SPIEGEL ONLINE/ Polacy do Bundewehry
Niedobór kadr w Bundeswehrze
Von der Leyen chce rekrutować Włochów, Polaków i Rumunów
W celu złagodzenia niedoboru personelu w Bundeswehrze Ursula von der Leyen chce rekrutować cudzoziemców z UE. Opór w Europie Wschodniej: polski minister spraw zagranicznych ostrzega, że służba wojskowa jest "ściśle powiązana z narodowością".
Markus Becker i Matthias Gebauer
DPA
Czwartek, 27.12.2018 16:30
Plany Departamentu Obrony dotyczące rekrutowania cudzoziemców UE do Bundeswehry są w szczegółach mało znany. Poufna koncepcja ministerstwa pokazuje, że minister Ursula von der Leyen chce zatrudnić w swoich oddziałach głównie Polaków, Włochów i Rumunów. (...)
Planiści w Ministerstwie już dokładniej obliczyli ten potencjał. Zgodnie z tym około 255 000 Polaków mieszka w Niemczech, 185 000 Włochów i 155 000 Rumunów w wieku od 18 do 40 lat. Razem stanowią około połowę wszystkich cudzoziemców z UE w Niemczech. Co najmniej dziesięć procent tej grupy mogłoby wzbudzić zainteresowanie Bundewehry, w dokumencie zaznaczono, że oznaczałoby to ponad 50 000 możliwych nowych kandydatów do wojska niemieckiego.
Minister obrony von der Leyen od wielu lat planuje otwarcie Bundeswehry na cudzoziemców z UE. Tło stanowi stały brak personelu w siłach zbrojnych. Polityk CDU skodyfikował już swój projekt w 2016 r. W tzw. Białej Księdze, swego rodzaju rządowej mapie drogowej dla niemieckiej polityki bezpieczeństwa. Od tego czasu jej służba rozważała, jak zmienić ten pomysł w rzeczywistość.
Plany są w dużej mierze zakończone. Sekretarz stanu Gerd Hoofe w każdym razie podpisał już tę koncepcję w sierpniu 2018 r. "Dostępne są niezbędne podstawowe informacje dotyczące procesu decyzyjnego w sprawie i procedurze" - zauważyli wysocy urzędnicy na piśmie pracownicy odpowiedzialni za nabór.
Pomysł nie jest całkowicie nowy w Europie. Belgia, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Dania i Luksemburg otworzyły już swoją armię na cudzoziemców z UE. Zgodnie z koncepcją Bundeswehry, Leyens Ressort dąży do modelu belgijskiego, tj. Pełnego otwarcia dla obywateli UE. W związku z tym plany wykraczają poza wypowiedzi Generalnego Inspektora, który początkowo mówił tylko o rekrutacji specjalistów .
Jednak ministerstwo chce od początku ograniczyć grupę potencjalnych rekrutów z krajów UE. Zgodnie z planami, tylko młodzi ludzie, którzy od kilku lat mieszkają w Niemczech i mówią płynnie po niemiecku, mają być rekrutowani. Znajomość języka jest ważna również dla kandydatów niemieckich jako podstawowy warunek wstępu do armii, na podstawie ustawy o żołnierzach.
To wywołuje obawy europejskich sąsiadów przed perspektywą zdobycia przez Niemców potencjalnych żołnierzy dla własnych armii z lepszymi płacami i warunkami pracy w tym kraju. Ponadto von der Leyen w Niemczech chce uniknąć dyskusji o "obcych armiach", a nawet o rekrutacji najemników do służby na rzecz obronności.
Wschodni Europejczycy obawiają się "negatywnego wpływu"
Faktyczne otwarcie wystarczyłoby w Niemczech na zwykłą zmianę prawa. Jednakże, zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Służbę Naukową Bundestagu z 2016 r. , Konieczne jest angażowanie żołnierzy z zastrzeżeniem, że niektóre prace będą wykonywane tylko przez obywateli Niemiec. Obejmuje to między innymi stanowiska w służbach specjalnych lub pokrewnych jednostkach bojowych.
W ostatnich miesiącach ministerstwo poprzez attachaty obrony sondują w europejskich stolicach, jaki jest stosunek do sprawy. W podsumowaniu jest wskazane, że rozmowy "doprowadziły do bardzo różnych wyników", szczególnie mieszkańcy Europy Wschodniej obawiają się "znacznego negatywnego wpływu".
Są i obawy z Polski. W ten sposób zaskoczył nas polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Czaputowicz powiedział SPIEGELOWI, że służba w wojsku jest "ściśle związana z narodowością". Nawet w służbie dyplomatycznej lub w policji dopuszcza się tylko własnych obywateli. "Wszędzie jest taka zasada" - mówi Czaputowicz. "Jest to jeszcze ważniejsze w wojsku, ponieważ oczekuje się tam pewnej lojalności".
Minister spraw zagranicznych apeluje o szybkie wyjaśnienia z Brukseli. Zmiana otwarcia Bundeswehry bez konsultacji w UE "nie byłoby właściwym zachowaniem" - ostrzegł Czaputowicz. "Gdyby Niemcy wprowadziły takie prawo bez uprzedniej konsultacji z Polską, nie byłoby to dobre, ponieważ Niemcy mają więcej do zaoferowania robotnikom, a prawdopodobnie też żołnierzom".
Podobne obawy podziela rząd bułgarski. Tak więc Sofia wyjaśniła w rozmowach z niemieckimi wojskowymi, że nawet dziś 20 procent stanowisk w ich własnych siłach zbrojnych nie może być obsadzonych z powodu niedoborów personelu. Jeśli Niemcy teraz otwierają swoją armię znacznie lepszymi pensjami, konieczne jest uwzględnienie "katastrofalnych konsekwencji". Grecja także obawia się rekrutacji młodych ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)