Blog
zapiski pięćdziesięciolatka
jacek syn alfreda
jacek syn alfreda z wykształcenia polonista
0 obserwujących 53 notki 75253 odsłony
jacek syn alfreda, 18 września 2013 r.

Marcel Reich-Ranicki- "papież" w randze kapitana

 Listopadowy wieczór roku 2008. Miliony Niemców przed telewizorami śledzą z zapartym tchem specjalną edycję „Milionerów". Raz do roku telewizja RTL zaprasza do udziału w tym bijącym także w Niemczech rekordy oglądalności programie prominentów - gwiazdy filmu, estrady, sportu i polityki. Pieniądze wygrane w tym teleturnieju prominenci przeznaczają oczywiście na cele charytatywne.

 Na „fotelu tortur" siedzi właśnie Thomas Gottschalk, najpopularniejszy w Niemczech showman i moderator telewizyjny. Dobrze mu idzie, ma już na koncie pół miliona euro.

 Prowadzący program Günter Jauch (odpowiednik naszego Huberta Urbańskiego), stawia mu wreszcie pytanie za milion. Brzmi ono: „Kto był ostatnią towarzyszką życia Franza Kafki? Dora Diamant, Sarah Saphir, Rita Rubin czy Olga Opal?"

 Gottschalk nie ma pojęcia. Zostało mu ostatnie koło ratunkowe - telefon.

- Dzwonimy do Marcela - mówi Gotschalk. - Do Marcela Reicha-Ranickiego!

 Dzwonią. Kilka razy słychać sygnał wolnej linii i po krótkiej chwili z głośników rozbrzmiewa charakterystyczny głos, znany chyba każdemu Niemcowi powyżej dziesiątego roku życia: „Tak?"

 Po krótkim przywitaniu Thomas Gottschalk odczytuje pytanie.

 - To Dora Diamant - odpowiada bez namysłu sędziwy krytyk. Po czym dodaje ze swoim silnym, polskim akcentem, którego nie pozbył się do dzisiaj - Nie słyszałem, żeby Kafka miał po niej jeszcze jakąś inną kobietę.

  - Marcel, kocham cię! - krzyczy Gottschalk, gdy prowadzący potwierdza prawidłowość odpowiedzi. „Marcel, kochamy cię!" - można wyczytać na twarzach zachwyconej publiczności. Ludzie w studiu szaleją, wstają z miejsc, długo i namiętnie oklaskują swojego 88-letniego bohatera. Jeszcze raz w spektakularny sposób udowodnił swoją wielkość i nieomylność.

 Bo Reich-Ranicki to był człowiek-instytucja. Nazywany „papieżem" niemieckiej krytyki literackiej, potrafił jedną wypowiedzią zniszczyć dobrze zapowiadającą się karierę literacką i odwrotnie - jego jedna przychylna recenzja w FAZ wprowadzić mogła jakiegoś szerzej nieznanego literata do pisarskiego raju. Gdy mówił „dobre", Niemcy natychmiast pędzili do księgarń, a drukarnie nie nadążały z dodrukami. Gdy powiedział „ta książka to śmieć", cały nakład w księgarniach okrywał się kurzem, a pisarz często mógł szukać sobie innego zajęcia. Jego krytyki bywąły przeważnie bezlitosne i całkowicie dyskwalifikujące, osądy nieodwołalne i... bardzo często skrajnie niesprawiedliwe. Przez to był on najbardziej znienawidzonym krytykiem w niemieckim środowisku literackim, będąc równocześnie bożyszczem, prawdziwą alfą i omegą dla czytelniczych tłumów.

 Był niezwykle medialny i charyzmatyczny, jego cotygodniowy, autorski program „Kwartet Literacki", w którym omawiał, wraz z trzema innymi literaturoznawcami, nowości czytelnicze, ściągał miliony Niemców przed ekrany telewizorów. Od prostej „Hausfrau" i jej męża hydraulika, poprzez gimnazjalistów, do profesorów wyższych uczelni. Nawet fakt, że niemczyzna Reicha-Ranickiego bywała nieraz daleka od doskonałości - i nie chodzi tutaj tylko o jego słowiański akcent, lecz także o nierzadko popełniane przez niego proste błędy gramatyczne - nikomu tutaj nie przeszkadzało w nabożnym kontemplowaniu jego opinii.

 Ostatnimi czasy ograniczył znacznie swoją aktywność; cóż, lata robią swoje, lecz jesienią roku 2008 dwukrotnie w spektakularny sposób przypomniał wszystkim o sobie. Po raz pierwszy, gdy wywołał skandal, odmawiając (decyzję podjął spontanicznie już na samej gali) przyjęcia nagrody telewizyjnej, czegoś w rodzaju polskiego Victora. Jego mowa, wygłoszona na tej raczej nudnej i sztampowej uroczystości, w której poddał miażdżącej krytyce miałkość i płyciznę oferty programowej telewizji niemieckich, spowodowała wielkie oburzenie i popłoch sporej gromadki oberdyrektorów największych stacji telewizyjnych. Widok ich głupich min, gdy słuchali gromkich pohukiwań starego krytyka, musiał szczerze ucieszyć Niemców, bo opinia publiczna znowu stanęła murem za Reichem-Ranickim. Co w kontekście faktu, że przeciętny Niemiec to z reguły notoryczny „couch potato" i chyba jeszcze bardziej, niż przeciętny Polak bezkrytyczny połykacz telewizyjnej melasy, było samo w sobie bardzo dziwne.

No, ale skoro sam Marcel Reich-Ranicki pojechał po telewizjach jak po łysej kobyle, to oczywiście musiał mieć rację - pomyślał statystyczny Johann Schmidt (co oczywiście nie zniechęciło go do obejrzenia kolejnego, pięćset siódmego odcinka „Lindenallee"). Jego drugim medialnym sukcesem był właśnie opisany powyżej udział w kultowym teleturnieju „Wer wird Millionär".

Kiedy kilka lat temu w Niemczech ujawniono ciemne karty jego przeszłości, reakcja tamtejszej opinii publicznej - wbrew temu, co pisano wtedy w polskich mediach - była bardzo stonowana. Niemcy, którzy w ostatnich czasach coraz niechętniej stawiają czoła demonom swojej własnej, najnowszej historii, przyjęli fakt pracy Reicha-Ranickiego w stalinowskim UB z dużą dozą obojętności. Mało ich obeszło, że 50 lat temu ten szanowany, a przez niektórych wręcz bałwochwalczo czczony „self made man" (Reich-Ranicki zakończył swą formalną edukację na przedwojennej, niemieckiej maturze), wysługiwał się ponuremu, totalitarnemu reżymowi obcego, chociaż sąsiedniego kraju.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

skromny kapitalista z ludzką twarzą

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • no to niech jeszcze przywroca ul. Dzierzynskiego i Nowotki.
  • @Ada.zxy  Probowalem. Nawet udalo mi sie przekonac zone, zeby wziac tego psa. Ale nie zdolalem...
  • @Harcownik  Artur umarl wlasnie przez to cos w glowie. Jak opowiadal, byl stale agresywny w...

Tematy w dziale