Paweł Łęski Paweł Łęski
30
BLOG

POLSKA GÓRA

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 0

POLSKA GÓRA


Logline: Lipiec 1916, Wołyń. Trzy brygady bez artylerii i łączności zostają porzucone w luce po ucieczce Węgrów. Muszą utrzymać wzgórze przez 72 godziny, wiedząc, że po drugiej stronie lornetki stoi niemiecki generał, który liczy nie ich zabitych, tylko przyszłe dywizje.


Zasada:

W normalnej bitwie boisz się wroga. Pod Kostiuchnówką boisz się ciszy w telefonie polowym. Bo cisza oznacza, że już nie istniejesz na mapie sztabu.


TREATMENT


AKT I - LUKA


4 lipca, godzina 4:30. Ofensywa Brusiłowa wali w cały front. Na odcinku Legionów nagle cicho, bo Węgrzy zniknęli. Patrol wraca i mówi jedno zdanie: "Nie ma nikogo po prawej". 


Piłsudski ma 5500 ludzi na kilka kilometrów okopów. Naprzeciw XLVI Korpus. Bez drutu, bez wsparcia. Dowódcy plutonów dostają ten sam rozkaz, który Żuawi Śmierci dostawali pod Miechowem: trzymać się białego krzyża na piersi, bo to jedyny punkt orientacyjny, gdy dym zasłoni wszystko. Krzyż, który miał wskazywać drogę kulom, teraz wskazuje drogę twoim ludziom.


I wtedy bohater, porucznik z 5 pułku, orientuje się, że ich okopy mają już niemiecką nazwę na mapie. Polnische Höhe. Polska Góra. Ktoś ją nazwał, zanim jeszcze ją stracili.


AKT II - REDUTA


5 lipca. Huraganowy ogień rosyjskiej artylerii. Tak zaczyna się każdy dzień pod Kostiuchnówką. Łączność zerwana. Rozkazy idą przez gońców, którzy nie wracają.


To jest serce thrillera. Nie widzisz wroga, widzisz tylko skutki. Ziemia na Reducie Piłsudskiego i w Polskim Lasku jest przeorana tak, że nie da się rozróżnić okopu od leja. 5 pułk traci ponad połowę stanu. Ludzie walczą wręcz, bo tak uczyli ich opowieściami o 1863 roku. Jak tamci 150 pod Miechowem, którzy wyciągali Rosjanom karabiny z rąk, bo bali się mniej niż powinni.


Bohater znajduje w ziemiance porzucony niemiecki dziennik obserwacyjny. Ktoś notuje co godzinę: "Polak to dobry żołnierz. Gdy Austria zawodzi". Rozumie, że oni nie walczą dla Austrii. Oni walczą na casting przed Niemcami.


Wieczorem przychodzi goniec z I Brygady: "Mamy trzymać jeszcze jedną noc. Kowel musi zostać".


AKT III - AKT


6 lipca, odwrót. Taktyczne zwycięstwo Rosjan, strategiczny sukces Legionów. Front nie został przełamany. Koszt: prawie 2000 zabitych, rannych, zaginionych.


Dwa tygodnie później w kwaterze w Pszczynie ten sam niemiecki generał, Erich von Ludendorff, pisze list do Berlina: "Wzrok mój zwraca się na Polskę. Trzeba zrobić Wielkie Księstwo Polskie z Warszawą i Lublinem, a następnie armię polską pod niemieckim dowództwem".


I tu jest twist paranoicznego thrillera: ich ofiara nie była daremna, ale nie była też ich własnością. Została natychmiast przeliczona na rekruta. Z krwi pod Kostiuchnówką, nad Styrem i Stochodem, zrobi się atrament Aktu 5 listopada. Aktu, który łamie zmowę trzech zaborców trwającą od 1764 roku i zaczyna efekt domina, który skończy się w Wersalu.


FRAGMENT OTWIERAJĄCY:


Telefon polowy milczy od drugiej w nocy. Nie jest uszkodzony. Po prostu nie ma z kim gadać po prawej. Węgrzy poszli.


Leżę w glinie na Polskiej Górze. Niemcy tak ją nazwali wczoraj, zanim ją jeszcze zajęliśmy. Polnische Höhe, wysokość 212. Na mapie wygląda jak reduta. W rzeczywistości to piach, korzenie i trzy rzędy drutu, którego nie zdążyliśmy rozwinąć.


Obok mnie chłopak z Ostrołęki ma na piersi duży, płócienny krzyż. Mówi, że tak nosili Żuawi. Żeby kule wiedziały, gdzie lecieć. Śmieje się, bo żyje z dnia na dzień bez wiary w jakiekolwiek jutro, jak wszyscy tutaj. Od Miechowa minęło pięćdziesiąt trzy lata i nic się nie zmieniło. Dalej stajemy niemal bezbronnie wobec śmierci, tylko karabiny są szybsze.


O piątej zaczyna się ogień. Znowu.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura