110 obserwujących
1649 notek
1207k odsłon
  399   2

dlaczego tyle zła jest na świecie?

Czasem zadajemy sobie pytanie dlaczego tyle zła jest na świecie. Pytamy się o to, widząc jego zalew, jak w każdym obszarze życia go przybywa, do jakich strasznych owoców prowadzi, jak wszystko upada, rozpada się. Jak śmierć, kłamstwo, wykorzystywanie ludzi, wojna.

Zerkałem w lewo. Obok konfesjonału stała rodzina. Dwoje rodziców i dwa berbecie, gdzieś 3 i 5 lat, chłopaki. Powinienem się skupić na mszy. Za filarem ksiądz bardzo ładnie, mądrze. Miał rację, zło zaczyna się w człowieku. Zaczyna się od pomysłu, od myśli, poczucia, że mam prawo rządzić innym, że inny znaczy mniej niż ja. I w ogóle przestrzeń, ludzie. Ale wzrok uciekał mi w lewo, bo na moich oczach rozgrywało się cudowne przedstawienie.

Berbercie siedzieli w konfesjonale. To znaczy na zewnątrz tej konstrukcji, w przestrzeni między nisko położoną deską klęcznika, a wąskim blatem, na którym penitent, opiera swoje łokcie w trakcie spowiedzi. Czy opiera? Nie wiem. Tak mi wyszło, gdy patrzyłem na tych dwóch chłopaków. Spokojnie się mieścili w tej dużej wnęce masywnego konfesjonału.

Starszy trochę męczył młodszego. Coś tam się nachylał i gadał młodszemu do ucha. Ten odpychał brata i marszczył brwi. Ale starszy nie przestawał. A to nogą, a to znów, jakieś szeptania. W końcu młodszy się obraził i zasmucił, objął rękami, rączkami?, kolana i przyłożył do nich policzek. Ojciec zrobił krok w kierunku dzieci i chwycił młodszego. Podniósł się z synem i wziął go na ręce. Te zaplotły się na jego szyi i dziecko przytuliło się do mężczyzny.

Dalsze elementy mszy. Całkiem dużo ludzi, bo w ławkach się nie mieszczą, dlatego stoimy, ja, ci rodzice z dziećmi, inni. Starszy usiadł bokiem w niskiej wnęce konfesjonału i wyciągnął nogi, zajmując całą wolną przestrzeń. Raz po raz patrzy do góry na rodziców. Ci, gdzieś w przestrzeń. Chłopiec zaczyna się wiercić, potupywać. Rodzice patrzą na niego. Rozchyla usta i pokazuje coś w buzi, jakby ząb mleczny - tak mi się skojarzyło, bo pokazywał, jakby się ruszał. Nic... Chłopiec robi się coraz bardziej energiczny. Młodszy zapleciony na szyi ojca, nie wiem, w jakimś oddaniu, schronieniu, cały jest tym zapleceniem. W końcu starszy zaczyna robić dziwne gesty w stosunku do dorosłych. Krzyżuje swoje przedramiona i potem całkiem się odwraca i chowa głowę. Ponownie. I jeszcze raz. To wszystko wygląda, jakby mówił - Tak? To nie ma między nami więzi. Odrzucam i przerywam relację z wami. Jestem sam.

Po paru minutach ojciec sadza "ukojonego" młodszego obok konfesjonału i pociąga starszego. Ten się początkowo buntuje, ale potem staje przodem do ojca, jakoś się przytulając. Jaja. Jak on tak stoi? Przodem? Ręka ojca przeczesuje włosy syna. Potem... i ten wędruje na chwilę do góry, na ręce. Potem... zestawiony na ziemię leci do brata, głaszcze go, przyjaźnie zagaduje. Młodszy teraz chyba zazdrosny, bo naburmuszony, nie chce wziąć monety, by wrzucić na tacę. Ojciec kuca, mizia go po nosie i policzku. Rozwesela. Młodszy bierze pieniążek, ale ksiądz musi się aż pochylić, bo mały brzdąc ciągle, śmiesznie w sumie, marszczy brwi i odgrywa naburmuszonego. A może jest?

Czasem zadajemy sobie pytanie dlaczego tyle zła jest na świecie. Pytamy się o to, widząc jego zalew, jak w każdym obszarze życia go przybywa, do jakich strasznych owoców prowadzi, jak wszystko upada, rozpada się. Jak śmierć, kłamstwo, wykorzystywanie ludzi, wojna. I czasem stajemy oniemieni. Tak się dalej nie da - pojawia się myśl. Tak dalej nie można. I w sercu człowieka pojawia się uścisk. A potem pesymizm. A potem zło, to znaczy przekonanie, że inni to zło. Że to wszystko "kurwy i błoto". Te słowa pojawiają się  i przestają być straszne w ludzkim wnętrzu, a może odpowiadają rzeczywistości? Skąd tyle zła?

Tymczasem zagadka zła wydaje się odwrotna. To znaczy pytanie należy zadać na odwrót. Bo to zawsze chodzi o fundamentalny obraz świata. Jean-Jacques Rousseau twierdził, że świat z natury jest dobry. Że zło na ten świat zawitało z błędami ludzi. I to jest pierwszy ogólnie uznawany pogląd, że dobry świat jest skażony przez zło. Zło które się rozrasta, potężnieje, grozi. Drugi pogląd jest taki: że świat jest z natury zły. Z natury, to nie znaczy z pochodzenia, tylko z powszechności istniejących mechanizmów. To zło jest immanentą "naturą" świata. Dobro zaś, jest zaskoczeniem. Nie dającą się złu nigdy do końca usunąć aberracją. Dziwadłem, które nie powinno już nigdy istnieć, a jest. Nie powinno, bo w historii ludzi, a o złu i dobru mówimy w kontekście ludzi, zło wielokrotnie władało światem. I jednak. Wciąż. Ojciec bierze na ręce syna. Patrzy na niego. Troszczy się.

Ale co to jest dobro i co to jest zło? Bo to się łatwo szafuje, takimi słowami. Bo zło właśnie, rzeczywistość i słowa, nieustannie przekręca. Przyjmijmy, że dobro, to wszystko to, co prowadzi do rozwoju, rozkwitu, życia i wzrostu. Ale zło podobnie przecież, prowadzi do rozwoju, rozkwitu, życia i wzrostu! Ale różnica jest jedna. Fundamentalna. I jest to różnica między dobrem a złem. Dobro szuka rozwoju i rozkwitu na równi tego, w którym jest, jak i wszystkich innych wokół. Zło, przeciwnie, szuka wzrostu tylko tego, w którym jest, za cenę podporządkowania, zniszczenia, kontrolowania i wykorzystywania pozostałych.

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo