Co i rusz bombardowani jesteśmy informacjami z ujawnionych dokumentów Epsteina. Informacjami siłą rzeczy bardzo jeszcze fragmentarycznymi, biorąc pod uwagę ogrom materiału w postaci 3 milionów dokumentów i ogromnej ilości zdjęć i filmów.
Nikt nie wie, kiedy możliwe będzie poznanie i opracowanie tak obszernego materiału. A rozwiązanie jest proste. Mamy w Polsce niezwykłych specjalistów od szybkiego czytania ze zrozumieniem. Myślę tu o ławnikach wyznaczonych do osądzenia ks. Michała Olszewskiego i urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy, jak sami oświadczyli, w ciągu jednego dnia zapoznali się aktami sprawy liczącymi ponad 100 tysięcy stron. Skoro takie oświadczenie złożyli, musi to być prawda, tym bardziej, że rekord czytelnictwa potwierdził sam Wysoki Sąd odrzucając wniosek obrony kwestionujący szybkoczytelniczy geniusz ławników.
Skoro ławnicy na zapoznanie się z setką tysięcy stron potrzebowali jednego dnia, z trzema milionami poradziliby sobie w miesiąc. Tylko czekać aż premier dołączy ich do spec grupy badającej polskie wątki afery Epsteina. A jeśli do tych szybkoczytaczy dołączy najlepszy polski specjalista od łączenia kropek, szczególnie najbardziej odległych, red. Tomasz Piątek, to już za miesiąc dowiemy się, że stałymi bywalcami na wyspie Epsteina byli Jarosław Kaczyński, Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak i, oczywiście, Karol Nawrocki. Co więcej, red. Piątek udowodni, bez żadnych wątpliwości, że Jeffrey Epstein był jedynie bezwolnym narzędziem, a mózgiem całej afery był nie kto inny jak – tak zgadliście! - Jarosław Kaczyński.
Nawet bez polskich specjalistów kolejny raz widać, że udział w ohydnych „imprezach” udział brali zupełnie normalni ludzie. Ludzie, których od przeciętnego człowieka różniły jedynie – a może aż? - zasobność portfela i zajmowana pozycja. Niemniej nie podejrzewano ich o tak zboczone upodobania.
Pisząc o ohydzie nie mam na myśli zabawiania się z nastolatkami. To można od biedy wytłumaczyć. Nikt tam nie sprawdzał dowodów osobistych, a dzisiaj dziewczyny dojrzewają tak szybko, że można się pomylić. Inną sprawą jest obustronna zgoda na te zabawy, lub jej brak.
Z niektórych relacji czytelników akt wynikają rzeczy znacznie gorsze: tortury, być może zabójstwa, a nawet kanibalizm, może rytualny. Jak to się dzieje, że ludzie, z pozoru zupełnie normalni, tracą wszelkie hamulce moralne. A może ich po prostu nie mają?
Z przeciwnej strony globu swoje relacje emituje Maria Wiernikowska – reporterka Kanału Zero. Pierwszy odcinek, z Królewca, spotkał się z falą oburzenia. Kolejne już nie, choć są bardziej przerażające. Tak, Wernikowska nie pokazuje Rosjan jako typów spod ciemnej gwiazdy, z nożami w zębach, szukających kogo by tu zabić. Pokazała ich takimi, jakimi są: to sympatyczni, uprzejmi i uczynni ludzie. Tacy zupełnie normalni, mężowie i ojcowie. A że po założeniu munduru zabijają ukraińskie dzieci? Cóż, wojna, trzeba bronić ojczyzny. Oni naprawdę wierzą, że ich żołnierze nie walczą z Ukrainą. Z nią poradziliby sobie w dwa dni. Oni bronią Rosji przed NATO i to NATO napadło na Rosję, a nie odwrotnie. Lata putinowskiej propagandy zrobiły swoje.
Tak, są też inni Rosjanie, jak choćby taksówkarz w Tomsku, odporni na rządową propagandę, potrafiący odróżnić dobro od zła. Tacy Rosjanie zawsze byli. I dziś, tak jak dawniej, stanowią znikomą mniejszość rosyjskiego narodu, również wśród Rosjan żyjących w wolnych krajach. Tym większy należy im się szacunek, a szczególnie tym, którzy czynnie przeciwstawiają się putinowskim zbrodniarzom. Niestety, zdecydowana większość to zwykli Rosjanie, jak w reportażach Marii Wiernikowskiej.
Przy wszystkich różnicach, podobne oburzenie co reportaż Marii Wiernikowskiej, wywołała 63 lata temu książka Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie” i ukazana tam „banalność zła”. Arendt, podobnie jak Wiernikowska, nie opisała organizatorów Holokaustu jako psychopatycznych morderców, ale takimi, jakimi byłi: zwykłymi ludźmi. To byli zwykli Niemcy, ojcowie rodzin i sumienni urzędnicy, którzy w innych okolicznościach projektowaliby remonty wodociągów, albo wydawali koncesje na sprzedaż alkoholu. A tu dostali zadanie zlikwidowania Żydów, więc wykonali zadanie z cała urzędniczą rzetelnością. Wiedzieli przecież, że Żydzi to pasożyty. Czytali o tym w każdej gazecie.
Spostrzeżenia Hannah Arendt potwierdził w roku 1992 Christopher R. Browning w książce „Zwykli ludzie. 101 Rezerwowy Batalion Policji i <ostateczne rozwiązanie> w Polsce”. Ten 101 batalion to zwykli hamburscy mieszczanie. Ubrani w mundury dostali zadanie zabijać Żydów i rzetelnie je wykonali. Poza tym byli to porządni ludzie.
„Rozrąbał jej ciało toporkiem, głowę prześwidrował na wskroś, a gdy wciąż charczała, podciął jej gardło” - to relacja naocznego świadka Józefy Marciniak zamieszczone w niedawno wydanej książce „My dzieci Wołynia. Historie małych ocaleńców”. Opisywanego mordu na Hance Misiewicz dokonał niejaki Griszka, jej rówieśnik. Wcześniej zdążył ją rozebrać, powiedzieć, że jest piękna i że się w niej kocha, ale jako Laszka, musi zginąć jak Laszka. Takich, a i bardziej okrutnych, zdarzeń było na Wołyniu dziesiątki tysięcy.
Wielu z nas miało w domach Ukraińców. To nie byli ci z opisów wołyńskiej rzezi. To ludzie tacy jak my, dodatkowo dotknięci ogromną tragedią, często nie mający pojęcia o tym, co wydarzyło się na Wołyniu osiemdziesiąt lat temu. Pokolenie ich dziadków też żyło dziesiątki lat obok polskich sąsiadów, szanując oddzielne zwyczaje, często wspólnie obchodząc polskie i ukraińskie święta, a nieraz żeniąc się między sobą.
Co więc wstąpiło w Ukraińców, co wstąpiło w Niemców, co w Rosjan? Biblia zna przypadki opętania przez złe duchy, lecz dotyczyło to pojedynczych ludzi, ale całe narody? To temat na obszerne opracowania dla historyków, socjologów, filozofów i historiozofów. W krótkim artykule mogę tylko zasygnalizować moją amatorską hipotezę.
To kwestia cywilizacyjna. Rosja, Ukraina i większa część Niemiec to kraje cywilizacji turańskiej lub bizantyjskiej. Od cywilizacji łacińskiej odróżnia je brak rozdziału władzy świeckiej i duchowej. W efekcie normy moralne wyznaczał władca. To car, cesarz czy wódź decydował o tym, co dobre, a co złe. Z czasem poddani zatracili odniesienie do fundamentalnych zasad moralnych zawartych w dekalogu. Poddani intensywnej propagandzie swych wodzów, zdolni byli uwierzyć we wszystko.
A co z tym wspólnego mają przyjaciele Epsteina? Współczesne elity odeszły już od cywilizacji łacińskiej, hołdując moralnemu relatywizmowi. Skoro nie ma obiektywnego dobra i zła oraz Najwyższego Sędziego, to wszystko wolno. Tym bardziej, że potrafią zapewnić sobie doczesną bezkarność, a przynajmniej tak im się wydawało.
W historii Polski można znaleźć wstydliwe karty. Niemniej trudno znaleźć przypadek okrutnego ludobójstwa. Może uchroniło nas zakorzenienie w cywilizacji łacińskiej, opartej na katolickich fundamentach moralnych, wyznawanych również przez tych, którzy w Boga nie wierzyli. Dlatego z niepokojem obserwuję odchodzenie od tych fundamentów i szerzący się relatywizm. Coraz więcej Polaków wierzy w różne idiotyzmy, jak gender, klimatyzm itp. Co stanie się, gdy jacyś odklejeni ideolodzy przekonywać będą, że dla świetlanej przyszłości, dobra ludzkości czy uratowania klimatu należy wyrżnąć do nogi naszych sąsiadów. Czy coś nas wtedy powstrzyma? Wszak nie jesteśmy ulepieni z lepszej gliny niż sąsiednie narody.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)