyczyłaby ona tylko ułamka zdolności produkcyjnych np. dużej grupy energetycznej, która osiąga już dzisiaj najwyższe od niepamiętnych czasów zyski w innych jednostkach wytwórczych.

Mimo tego zwolennicy twardych zasad rynkowych postanowili podjąć kroki zabezpieczające własne pozycje.

Najciekawszym przykładem w tym zakresie wydaje się opublikowanie, w ramach konsultacji rządowej regulacji dotyczącej zmian rynkowych, przez jedną z grup energetycznych (Opinia dot projektu) ostrzeżenia o możliwości odstawienia części własnych mocy wytwórczych w przypadku wejścia w życie regulacji , w wersji rządowej.

Wytwórca ten sformułował ostrzeżenie w sposób jasny i jednoznaczny: albo nadzwyczajne zyski, albo black-out.

Nie muszę dodawać, że z punktu widzenia odbiorcy energii to alternatywa diabelska.

Czy rzeczywiście jedyna?

Jak już kiedyś wspomniałem kilkanaście lat swojego życia zawodowego spędziłem w „zachodnich” firmach energetycznych, w tym sporo czasu w obszarach ściśle współpracujących z ich zarządami.

To co mnie zawsze uderzało kiedy dokonywałem porównań tych firm z energetyką krajową to fakt dobrego zrozumienia interesu społecznego jako istotnej determinanty działań firmy.

Być może przypomnieniem były tutaj miniaturki flag narodowych na biurkach menedżerów, a może przyczyny były bardziej pragmatyczne. Faktem jest jednak, że firmy „hasały” na wolnym rynku tylko do momentu do póki nie otrzymały wyraźnego negatywnego sygnału ze strony władzy krajowej lub nawet lokalnej.

To nie musiały być i nie były oficjalne polecenia premiera.

Po wyjściu z Polski większości zagranicznych firm energetycznych stopniowo zanika  wiedza na temat rzeczywistego funkcjonowania europejskiej energetyki.

Pozostają wyobrażenia i wynikające chyba tylko z kompleksów i braku wiedzy dążenia do „rynkowego ideału”.

Mentalność, która każe wyrwać co się da , nie patrząc na okoliczności. Jeśli można to zawalczyć (słusznie) o mechanizmy wsparcia takie jak rynek mocy , ale gdy nadarzy się okazja to wyrwać także „ostatni grosz” z chwiejącej się gospodarki, powołując się na rynek i jego prawa.

Jak napisałem w poprzedniej notatce najbliższe dni pokażą, czy polskie państwo jest w stanie zapanować nad zarządami krajowych championów.

Gdy w innych krajach europejskich wystarczyłyby ciche sugestie u nas musi dojść do otwartej batalii.

W tej batalii rząd , a może ściślej mówiąc premier i Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie czują się chyba zbyt mocno ponieważ zaczynają odwoływać się do dodatkowych środków oddziaływania.

Z jednej strony pojawił się dodatkowy „kij” w postaci propozycji ograniczenia cen i dochodów osiąganych przez wytwórców spalających węgiel kamienny zapisanej jako opcja w rozporządzeniu Komisji Europejskiej. To chyba pierwszy w historii przypadek, kiedy dla obrony bezpieczeństwa polskich konsumentów energii rząd miałby sięgnąć do „przymusu” wynikającego z prawa unijnego.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale