2 obserwujących
30 notek
14k odsłon
  447   0

W świecie energetyki nie ma wojny!

Będą straty i będą przegrani! A pomyśleć, że problemu mogłoby nie być , gdyby nie ambicje rynkowe niektórych firm i ich ślepota na sytuację wojenną za naszymi granicami!

Jedną z podstawowych zasad jakie starają się sobie przyswoić adepci wolnego rynku jest prawna zasada: co nie jest zabronione, jest dozwolone.

W przypadku rynku energii elektrycznej zasadę tą można rozumieć tak, że w każdej sytuacji należy maksymalizować zysk, jeśli nie jest to wprost zabronione przepisami prawa! Bierzmy tysiąc, dwa tysiące, cztery tysiące PLN/MWh jeśli prawo tego nie zabrania. A takie prawo nie każe nam patrzeć na wpływ naszego działania na resztę gospodarki. To zmartwienie „ich”, czyli aktualnej władzy państwowej.

Obyśmy nigdy nie musieli tego weryfikować w praktyce, ale wydaje się, że nie jest możliwe , aby proste zasady autorstwa Adama Smitha mogły być stosowane w sytuacji kraju będącego w stanie wojny. Nie wyobrażam sobie władzy , która powszechnymi zasadami rynkowymi tłumaczyłaby swoim obywatelom nieuniknioność zamarznięcia, czy ponoszenia skutków braku dostępności energii elektrycznej tak obrazowo (choć w innym kontekście) opisanych w książce „Blackout” Marka Elsberga.

O podejście „pozarynkowe” wydaje się oczywiste(?) w sytuacji gorącego konfliktu to chyba nie są jasne wytyczne dla sytuacji pośrednich, np. takich jak w obecnej sytuacji Polski.

Z jednej strony nadal kupujemy nowe samochody, budujemy mieszkania i domy, planujemy kolejne wyjazdy wakacyjne. Czyli „dzień jak co dzień” !.

Z drugiej strony oczywiście wojna za naszymi granicami, jakieś problemy z węglem, droższa benzyna i gorączkowe uzupełnianie arsenału uzbrojenia.

Która rzeczywistość jest realna ? Samochody, czy czołgi? Gdzie jesteśmy „my”, a gdzie „oni”?

Co do mnie to doświadczenie ostatnich kilku miesięcy w sposób oczywisty wskazuje, że krajowa energetyka znajduje się nadal w strefie „pokoju”.

Trudno ocenić, czy prokuratura, UOKiK i URE podejmą temat ewentualnej zmowy na rynku energii zasygnalizowany przez jedną z firm doradczych. Jestem gotów przypuszczać, że nawet jeśli podejmą to wynika badania wcale nie musi przynieść prostych dowodów na przestępczą zmowę.

To naprawdę może być tylko bezwzględne wykorzystanie nadarzających się okoliczności!

Wyraźny wzrost cen surowców przekładający się na ogólny wzrost kosztów wytworzenia energii powoduje, że doliczenie kilkuset złotowej marży może stać się niezauważalne.

Wojna niszczy fortuny, wojna fortuny buduje.

Pewne wyobrażenie o tym na ile wojna budowała „fortuny” krajowych wytwórców energii mogą dać skutki wprowadzenia w październiku ograniczeń cenowych na rynku bilansującym energii.

Mimo swojego charakteru technicznego, poprzez odpowiednie zaprojektowanie zmian sytuacja na tym rynku przełożyła się bezpośrednio na obniżkę cen energii na rynku bieżącym i co jeszcze ważniejsze, na rynku terminowym na rok 2023.

Chociaż giniemy tutaj w świecie „wielkich liczb”, ale skutek w postaci obniżenia ofert na rok 2023 z 1500 PLN/MWh do 1000-1100 PLN/MWh robi wrażenie!

Nowe ceny pozwalałyby i tak odpowiednio zarobić wytwórcom węglowym pozostawiając wytwórców gazowych w oczekiwaniu na pogorszenie sytuacji podażowej, które także im pozwoliłoby dokonywać sprzedaży swojej produkcji.

O ile cena ok. 1000 PLN/MWh wydaje się ceną „hojnie” sprawiedliwą dla dużych wytwórców (niektórych wynagradza nadal bardzo obficie) to wciąż jest trudna do zaakceptowania przez odbiorców.

Stąd nie może budzić zdziwienia kolejna inicjatywa rządowa wprowadzające ograniczenia cen detalicznych dla odbiorców indywidualnych, sektora MSP oraz sektora użyteczności publicznej.

Wydaje się, że ceny netto zaproponowane dla pierwszych w wysokości 693 PLN/MWh i w wysokości 785 PLN/MWh to chyba wszystko co może wytrzymać budżet i sektor energetyczny.

Znaczny wzrost cen w porównaniu z rokiem 2022 (ok. 430 PLN/MWh) powinien zachęcać do oszczędnego gospodarowania przyrostami zużycia energii elektrycznej przez odbiorców indywidualnych.

Ustalenie sztywnej ceny sprzedaży energii m.in. dla odbiorców taryfowych likwiduje ryzyko popełnienia błędów w taryfowaniu energii elektrycznej na rok 2023 w przypadku zniesienia obliga giełdowego.

Prezes URE może odetchnąć!

O ile można oczekiwać propozycji korekt Senatu do ustawy wprowadzającej limity cen to wydaje się, że samo wdrożenie koncepcji wydaje się nie zagrożone. Ustawa przejdzie!

„Zaparkowanie” poziomu cen detalicznych nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, a przede wszystkim kwestii finansowania redukcji cen dla odbiorców.

Pomiędzy uzasadnionym poziomem cen wynikającym z rozwiązań rynku bilansującego , a ich wysokością dla odbiorców pojawia się kilkusetzłotowa luka.

Pomysł na jej zasypanie polega na ukierunkowanym ograniczaniu przychodów wytwórców w oparciu o ocenę ich rzeczywistych kosztów wytwarzania.

O ile nawet w przypadku likwidacji obliga giełdowego ceny na konkurencyjnym rynku energii (jaki wciąż formalnie miałby istnieć) zbiegać powinny do rynkowej ceny krańcowej (tłumaczenie dlaczego mimo braku obliga giełdowego to materia na oddzielny tekst) to wciąż dla części wytwórców uzyskiwane przychody znacznie przekraczać będą faktycznie ponoszone koszty.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka