5 obserwujących
135 notek
59k odsłon
  102   0

Eskalacja nienawiści

To chyba ostatni moment by zawrócić. A może jest już za późno? Ostatni moment na otrzeźwienie, wyjście z amoku obłędnej nienawiści do siebie. Nienawiści podkręcanej przez polityków i media, szczególnie te opozycyjne. Bo też opozycja bardziej pracuje nad podgrzewaniem i tak gorącej politycznej atmosfery.

Jasne, rządzący też nie są aniołkami i mają wiele za uszami. Gdy jednak uczciwie zbilansujemy wszystkie za i przeciw, zobaczymy, że to właśnie opozycja, nazywająca się totalną, wrzuca więcej węgla do pieca politycznej nienawiści. Bo też nie znam drugiego kraju, w którym opozycja samą siebie nazwałaby totalną, czyli taką, której jedynym celem jest powrót do władzy, bez względu na metody oraz interes kraju jak i - w perspektywie - swój własny. Swój własny, bo jeśli w końcu przejmie władzę po znacznym osłabieniu państwa, do czego jej działanie prowadzi, lub wręcz utracie jego suwerenności, to będzie rządzić tym słabym i uzależnionym od obcych kraikiem. A przecież lepiej być prezydentem czy premierem nawet małego lecz suwerennego państwa niż gubernatorem choćby i dużej, bogatej prowincji podległej innej centrali.

To jednak mało istotne dla tych, którzy ubóstwo programowe pokrywają agresją, nie bacząc na konsekwencje rozpalania emocji. Mieliśmy już polityczne zabójstwo dokonane przez człowieka, który zbytnio wziął sobie do serca treści głoszone w kampanii nienawiści. Czy naprawdę chcemy powtórki?

My pewnie nie, lecz są tacy, którzy do tego dążą. I o to im chodzi, byśmy znienawidzili siebie do końca. Byśmy, spalając się w bezproduktywnej nienawiści, z ulgą przyjęli kogoś, kto zrobi z tym porządek. Porządek z rządzącymi, a przy okazji z Polską. Już kiedyś to przerabialiśmy. Już kiedyś walce zwaśnionych stronnictw położyli kres sąsiedzi. Oczywiście, nie z powodu chęci do zagarnięcia polskich ziem. Skądże znowu! Przychylili się jedynie do prośby ówczesnej opozycji, dla której obca interwencja była lepszą opcją niż znoszenie u władzy swoich przeciwników. Czy naprawdę chcemy powtórki?

A na razie trwa akcja odczłowieczania rządzących. PiS to zło - tak stwierdził długo oczekiwany zbawca Platformy, obecnie pełniący obowiązki przewodniczącego. Ze złem się nie dyskutuje, zło się tępi. A gdy tępimy zło, każda metoda jest dobra. Sytuacja zaczyna przypominać Niemcy sprzed osiemdziesięciu kilku lat. Porządny człowiek, czyli zwolennik Platformy, nie może utrzymywać kontaktów z reprezentantami zła, czyli pisowcami. Tak jak porządny Niemiec nie mógł utrzymywać kontaktów z Żydami, czyli podludźmi. To, co wydarzyło się później, było już tylko prostą konsekwencją.

Jakby na przekór tej tendencji, redaktor Mazurek zaprosił na swoje okrągłe urodziny polityków różnych opcji. Media szybko obiegły zdjęcia wspólnie świętujących reprezentantów zarówno rządzących jak i opozycji a nawet - o zgrozo! - picia tam alkoholu. Ciekawsze i charakterystyczne było to, co wydarzyło się potem. Nie słyszałem, by ktoś z pisowskich gości Roberta Mazurka miał nieprzyjemności z tego powodu. Natomiast w Platformie poleciały głowy. To znaczy, poleciałyby, gdyby nie interwencja teściowej p.o. przewodniczącego, jak się okazało, głównej kadrowej Platformy.

Żałosny był widok Tomasza Siemoniaka, człowieka mającego już swoje lata, tłumaczącego się jak sztubak przyłapany na paleniu w ubikacji. Nie pił, a jeśli już, to niechętnie. A w ogóle nie wiedział kto tam będzie, bo gdyby wiedział, to w życiu. Starszym taka samokrytyka kojarzy się dosyć jednoznacznie.

Tym, których zaskoczyła tak ostra reakcja Donalda Tuska na to, z kim spotykają się prywatnie politycy Platformy, z wyjaśnieniem pospieszył niezawodny Marcin Kierwiński. To jest wojna - ogłosił. A na wojnie nie dyskutuje się z wrogiem. Z wrogiem się walczy i nie ma możliwości jakichkolwiek kontaktów.

I tu poseł Kierwiński się myli. Nawet w czasie wojen zawierane są rozejmy, organizowane wymiany jeńców, a to wymaga uprzednich rozmów. Poza tym, każda wojna kiedyś się kończy a to wymaga wcześniejszego ustalenia warunków pokoju. Chyba, że nie bierzemy jeńców i wyrzynamy wrogów do nogi i do takiej wojny najpewniej nawołuje sekretarz generalny Platformy. Dla posła Kierwińskiego i jemu podobnych przeciwnik polityczny nie jest tym, z którym się dyskutuje i spiera, by dojść do lepszego urządzenia Polski. Nie, jest wrogiem śmiertelnym, z którym można i należy tylko bezpardonowo walczyć.

Wieloletnia już intensywna kampania wrogości i nienawiści zeszła z poziomu parlamentarnego i dokonała bolesnych podziałów wśród Polaków, dzieląc nawet bliskich sobie ludzi. Mocno odczułem to będąc zamieszany w organizację spóźnionych o rok obchodów czterdziestej rocznicy powstania Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Górnym Śląsku. Przed jubileuszowym spotkaniem organizatorzy, w tym i ja, otrzymali kilka wiadomości od naszych koleżanek i kolegów, zapowiadających swą nieobecność z powodu niechęci do spotykania się ze zwolennikami PiS-u lub obaw, że ich obecność może być niecnie wykorzystana przez przybyłych prominentnych polityków, oczywiście pisowskich. Bardzo nas to zabolało, bo mówili to ludzie, z którymi ciągle utrzymujemy kontakty, których lubimy i z którymi - mogę to napisać - przyjaźnimy się, z którymi przyjaźnie przetrwały naprawdę ciężkie czasy, którym ufaliśmy i którzy nas nie zawiedli. Tak było przez czterdzieści lat, a teraz... Dodać muszę, że nie było ani jednego pytania od sympatyka PiS-u, czy będą tam ludzie z Platformy, bo on nie ma przyjemności. W końcu spotkaliśmy się z okazji wydarzeń sprzed czterdziestu lat.

Impreza przebiegła naprawdę fantastycznie. Z polityków nie zjawił się nikt, jedynie premier i marszałek województwa przysłali listy. O polityce nie mówiono ani w części oficjalnej, ani później. Nie z powodu zakazu czy umowy. Po prostu przybyło blisko dwieście osób z różnych stron kraju i zagranicy, wielu spotkało się pierwszy raz od czterdziestu lat. Było wiele ciekawych tematów do rozmów. I tylko żal, że zabrakło tych, którzy ulegli politycznej obsesji, wrogości do innych opcji politycznych. A przecież o to nam wtedy chodziło, czterdzieści lat temu. O to, by każdy mógł mieć swoje poglądy i swobodnie je głosić.

Pamiętam ogólnopolskie obchody trzydziestolecia w Krakowie, jedenaście lat temu, w piątym roku wojny polsko - polskiej, kilka miesięcy po Smoleńsku. Mimo tego mogliśmy razem obchodzić rocznicę. My, ludzie różnych opcji politycznych, w tym prominentni politycy obu zwaśnionych partii. Rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy, również o polityce, pijąc piwo do rana. Ważniejsze od bieżących podziałów było to, co nas łączyło, nasza przeszłość. I nikt tego nie bojkotował.

Kilka miesięcy wcześniej, podczas pogrzebu śp. Janusza Kurtyki, w wypełnionym głównie zwolennikami PiS-u kościele, minister Zdrojewski mógł powiedzieć o tworzeniu fałszywego obrazu Zmarłego i mógł głośno i wyraźnie powiedzieć "przepraszam". Ale do tego trzeba było mieć klasę Bogdana Zdrojewskiego, obecnie zupełnie zmarginalizowanego w Platformie. Dziś twarzą Platformy Obywatelskiej są właśnie Kierwiński, Nitras, Joński, Szczerba i oczywiście Donald Tusk. To tylko twarze, a kto jest mózgiem całej tej operacji podziału Polaków na wrogie plemiona?


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale