Weekendowa obrona demokracji, czyli jak zrobić zamach stanu nie robiąc nic
Do tej pory Polska była krajem tak bezpiecznym i spokojnym, że za zamach stanu uchodziła próba przemyconia sałatki jarzynowej przez posłankę na salę obrad sejmowych. W weekend to się zmieniło.
Operacja przejęcia Trybunału Konstytucyjnego została przeprowadzona z precyzją godną filmu sensacyjnego i timingiem godnym kabaretu. Dwa dni przed świętem, w sobotę, kiedy normalny kraj zastanawia się czy kupić więcej zniczy czy jednak chryzantemy doniczkowe, ktoś wpadł na pomysł, że to idealny moment na nocną akcję siłowego przejęcia Trybunału. Bo przecież wszyscy wiedzą, że najlepiej bronić praworządności wtedy, kiedy prawnicy są na cmentarzach ( bez dwuznaczności).
I wtedy wchodzą zdjęcia, które obiegły świat. Karol Nawrocki zawracający samolot znad Hiszpanii. FlightRadar nigdy nie miał takiej oglądalności. Prezydent RP lecący, nagle zawracający, bo w kraju dzieją się rzeczy, och jakie się dzieją. A potem scena druga: ten sam prezydent, którego nie wpuszczają na teren instytucji, którą zgodnie z konstytucją ma chronić. Policjanci stojący w kordonie wokół Trybunału. Dla zagranicznych korespondentów to był moment czystej poezji. W ich notatkach pojawiło się jedno zdanie: to wygląda dokładnie jak próba zamachu stanu, tylko bez czołgów i z lepszym cateringiem.
A teraz Polska, która dla dopełnienia obrazu otoczyła Trybunał Konstytucyjny kordonem policji i urządza przepychanki kto kogo nie wpuści. Rząd mówi że to opozycja próbuje przejąć sąd. Opozycja mówi że to rząd próbuje przejąć sąd. A sąd stoi otoczony i patrzy jak wszyscy go tak bardzo kochają, że chcą go udusić z miłości.
To jest właśnie europejska szkoła ochrony demokracji. Chronimy ją tak intensywnie, że sama demokracja zaczyna prosić o ochronę przed ochroniarzami.
Najzabawniejsze jest to, że wszystko dzieje się w weekend. W normalnym zamachu stanu generałowie budzą się o czwartej rano. U nas budzi się rzecznik prasowy i ogłasza, że Trybunał został zabezpieczony. Zabezpieczony przed kim? Przed prezesem? Przed prezydentem? Przed konstytucją?
A prezydent zawracający znad Hiszpanii to już jest mem na lata. Lecisz sobie spokojnie, myślisz o tapas, a tu telefon: Panie Prezydencie, musi Pan wracać, bo demokracja jest właśnie broniona. A Warszawa rządowa mówi, że samolotu zawrócić nie można bo to tak mocno broniona jest demokracja, że lepiej żeby Pan Prezydent na to nie patrzył.
I tak oto w kraju, w którym do tej pory największym zagrożeniem dla ładu konstytucyjnego była kłótnia o posła zażywającego sproszkowane kości ze swoich wrogów, doczekaliśmy się własnej, weekendowej, w pełni udokumentowanej operacji przejęcia. Bez czołgów, bez orędzi, za to z kordonem policji, konferencją prasową i zdjęciami z FlightRadara.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)