Co nas obchodzi, że Kennedy'ego zamordowano w jakimś 1963? Tak naprawdę - co to nas obchodzi?
Co nas obchodzi, że...
Że jakiś wieżowiec wysadzili (?) na Manhattanie, a mówili i twierdzą, że...
Że Lechu donosił...
To co z tego? A może wcale nie, a kto to wie?
Co nas obchodzi, że Petelicki i Lepper... - po co to mówić? Taki Gary Webb, co prawdę odkrywał w wielkiej demokracji, zabił się edukacyjnie dla innych, bo strzelił sobie w głowę. I żeby nie było to tamto - dwa razy... strzelał, w tą swoją głowę. A w Rosji... wiadomo.
Co nas obchodzi, że Szumowski kłamał, co do liczby ZACHOROWAŃ na koronawirusa?
Co nas obchodzi, że nosiliśmy szmaty na twarzy i byliśmy tresowani jak w cyrku? I szczuci jedni na drugich.
Przecież tak naprawdę, chcemy tylko jeść. Jeść i pić. I odrobinę telewizji jeszcze.
Co nas obchodzi nasza śmierć?
To kiedyś. Na nią w Holandii już pobiera się składkę, żeby potem, w momencie, w którym nie będziemy użyteczni, "lekarz" dlaczego ich się naszywa "lekarzami"?, wstrzyknął nam truciznę, która nas zabije i pobrał wynagrodzenie za ten czyn, ze zgromadzonych przez nas składek.
Chcemy tylko dziś. Zjeść i się napić. Już nic nas innego nie obchodzi. Jesteśmy zwierzętami, jak chce tego niewidoczny smok. Jak wpiera nam idiotka i idiota. Dziwna sprawa z tymi smokami. Były wszędzie. Jakby były naprawdę. Czy z tego, że w dżungli Jukatanu, w dorzeczu Huang-Ho, w delcie Indusu, a nawet w Europie, ludzie nic nie wiedzący o sobie, pisali o smokach? Czego taki smok chce? Czego chce od nas?
My chcemy tylko zjeść i się napić, dzisiaj, i mieć dobre mniemanie o sobie, że o czymś myślimy. W dostarczaniu nam myślenia ścigają się przodujące siły i ich funkcjonariusze, zwani politykami, bizensmenami, redaktorwami. Nie. Nie wolno identyfikować ich ze smokiem. To mogłoby być tak, czy inaczej dostrzeżone przez... smoka.
Więc panaceum, w postaci rozważań o gównie płynącym Wisłą, podawane jest wprost do mózgów i naszej świadomości, bo w końcu tym ona się staje. Sedesem na wypróżnienie się smoka, kanałem ściekowym, do którego sprawny redaktor-administrator dolewa ciągle i ciągle, a my się tym rozkoszujemy, bo odnosimy wrażenie. Że coś wiemy,. Że czymś się zajmujemy. Że zajmujemy nawet - ba - stanowisko! W WAŻNYCH, PALĄCYCH I CIEKAWYCH SPRAWACH.
Co nas obchodzi, że nie mogliśmy wyjść z domu, żeby spotkać wnuki, dziadków. Że nas skurwysyny jedne, o przepraszam, takie stwierdzenia są niedopuszczalne i potępiamy je z całą stanowczością - to... smok - izolować zaczęły "społecznie, indywidualnie, fachowo" także od lekarza, od lekarskiego badania i porady. I że to się pewnie powtórzy, bo społeczeństwo "dojrzało". Że umierać starszym ludziom przyszło w samotności, w aparacie, co niszczył ich płuca. A potem od razu, zamknięty worek, którego nie wolno otwierać albo kremacja. Żeby nie było. Zarażenia. Tak właśnie przekraczaliśmy ostatni próg. I dobrze, bo kogo to obchodzi? Kogo obchodzi garść popiołu? W Szwecji po więcej niż 50% prochów z kremacji już nikt się nie zgłasza. Może użyźnią ziemię? Może... pamiętamy inne takie zbiorowiska prochów z historii? A teraz... bez przemocy....
My jesteśmy cwani. Damy radę. Co nas obchodzą inni. Ostatecznie, to dla naszego dobra. Ostatecznie liczy się tylko smak, tych gówien spływających medialną rzeką i naszej satysfakcji wynikającej z tego, że możemy sobie o nich pogadać.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)