Tyutł dzisiejszego wpisu na onecie musiałem przeczytać dwa razy, tak nieprawdopodobna wydała mi się jego treść.
"PO rozpatruje scenariusz, w którym Donald Tusk po ewentualnym wyborze na prezydenta, pozostaje na stanowisku szefa partii. - To możliwa opcja, Lech Kaczyński ją usprawiedliwia - mówił w Kontrapunkcie RMF FM i "Newsweeka" Grzegorz Schetyna."
Czyżbyśmy mieli mieć faktycznie powtórkę z historii? Cała władza w ręce jedynie słusznej partii? Wydawałoby się, że Polacy - zwłaszcza Polacy - mają ugruntowane poglądy na sytuację w której całość (de facto) władzy spoczywa w rękach jednej partii. Dzisiejsza wypowiedź Schetyny każe zapytać czy tak jest w istocie? Czy naprawdę polscy obywatele zostali już do tego stopnia ogłupieni medialnymi szczekaczkami, że będą klaskać przy ponownym wprowadzaniu sztandaru i bić pokłony przed nowym gensekiem?
Niesamowite jest to, że publiczne przedstawienie takiego pomysłu nie jest jednoznaczne z końcem czyjejś kariery politycznej. Chociaż... zaraz, zaraz:
"prezydentura Kaczyńskiego taką opcję usprawiedliwia. To może być nowy model prezydentury, zaangażowanej w bieżącą politykę"
... no i wszystko jasne! To wszystko z troski o biednych obywateli i Polskę, znękaną i uciemiężoną krwiożerczymi rządami Kaczyńskiego.
Słusznie! Rewolucję czas zacząć!



Komentarze
Pokaż komentarze (9)