Haaretz/uproszczony przekaz wyjaśniania Holokaustu
Yad Vashem płaci teraz cenę wielu lat, w których wykształciło jednowymiarowy, uproszczony przekaz opisu Holokaustu
Daniel Blatman
18.12.2018 | 11:44
Muzeum Warszawskiego Getta, które rząd polski postanowił wybudować osiem miesięcy temu, znajduje się obecnie w centrum debaty.
Debata ta ma elementy polityczne, ale jest to głównie zderzenie dwóch poglądów na to, co należy podkreślić podczas badania i pamiętania o Holokauście, a przede wszystkim o tym, jakie przesłanie edukacyjne powinno być wysyłane - co Izraelczycy nazywają "lekcjami Holokaustu".
"Ofer Aderet" autorstwa Haaretza, w swoim artykule o warszawskim muzeum , omawiał głównie perspektywę polityczną, przyznając znaczną przestrzeń krytyce artykułowane przez prof. Hava Dreifussa, historyk Yad Vashem. Dreifuss zaatakowała warszawskie muzeum i tych, którzy mimo wszystkich problemów postanowili podjąć projekt, którego znaczenie trudno przecenić. Ta krytyka zasługuje na odpowiedź.
Po pierwsze, kontekst polityczny. Nie ma bardziej odpowiedniej odpowiedzi na krytykę Dreifussa niż stare powiedzenie, że ludzie mieszkający w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami.
Dreifuss pracuje dla instytucji, która w ostatnich latach funkcjonowała jak ciężko pracująca pralnia, starając się zmyć grzechy wszystkich antysemickich , faszystowskich, rasistowskich przywódców lub polityków, jak Węgierski Viktor Orban, Filipiński Rodrigo Duterte i Włoch Matteo Salvini.
Serce mi pęka, gdy widzę moich kolegów, uczciwych i wiernych badaczy Holokaustu, którzy oddają pozornie irytujące muzeum historyczne złoczyńcom, których rząd izraelski wysyła do Yad Vashem, aby dać im rozgrzeszenie w imieniu ofiar Holocaustu w zamian za głosowania proizraelskie w instytucjach międzynarodowych. Z jakiegoś powodu Dreifuss nie krytykuje tego.
Ale dla polskiego rządu (każdego polskiego rządu, zarówno obecnego, któremu przewodzi nacjonalistyczna partia Prawo i Sprawiedliwość, jak i poprzedniej, na czele z liberalną koalicją centrową), która wydaje rocznie dziesiątki milionów złotych na zachowanie historycznych żydowskich stron, Żydowskie cmentarze i niezliczone pamiątki, ma zjadliwą krytykę.
Strach i demoralizacja
Półtora tygodnia temu Matti Friedman opublikował w "The New York Times" opinię na temat tego, co dzieje się w Yad Vashem, to trudna lektura. Kiedy przeczytasz jego wnioski, włosy staną ci dęba. Nie cytuje żadnego pracownika Yad Vashem po nazwisku, ponieważ nikt nie chciał być zidentyfikowany. W końcu muszą zarabiać na życie.
Friedman opisywał nastrój frustracji, strachu i demoralizacji wśród pracowników, ponieważ obecny ekstremistyczny, nacjonalistyczny rząd zmienił Yad Vashem w narzędzie polityczne przypominające muzea historyczne w krajach totalitarnych.
Ale najbardziej zaskakującą rzeczą, o której Friedman napisał, jest to, że przewodniczący instytucji, Avner Shalev - który zamienił muzeum w międzynarodowe imperium pamięci i który od lat zaciekle zwalczał każdą próbę przedstawienia innego podejścia koncepcyjnego lub badawczego niż Yad Vashem - jest niechętny do przejścia na emeryturę, mimo że osiągnął wiek 80 lat.
Powodem jego niechęci jest to, że wielu ludzi w instytucie obawia się, że kiedy odejdzie, jego miejsce zajmie ktoś nominowany przez odpowiedniego ministra, ministra edukacji Naftali Bennetta, który zamieni Yad Vashem w instytut pamięci w duchu Bennetta. Partii Habajta Hayehudi. Ciekawe byłoby wiedzieć, co Dreifuss o tym myśli.
Yad Vashem płaci teraz cenę wielu lat, w których wychowywało w jednowymiarowym, uproszczonym przesłaniu, że istnieje tylko jeden sposób wyjaśniania Holocaustu. Dziś instytucja najwyraźniej chce umocnić swoją reputację w badaniach nad Holocaustem, które budowała przez wiele lat, w służbie rządu, który zwerbował ją, by oskarżyć każdego, kto krytykuje Izrael za antysemityzm. Nic więc dziwnego, że jego badacze stali się stronniczymi tłumaczami Holokaustu.
To jedno, gdy na wątpliwych konferencjach z przywódcami politycznymi, w których skład rządów wchodzą byli neonaziści premier Benjamin Netanjahu próbuje uchwalać rezolucje, w których Izrael krytykuje nowy antysemityzm. Innym jest, gdy instytut badań i pamięci nie ma odwagi sprzeciwiać się takim próbom.
Dlatego Yad Vashem lepiej by nie szukał dowodów na to, że inne rządy próbują zniekształcać historię i dyktować treści nacjonalistyczne - nie wspominając o angażowaniu się w negowanie Holocaustu, co zarzuca Dreifuss.
Polski punkt widzenia
(...) Polski rząd ma problematyczny porządek objaśniający przeszłość, której nie jesteśmy zobowiązani akceptować, a nawet nawet krytykować.
Ale polski rząd nie ingerował w działania pracowników muzeum, którzy rozpoczęli pracę, a już na pewno nie w narrację muzeum. Mogła Dreifuss i jej koledzy zaangażować się w ten wysiłek, zostali przecież zaproszeni, byliby mile widziani. Gdyby Yad Vashem zaoferowało swoją pomoc i wsparcie, zamiast dać projektowi odpór, nikt nie byłby szczęśliwszy niż my w muzeum.
A teraz dochodzimy do kwestii historycznej. Aby wziąć udział w staraniach o utworzenie Muzeum Getta warszawskiego, trzeba zgodzić się, że Holocaust można przedstawić i wyjaśnić z perspektywy innej niż etnocentryczna żydowska, syjonistyczna i nacjonalistyczna.
Należy przyjąć, że Holocaust można badać w sposób, który postrzega żydowską historię w tym okresie jako integralną część historii Polski pod okupacją hitlerowską. Należy zgodzić się, że przerażająca żydowska tragedia, która miała miejsce w czasie II wojny światowej, może i powinna być rozumiana częściowo przez jednoczesne badanie - jednocześnie zauważając zarówno różnice, jak i wspólne elementy - co spotkało Polaków, Romów, sowieckich jeńców wojennych i innych, którzy byli zamordowani wraz z Żydami w rozległym ludobójczym pustkowiu, który stał się okupowaną Polską.
Aby założyć muzeum z humanistycznym, uniwersalnym i integracyjnym przesłaniem o Holokauście, trzeba zaakceptować podejście, które widzi getto warszawskie - przerażającą strefę terroru, która spowodowała śmierć i fizyczne i duchowe załamanie się setek tysięcy Żydów - jak jeden element znacznie większej strefy terroru, w której setki tysięcy ludzi cierpiało i walczyło o swoje istnienie: Polacy żyjący po drugiej stronie muru.
Oczywiste różnice między losami tych dwóch narodów nie zwalniają badawcza, ani muzeum przedstawiającego historię tego okresu, od przedstawienia tego złożonego przesłania (...)
Dlatego nowe Muzeum Getta Warszawskiego nie będzie Yad Vashem. Będzie to muzeum Holocaustu w sercu polskiej stolicy, które pamięta losy 450 000 Żydów, mieszkańców Warszawy i uchodźców przywiezionych do getta.
Wszakże zdecydowana większość z nich była żydowskimi obywatelami Polski. Tak żyli, tak cierpieli i tak powinni zostać zapamiętani po tym, jak zostali zamordowani przez nazistów.
Daniel Blatman jest historykiem na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i głównym historykiem Muzeum Getta Warszawskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze