PROTOKÓŁ PRAGA
Logline: Młody archiwista KPRM odkrywa, że dwa samopodpalenia pod kancelarią, które oficjalnie były aktami desperacji, to w rzeczywistości dwa podpisy pod tym samym dokumentem - protokołem kontroli, który nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego.
Bohater:
MARCIN W. - 34 lata, pracownik Biura Kontroli i Audytu KPRM. Jego praca to zamiatanie. Dostaje teczkę "Zdarzenia incydentalne 2011-2013" do zamknięcia i archiwizacji przed wyborami. Ma ją podpisać i zapomnieć.
Fabuła na 3 akty:
AKT I - POWTÓRKA
Marcin ogląda nagrania z monitoringu z Al. Ujazdowskich. Zauważa: o 11:20 oba dni kamery zewnętrzne KPRM mają 4-minutową przerwę "konserwacyjną". Ten sam operator systemu. W aktach Żydka znajduje notatkę odręczną: "kontrola Praga-Północ - 17 podmiotów, zwroty VAT, 2008-2011". W systemie LEX nic takiego nie ma. Oficjalnie kontrole, jak mówił wtedy premier, "niczego nie wykazały".
Zaczyna pytać byłych pracowników praskiej skarbówki. Wszyscy mówią to samo: Żydek miał rację.
AKT II - DRUGI
Marcin dociera do tożsamości drugiego mężczyzny z 2013. To nie był przypadkowy protestujący. To był biegły rewident z Ministerstwa Finansów, który w 2012 roku dostał zlecenie cichej weryfikacji sprawy Żydka. Jego raport miał 40 stron i potwierdzał wszystko. Zniknął z systemu.
Wtedy Marcin rozumie paranoiczną logikę: w 2011 Żydek próbował zapalić światło. W 2013 ktoś inny próbował wysłać sygnał, że światło zostało zgaszone - w tym samym miejscu, żeby nie dało się tego zignorować. Ten sam gest jako cytat.
Zaczynają mu się sypać maile, przepustka nie działa, ktoś wchodzi do jego mieszkania i przestawia tylko jedną rzecz - teczkę na biurku.
AKT III - PROTOKÓŁ
Clou: przekręt w skarbówce na Pradze to nie była zwykła korupcja. To był mechanizm do wyprowadzania VAT dla spółek, które finansowały kampanie. Kontrole wykazały, i to sporo, tylko ktoś podjął decyzję, że to "takie coś, to właściwie nic". A protokolant, który to napisał, musiał zniknąć - najpierw symbolicznie, potem dosłownie.
Finałowy twist: Marcin nie znajduje raportu z 2013. On znajduje wniosek o jego zniszczenie, podpisany przez swojego obecnego szefa. I datę: 11 czerwca 2013, dzień przed drugim podpaleniem.
Ostatnia scena: Marcin stoi przed KPRM, dokładnie tam, gdzie stali tamci dwaj. Rozumie, dlaczego wybrali to miejsce. Bo tylko tam kamery patrzą w drugą stronę.



Komentarze
Pokaż komentarze